Kawiarnia literacka
Sztuka i sztuczki
Rozłożyły się wszystkie na parkiecie, otwarły szkicowniki i każda rysuje – a my przystanęliśmy za nimi ciekawi, jak to też będzie.

Wielka retrospektywa Davida Hockneya w Tate Britain trwała trzy miesiące z okładem, a nasz pobyt na londyńskich targach książki wypadł akurat w połowie, czyli kiedy powinno być najluźniej – ci, którzy są żarłocznymi, niecierpliwymi konsumentami sztuki, zdążyli już przebiec sale w pierwszych dniach po wernisażu, ci zaś, którzy wszystko robią na ostatnią chwilę, jeszcze nie rezerwują biletów. Nic z tych rzeczy. Od rana do wieczora tłumy, kolejki, wszystko wyrezerwowane do ostatniego miejsca, mimo że w piątki i soboty wystawa otwarta jest o cztery godziny dłużej, do dziesiątej wieczór, a w ostatni weekend będzie czynna do północy. Musieliśmy sprzedać po nerce, uruchomić stare znajomości na dworze Elżbiety II, w MI6, Mosadzie i KGB (a tak naprawdę poprosić o przysługę bardzo miłego kuzyna Pietii) i tylko dzięki temu udało nam się na Hockneya dostać.

Nie wyobrażam sobie takich tłumów na wystawie jakiegokolwiek polskiego malarza – inna sprawa, czy w ogóle żyje u nas malarz (i to figuratywny!

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną