Kawiarnia literacka
Rzeczy po zmarłych
Że warto czytać Grossmana – wiedzą wszyscy. Dopowiadam, że tę książkę o nim też.

Podchodzę do bramki w metrze, słyszę, jak inni przykładają karty do czytników i niesie się takie biiip z pogłosem, trochę jakby dzwon pociąć na plastry i na jednym plastrze grać. A potem jestem już obok, przykładam swoją kartę (jest spersonalizowana, błyska mi twarz Moniki sprzed paru lat, uśmiechnięta) i słyszę zwykle suche bip. Bez tego, co dodawała przestrzeń, odległość. Prozaiczne bip. I nagle mi smutno, przez chwilę mam jeszcze w głowie uśmiech żony, który teraz zdaje mi się nieszczery, upozowany – pierwszy raz w życiu.

W metrze szum i pęd przewietrzają mi myśli i znowu jest normalnie: ekrany smartfonów dyskretnie oświetlają twarze współpodróżnych, boli mnie 39-letnie kolano, a torba obciera mi boleśnie ramię, znowu napakowałem do niej książek, jakbym wybierał się gdzieś na tydzień. Przypominam sobie, że między innymi o tym pisał ostatnio Najder w Dwutygodniku, o idiotycznych decyzjach nałogowych czytelników.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj