Wojny na szczycie w „Uchu prezesa”. Serial ma większy rozmach, ale aż tak nie śmieszy
W drugim odcinku drugiego sezonu serialu Roberta Górskiego kontynuujemy temat niezgody w obozie władzy. Tym razem w szranki stają „minister dyplomacji” i „minister wojny”.
Na planie „Ucha prezesa”
Honorata Karapuda/Polityka

Na planie „Ucha prezesa”

„Ucho prezesa” powoli realizuje zapowiedzi twórców dotyczących większego rozmachu nowego sezonu. Na chwilę obecną to nic wielkiego, warto jednak odnotować, że w najnowszym odcinku scena między słynnym detektywem a ministrem wojny rozgrywa się na sejmowych korytarzach, gdy zaś dzwoni pewien ojciec z pewnego radia, widzimy rozmówcę w jego limuzynie. Mało? Owszem, niemniej świat „Ucha…” wreszcie, nieśmiało, rozszerza się do czegoś więcej niż gabinet i przedsionek na Nowogrodzkiej.

To urozmaicenie scenerii to w zasadzie konieczność, ponieważ Górski i spółka skupili się na wewnętrznej walce na prawicy, z dwoma wielkimi stronnictwami – Prezesa i prezydenta Adriana (co pokazano w pierwszym odcinku) – oraz starciach między samymi ministrami rządu, co z kolei podkreślano w nowym epizodzie. To rzecz jasna świetnie serialowi robi, bo choć odcinki tego sezonu nie sprawiają, ze widz zrywa boki ze śmiechu, ciekawie ogląda się rosnące napięcia i powiększanie się pęknięć na pisowskim monolicie – w odcinku „Bez żadnego trybu” najlepsze sceny to te, gdy ministrowie walczą o uznanie Prezesa, i końcowa próba sił między Prezesem a ministrem wojny.

Coraz gęściej w „Uchu prezesa”

Trzeba również docenić, że twórcy „Ucha…” robią, co mogą, by ich scenariusze były „gęste”. Chodzi o to, że niemalże każda chwila wykorzystywana jest, by zacytować/wyśmiać/napiętnować pewne zachowania, od uwag o rowerzystach i pedałach ministra Waszczykowskiego, poprzez sprawę Misia i jego wyrzucenia z partii, aż po odznaczenie, które minister Błaszczak najpierw sam sobie przyznał, a potem sam sobie jego przyjęcia odmówił.

Może i więc nowy sezon na razie nie zachwyca i nie oferuje nam odcinków na miarę tych z wizytą Angeli Merkel czy spotkaniem na Nowogrodzkiej całej opozycji. Ale na pewno intryguje i zapowiada, że zrobi się jeszcze ciekawiej – pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce wejdziemy bardziej za kulisy, że perspektywa Prezesa i Płaszczaka przestanie być jedyną, bo może powróci prezydent Adrian i może nawet przeniesiemy się do jego gabinetu.

Showmax i Górski na pewno nie mogą narzekać na brak materiałów, bo tych rząd dostarcza im aż nadto. Niech tylko wykorzystają fakt, że nasi politycy tak pięknie podkładają się satyrykom.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj