Agnieszka Holland o skoku PiS na PISF: Szkoda tej instytucji
Skok na PISF wpisuje się w program kulturowej kontrrewolucji, którą widzimy nie tylko w Polsce czy na Węgrzech – komentuje reżyserka Agnieszka Holland w OKO.press.
Agnieszka Holland
Karolina Poryzała/HBO

Agnieszka Holland

Władze zasadzały się na Magdalenę Srokę od zwycięskich wyborów i teraz na zasadzie na ciebie bęc widocznie przyszedł ten moment.

Pretekstem ma być list wysłany przez pracownicę PISF, który widziałam, ale nie chcę go w ogóle komentować. Pracownica została zresztą zwolniona i oczywiście tu nie chodzi o żaden list, ale o złamanie niezależności PISF. Odwołanie Sroki jest złamaniem ustawy o kinematografii, która precyzyjnie opisuje, kiedy można to zrobić. Magdalenie Sroce próbowano wręczyć wypowiedzenie ministra jeszcze przed posiedzeniem Rady Programowej, co też jest niezgodne z ustawą, więc na razie wycofano wypowiedzenie. Rada musi wydać opinię, choć nie jest ona wiążąca dla ministra. Ale obawiam się, że decyzja zapadła.

Magdalena Sroka, która wygrała konkurs w 2015 roku na pięcioletnią kadencję, dzielnie walczyła o polskie kino, choć sytuacja polityczna nie ułatwiała jej pracy. Jak zawsze w takich sytuacjach, różni ludzie zaczęli być lojalni wobec różnych panów.

Ale Sroka robiła wszystko, żeby obronić niezależność i różnorodność polskiego kina, i to jej zapamiętamy. Dwa lata jej pracy zaowocowały wieloma pięknymi filmami. Zwolnienie przed końcem pięcioletniej kadencji jest sprzeczne z ustawą i zapewne zakończy się wyrokiem sądu, ale – jak słyszałam – minister Gliński powiedział, że woli zapłacić karę, niż tolerować takie porządki w PISF. Ma chłop gest, zwłaszcza że nie ze swoich będzie płacił.

Jak raz naruszy się ustawę, i to tak jawnie, to można będzie dalej sterować Instytutem i wkrótce się okaże, że PISF już nie ma.

To byłaby ogromna strata, bo to jeden z największych sukcesów instytucjonalnych Polski pokomunistycznej. Zadecydowała o tym mądra ustawa o kinematografii wynegocjowana przez środowisko filmowe, z dużym udziałem Jacka Bromskiego. Przyjęto proste rozwiązanie: produkcja filmowa finansowana jest z odpisów od dochodów wszystkich tych, którzy zarabiają na treściach audiowizualnych – produkują je, sprzedają, dystrybuują, zarabiają na reklamach. Z tych środków PISF daje granty na filmy, a także na promocję kina, edukację, festiwale. Ustawa została uchwalona w czerwcu 2005 r. w Sejmie zdominowanym przez SLD. PiS głosował za, Platforma Obywatelska była przeciw, bo – jak to oni mówili – produkcja filmowa nie powinna być finansowana z kieszeni podatnika.

Ustawa stworzyła wspaniały ekosystem, który przez 10 lat wyciągnął polskie kino z samego dna na pozycję jednej z najbardziej prężnych kinematografii w Europie. W 2005 r. polskie filmy – powstało ich 24 – miały widownię poniżej miliona. W 2016 r. widzów było ponad 13 mln, a filmów powstało 49. Z tego pięć miało ponadmilionową widownię. Jako przewodnicząca Europejskiej Akademii Filmowej najlepiej wiem, jak mocna stała się pozycja polskiego kina, ile naszych filmów jest co roku nominowanych i nagradzanych w Europie. Nie mówiąc już o Oskarze dla „Idy”.

Z tej success story skorzystało całe pokolenie filmowców, których talent rozkwitał w warunkach niezakłóconej wolności i coraz lepszego kontaktu z widownią. Na razie środowisko filmowe jest zjednoczone i zdeterminowane, ludzie mają nadzieję, że wartości, jakie tworzymy, są tak ewidentne, że obronią się same. Czeka nas jednak działanie pod presją i próba charakterów. Paradoksalnie taka sytuacja może niektórych twórców wzmocnić, bo skłania do stawiania sobie zasadniczych pytań: kim jestem jako artysta czy artystka i po co uprawiam sztukę.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj