Kawiarnia literacka
Dren
W PRL, w Królestwie Polskim był sens siedzieć na przekór, zostawać wbrew, bo wszyscy byliśmy w tym razem przeciwko opresji. Teraz opresja jest nasza własna, rozrośnięta, wyhodowana, i ma się znakomicie.

Dzień po ostatnich wyborach parlamentarnych sporo tych komentarzy, szydzących z histerycznych lewaków, komentarzy typu: No i co, pakujecie walizki? Łatwo było lamentować na fejsie, ale jak przyszło co do czego, to zostaniecie w Polsce. Co, świat się jakoś nie zawalił? Tak, fejsowe lamenty to gatunek literacki często posługujący się hiperbolą – ale po półtora roku widzę, jak wiele się zmieniło. To nie rewolucja, żeby uciekać z jednym tobołkiem; ludzie szykują sobie miejsca, planują, załatwiają posady. Ale drenaż działa.

Jasne, działał już wcześniej: troje moich najbliższych przyjaciół z czasów liceum i studiów układa sobie życie poza Polską (jedno wróciło teraz na trochę i żałuje, pewnie zaraz wyjedzie). Ale jakże to nabrało tempa. Znajoma pisarka załatwiła sobie i swoim dzieciom prawo do pobytu w Kanadzie. Znajoma rzeźbiarka cieszy się, że z dzieciństwa (rodzice należeli do fali emigracji stanu wojennego) ma australijski paszport. X, wybitny młody naukowiec, nadzieja instytutu, niby tu robi habilitację, ale dostał dwuletni staż w Ohio i pojechał tam właściwie przekonany, że już nie wróci.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj