„Dunkierka”, najbardziej oczekiwany film sezonu. Z jej mitem mierzyło się wielu twórców
Anioły morza
Najnowszy film Christophera Nolana jest reklamowany jako opowieść o wydarzeniu, które ukształtowało nasz świat.
Kadr z filmu „Dunkierka” w reż. Christophera Nolana
mat. pr.

Kadr z filmu „Dunkierka” w reż. Christophera Nolana

Porażka, która natchnęła naród – tak przyjęło się określać wydarzenia mające miejsce na plażach Dunkierki w czerwcu 1940 r. Chociaż alianccy żołnierze – głównie brytyjscy, ale także francuscy i belgijscy – zostali wówczas zmuszeni do niechlubnej ucieczki kanałem La Manche przed hitlerowską armią, to jednak udało się w ten sposób ewakuować ponad trzysta tysięcy osób, które w znaczącym stopniu przyczyniły się w kolejnych latach wojny do kapitulacji i upadku Trzeciej Rzeszy. Cud! – grzmiała dumnie i zgodnie wyspiarska prasa, konstytuując tym samym jeden z najważniejszych mitów narodowych w Wielkiej Brytanii. Równie dumnie i zgodnie zareagowała opinia publiczna, która pielęgnowała pamięć o rzeczonym sukcesie podczas słynnej bitwy o Anglię i pielęgnuje najpewniej do dziś, o czym świadczy choćby komediodramat „Zwyczajna dziewczyna” w reżyserii Lone Scherfig, w którym ekipa filmowa zostaje oddelegowana przez rząd do realizacji propagandówki inspirowanej bohaterskimi wydarzeniami na północnym wybrzeżu Francji. Co jednak ciekawe i paradoksalne zarazem, dunkierska sensacja – wbrew powszechnemu wyobrażeniu – nie doczekała się dzieła, które ukazywałoby ją jako niezaprzeczalny triumf, podtrzymując tym samym gorące emocje towarzyszące brytyjskiemu społeczeństwu. Wręcz przeciwnie – operacja Dynamo, największa ewakuacja w historii, prezentowana jest w kinie w sposób dwuznaczny, by nie powiedzieć wprost: krytyczny.

Prawdopodobnie jedynym filmem, w którym działania w rejonie Dunkierki zostały przedstawione wyraźnie pozytywnie, choć stanowią one w istocie tylko tło opowieści, jest obsypana sześcioma Oscarami „Pani Miniver” z 1942 r. Losy angielskiej rodziny z klasy średniej, która najpierw w sielankowy sposób przechodzi przez okres tak zwanej dziwnej wojny, a następnie oko w oko mierzy się z nazistowskim okrucieństwem, na trwałe zapisały się w dziejach kinematografii jako jeden z najlepszych alianckich obrazów propagandowych. Monumentalna praca tak prominentnego twórcy, jakim z całą pewnością był William Wyler, powstała jako agitka, która miała dwa cele: z jednej strony chodziło o przekonanie amerykańskich obywateli do tego, że decyzje zbrojne podejmowane przez Biały Dom są słuszne, z drugiej zaś – o podniesienie zatrwożonych Brytyjczyków na duchu. Oba założenia udało się zrealizować z nawiązką, choć przecież film wchodził na ekrany w momencie, gdy Stany Zjednoczone wciąż wyznawały doktrynę izolacjonizmu względem wojny w Europie.

Amerykanie sięgają po motyw Dunkierki

W „Pani Miniver” silnie wybrzmiewa narracja, zgodnie z którą niebagatelny wpływ na pomyślny przebieg operacji Dynamo mieli nie tyle mundurowi, ile cywile, na własną rękę i świadomi ryzyka spieszący na łodziach wycieczkowych, prywatnych jachtach i kutrach rybackich na ratunek chłopcom oblężonym przez wojska Wehrmachtu i Luftwaffe. I choć na poziomie formalnym altruizm ten sięga patosu, nikt tu tak naprawdę nie sili się na bohaterstwo – mowa bowiem o zwykłych i przyzwoitych ludziach, gotowych oddać życie dla dobra sprawy, robiąc przy tym nadzwyczajne rzeczy. Film Wylera to pochwała dla domowego frontu, na którym kobiety nie tylko tęsknią, ale także bezpośrednio mierzą się z dramatami wojny, natomiast mężczyźni – niezdolni pierwotnie do walki – przerzucając setki tysięcy żołnierzy na suchy ląd, dokonują cudu, który z czasem zostanie okrzyknięty mianem punktu zwrotnego w dziejach światowego konfliktu.

„Pani Miniver” – hit frekwencyjny po obu stronach Atlantyku – to właściwie jedyny przykład amerykańskiego filmu, który sięga po motyw Dunkierki, a przecież i tak nie czyni z niego głównej osi akcji. Nic dziwnego – Hollywood nie lubi skupiać się na porażkach, a w tej kategorii postrzega się za oceanem przerzut wojsk alianckich z Francji do Wielkiej Brytanii. W USA panuje popyt na zwycięstwo, by na przykładzie „Szeregowca Ryana” czy „Kompanii braci” wspomnieć o innym wydarzeniu z okresu omawianej batalii, a mianowicie o lądowaniu w Normandii. Ponadto na uwagę zasługuje fakt, iż w operację Dynamo w najmniejszym nawet stopniu nie ingerowały Stany Zjednoczone, co w zabawny i brawurowy sposób starają się nadrobić bohaterowie przytoczonej już „Zwyczajnej dziewczyny”, którzy na potrzeby amerykańskiego rynku tworzą postać dzielnego lotnika jankeskiego pochodzenia.

Głupcy na górze i głupcy na dole

Opór, jaki Brytyjczycy stawili Niemcom w dunkierskim kotle, otoczony jest na wyspach szczególną czcią, ale nawet tam nie udało się zrealizować obrazu, który można by określić mianem narodowej epopei. Taką próbą była niewątpliwie „Dunkierka” z 1958 r., o której pamięć została przysłonięta nieco ponad dekadę później przez „Bitwę o Anglię” Guya Hamiltona. Film Lesliego Normana powstał w trudnym dla Zjednoczonego Królestwa momencie, przez co jest efektem licznych sporów i kompromisów pomiędzy twórcami a generalicją. Wojna sueska z 1956 r. przyczyniła się do upadku rządu i pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, co z kolei przekuło się w zmierzch imperium, nad którym nigdy miało nie zachodzić słońce.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj