Kuba Rozpychacz
Kuba Wojewódzki jest rodzimym przedstawicielem nurtu, jaki z powodzeniem od kilku lat lansują stacje zachodnie. Uczestników swoich programów traktuje kąśliwie i obcesowo. Po raz pierwszy od lat na polskim rynku telewizyjnym pojawiła się osobowość, która nikogo nie pozostawia obojętnym.

Zygmunt Staszczyk nazwał go apostołem dekadencji i demonem czadu, Krzysztof Cugowski ma Wojewódzkiego za pierwszego prostaka RP, Tomasz Raczek uznał go za korniszona, a widzowie jego programów często uważają go za chama i debila, czemu chętnie dają wyraz przed kamerami. Wojewódzki drażni, irytuje i doprowadza do szewskiej pasji wiele osób, ale też znaczna część telewizyjnej Polski, zwłaszcza tej młodszej, ma go za idola. – Taka musi być telewizyjna gwiazda dzisiejszych czasów, zimna lub gorąca, ale nigdy letnia. Ma budzić skrajne emocje, a Kuba je wyzwala – mówi z zadowoleniem dyrektor programowy Polsatu Piotr Fajks.

Jeden z byłych dyrektorów RTL 7 Piotr Gotkowski żałuje dziś, że po rozstaniu z Wojciechem Jagielskim („Wieczór z wampirem”), nie spróbowali z Wojewódzkim, który znajdował się wówczas na liście kandydatów do jego zastąpienia. Redakcja teleturniejów TVP 2 musiała zrezygnować z wprowadzenia licencji programu „The Weakest Link” (Najsłabsze ogniwo), bo nie mogła znaleźć prowadzącego, który byłby skłonny formułować dostatecznie złośliwe uwagi pod adresem gości audycji. – Śmiałość wypowiedzi i prawdziwa szczerość nigdy nie zagościły w naszej kulturze – stwierdza Fajks. – Jesteśmy społeczeństwem zamkniętym, w którym swoboda wyrażania sądów i opinii pozostawia wiele do życzenia. „Idol” próbuje taką postawę przełamać.

Bokser zawodowy

Studencki magazyn „Dlaczego?” napisał, że ludzie uwielbiają Wojewódzkiego za to, że „tak zawodowo umie człowieka zjebać”. Krytycy „Idola” uważają jednak program za krwiożerczy, a co gorsza lansujący pogląd, że karierę można zrobić wyśmiewając i poniżając innych ludzi. „Idol” to format sprowadzony z Wielkiej Brytanii, gdzie programy obnażające indolencję, ignorancję lub brak umiejętności ich uczestników są niezmiernie modne i popularne (podobnie jak w Niemczech i we Francji). – Kiedy zobaczyli mnie Anglicy z Fremantle, czyli producenta „Idola” – mówi Wojewódzki – od razu mi poradzili „Let’s get crazy”.

Jest więc crazy, a przy okazji bywa bezczelny, arogancki, nonszalancki. Nie oszczędza ani biorących udział w „Idolu”, ani swoich gości w talk-show. „Pani myśli, że ona jest człowiekiem, czy ona myśli, że jest pani małpą?” (do opiekunki zwierząt), „Bycie w ZOMO to był obciach. Zdecydowanie lepiej panu w tym odcieniu szarości” (do detektywa Rutkowskiego, występującego w szarej marynarce). „Czy żona ci płaci za rozmowę?” (do Piotra Najsztuba).

– Jestem bokserem zawodowym – mówi o sobie – biję tylko na ringu. Rzeczywiście, w kontakcie prywatnym prezentuje się jako dobrze wychowany (nawet wstaje, gdy wstaje kobieta), sympatyczny, nielekceważący rozmówcy gaduła, dla którego najlepszym tematem jest on sam. – Jestem anorektycznym narcyzem – powiada o sobie i o swojej wątłej sylwetce. Ktoś wytknął mu nawet, że nosi za duże marynarki, żeby ukryć brak mięśni, i nastroszoną fryzurę, bo łysieje.

Niektórzy zapamiętali mu do dziś, że kiedy w 1993 r. został dyrektorem festiwalu w Jarocinie, podczas wywiadu cofnął swoją metrykę o pięć lat i wyszła z tego niemiła wpadka. Jeszcze w jednym ze swoich talk-show powiedział, że do czterdziestki brakuje mu trzynastu lat. Obecnie jest w swoim wieku, ma 39 lat. Dziennikarze nie będą więc już dociekać, kiedy naprawdę się urodził, ani kpić z jego słabości. Dalej jednak ubiera się według najnowszych trendów, obowiązujących w modzie młodzieżowej i chętnie epatuje pewną niedojrzałością. Nic dziwnego, bycie młodym to konieczność, to najważniejsza część wizerunku w show-biznesie. Już trzydziestka na telewizyjnym ekranie jest niechętnie widziana, czterdziestka wycofuje, pięćdziesiątka kasuje.

Luz z kasą

Spala się – uważa jego była dziewczyna – zawsze wisiały na nim spodnie, a teraz jest jeszcze chudszy, bardziej spięty. – Kuba idealnie wyczuwa zapotrzebowanie mediów, zawsze chce być w centrum uwagi, jest ambitny i zależy mu na pieniądzach – opowiada Anita Bartosik, która współpracowała z Wojewódzkim w miesięczniku „Brum” i przez kilka lat była z nim blisko związana. – Ale jednocześnie zawsze miał dystans do siebie. Kpił z innych, ale umiał żartować z samego siebie. Nie jestem pewna, czy dalej to potrafi.

– Nigdy nie był hipisem, który marzy o tym, aby mieć na piwo – dodaje jego wieloletni kolega i współpracownik Jarosław Bojko – ale zgrabnie połączył duży luz z dużą kasą.

Wojewódzki nie kryje, że swoją zawodową pasję potrafi przekuć w biznes. Otwarcie mówi o sobie, co rzadkie w naszym kraju, że jest człowiekiem zamożnym. Bez żenady pokazuje się w Porsche albo podjeżdża BMW, kocha sportowe samochody, więc nimi jeździ. Ma 125-metrowy apartament, a w nim sześć mebli oraz masę płyt. Zapytany, ile potrzebuje miesięcznie na życie, odpowiada – minimum 10 tys., ale zaraz dodaje, że zarabia więcej. – Nie jestem osobą, która znajduje przyjemność w czytaniu swojej książeczki oszczędnościowej. Nie noszę Rolexa ani złotych łańcuchów, ale mogę swoją dziewczynę zaprosić na sylwestra do Bangkoku.

Blichtr i wpadka

Pierwsze całkiem spore pieniądze zarobił już na trzecim roku studiów dziennikarskich, które – przyznaje – okazały się śmiertelnie nudne. Zaczął więc romans z telewizją. Dla programu „Muzyczna jedynka” nakręcił kilka wideoklipów, napisał parę scenariuszy, potem występował w różnych audycjach. Sprzedał 4-letnią Ładę, którą dostał od rodziców. Gdy prawie dekadę temu zaczął pracować w programie „Brum”, na parkingu przed budynkiem radiowej Trójki jego samochód (VW Corrado) – jak powiada – jako jeden z niewielu, błyszczał zachodnim blichtrem. Towarzyska zabawa we wspólnym programie poświęconym polskiej muzyce rockowej zakończyła się jednak krachem. – Zostałem wyrugowany z Trójki. Postawiono mi zarzuty, które nigdy nie zostały zweryfikowane. Prosiłem o konfrontację, ale nie chcieli ze mną rozmawiać, za plecami formułowano oskarżenia. Nie mogłem się bronić. Co gorsza, cała sprawa trwa do dziś, nadal kursują o mnie ohydne plotki, które chętnie sprzedaje się zwłaszcza dziennikarzom. To jest szczurza polityka.

Wojewódzki został oskarżony o korupcję, o branie pieniędzy od wykonawców rockowych. Osoby, które mogłyby coś powiedzieć na ten temat, przyznają zdawkowo: – Tak, owszem, paskudna sprawa, a ten Wojewódzki, fatalny typ, ale proszę się na mnie nie powoływać. Nie zaśmiecam sobie nim życia, przyłapałem go na czymś haniebnym, ale jak moje nazwisko zostanie ujawnione, ostrzegam, że wyprę się tej rozmowy. No, więc tych rozmów nie było. Gdyby nie ciężkie czasy, usłużnie podpowiada jeden z dawnych kolegów Wojewódzkiego, to może więcej by powiedzieli o Kubie, ale teraz to żaden interes narażać się Polsatowi krytykując jego gwiazdę.

– Zrozumiałem wówczas – twierdzi Wojewódzki – że aby zostać w tym fachu, muszę być jak pancernik, który przetrwa wszystkie utarczki, boje i wojenki. Założył wraz z Tomaszem Dąbrowskim spółkę Zjednoczenie i zaczął wydawać miesięcznik o tej samej nazwie co trójkowa audycja „Brum”, bo miał prawa do tytułu. „Brum” sprzedawał się nieźle, w 30–40 tys. egzemplarzy, więc zapadła decyzja o wydawaniu następnego miesięcznika „Plastik”. Po kilku latach z powodu zbyt konkurencyjnego rynku trzeba było zamknąć oba pisma.

Jako naczelny, wspominają Wojewódzkiego współpracownicy, był bardzo kreatywny, choć potwornie roztrzepany (plan numeru, a i on sam, rzadko kiedy był na czas). Kilka osób przyznaje, że pomógł im rozwinąć skrzydła. – Nie znam nikogo, komu Kuba wyrządziłby krzywdę – mówi Jarosław Bojko. – Jest bardzo popularny, sam byłem świadkiem, jak ludzie zatrzymywali go na ulicy, zagadywali. Wiele osób mu tego zazdrości.

– W pracy Kuba ma wiele zalet – twierdzi Anita Bartosik – ale jego wysoki iloraz inteligencji nie zawsze przekłada się na mądrość życiową. Wojewódzki sam przyznaje, że bywa zbyt impulsywny, spontaniczny, niecierpliwy, że czasem nie liczy się ze słowami. – Ale mogę dać telefon do mojej dziewczyny, która na pewno powie, że potrafię być miły, czuły, a nawet ciepły.

Krytyk pod sąd

Gdy w Polsce zaczął rozkwitać biznes internetowy, Wojewódzki natychmiast pomknął w stronę portali. W opinii niektórych znów nieomylnie wyczuł, gdzie znajduje się wielka kasa. W Internecie jednak pozostaje się zbyt anonimowym, trudno się przebić, zaistnieć, a poza tym czas złotej passy portali już dawno się skończył. Trzeba było się rozejrzeć za nowym zajęciem, a Polsat akurat startował z „Idolem”.

Zdaniem znawcy mediów prof. Wiesława Godzica z UJ, Kuba Wojewódzki został dobrze obsadzony w „Idolu”, gdzie spełnia rolę surowego, ale sprawiedliwego sędziego. Potrafi zamieszać, ale jest to ferment kontrolowany. Znacznie gorzej jednak wypada w swoim talk-show. – Telewizja – mówi Godzic – to sztuka szczegółów. A Wojewódzki nie zwraca na nie uwagi. Nie patrzy do właściwej kamery, zagląda do notatek akurat wtedy, gdy jest na wizji, nie słucha rozmówców, rzuca pytania zamiast prowadzić dialog ze swoim gościem, ma kłopoty z nawiązaniem kontaktu z niektórymi uczestnikami programu. Często idzie na łatwiznę albo niepotrzebnie skandalizuje.

– Nad Kubą trudno zapanować, bo to osobowość narowista – mówi dyrektor Fajks. – Nie jest produktem naszej stacji, jest sobą. W założeniach Polsatu talk-show Wojewódzkiego konkuruje przede wszystkim z „Wieczorem z Jagielskim”, ale ma za zadanie także zagospodarować publiczność „Idola”, gdy w nadawaniu tego programu nastąpi przerwa. Zresztą Wojewódzki zapowiada, że odejdzie z „Idola”, bo ma dość słabizny, pseudoartystów i kiczu.

Boom czy krach

Wojewódzki powiada, że dziś dokładnie wie, ile kosztuje sukces: nerwy, nieustanny stres, brak czasu, wyrzeczenia. Ale nie rezygnuje ani na chwilę. Stale poddaje się pod osąd publiczności. W grudniu wyjdzie płyta „Cisza” nagrana z jego zespołem Klata, w którym pełni rolę perkusisty. Wcześniej, w jednym z programów „Idola”, publicznie zaśpiewał przed tymi, których skrytykował.

Kuba to nie jest człowiek jednego projektu, zawsze ma kilkanaście koncepcji, które realizuje – mówią jego znajomi. Jest więc również producentem telewizyjnym. Dla Polsatu przygotowuje program rozrywkowy o książkach i czytelnictwie. Przy okazji pisze wspólnie z kolegą scenariusz teleturnieju, popularyzującego wiedzę ekonomiczną, na zamówienie samego Leszka Balcerowicza (dla TVP 2). – Polaków przerażają takie słowa jak boom, krach, lokata, akcje – trzeba je odczarować – mówi. Poza tym niedługo zagra w filmie fabularnym, gdzie oczywiście nie będzie Holoubkiem numer dwa, ale sobą. W przyszłości sam chciałby nakręcić film w stylu Kevina Smitha, reżysera „Sprzedawców”, a ponadto ma zamiar tworzyć na wzór Johna de Mola tzw. formaty telewizyjne, czyli własne pomysły na programy.
 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj