szukaj
Prezes na Dwójkę
Dobra muzyka i audycje kulturalne przez całą dobę. Niestety, dla kolejnychwładz radia publicznego Dwójka jest solą w oku.
Jej formuła i rola dla kultury jest analogiczna do brytyjskiego BBC3 czy francuskich France-Culture i France-Musique. Dwójka jest z programów Polskiego Radia najbardziej znana w Europie poprzez ścisłe kontakty i wymianę z Europejską Unią Nadawców (EBU). W obecnej formie funkcjonuje od 1989 r. Jednak związana z kulturą była już od początków istnienia, kiedy to działali w niej tak wybitni i nowatorscy radiowcy (znani potem bardziej jako pisarze) jak Witold Hulewicz czy Zenon Kosidowski, którzy stworzyli podwaliny tzw. sztuki radiowej.

1 marca Program II Polskiego Radia rozpoczął obchody swych 70 urodzin uroczystym koncertem, współorganizowanym z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina (tak się pięknie składa, że jest to również dzień urodzin kompozytora). Po życzeniach złożonych Dwójce przez dyrektora NIFC (i wieloletniego pracownika PR) Grzegorza Michalskiego wystąpił prezes Krzysztof Czabański. Nie dołączył się do życzeń, nie podziękował zasłużonemu programowi. Jedyne jego przesłanie brzmiało: kultura jest przecież we wszystkich programach Polskiego Radia. Wielu słuchających odebrało te słowa jako próbę zdezawuowania Dwójki, marginalizację jej znaczenia. Czas te podejrzenia potwierdził.

Optymalizacja (inaczej: rekonfiguracja) – tak obecny zarząd nazwał rewolucję, jaką chce na wiosnę przeprowadzić w eterze. Celem jest poszerzenie zasięgu odbioru Jedynki, nazywanej przez prezesów okrętem flagowym i lokomotywą Polskiego Radia. Do czerwca br. 76 częstotliwości na UKF i związanych z nimi nadajników ma zostać odebranych Dwójce i Radiu Bis na korzyść Jedynki. Pytany, dlaczego Trójkę oszczędzono, choć ta jest słyszalna na 95 proc. kraju, prezes Czabański odpowiada: „Bo tak wybraliśmy”.

Jedynka ma w przyszłości docierać na UKF do 90 proc. ludności Polski, natomiast – wedle słów radiowego kierownictwa – Dwójkę odbierałoby 60 proc. populacji, a Biskę 40 proc. W istocie będzie to jeszcze mniej, ponieważ jeśli np. w Warszawie Dwójkę będzie przekazywał z Pałacu Kultury nadajnik o mocy 200 W, to na Ursynowie już się jej raczej (przez zwykły analogowy odbiornik) nie usłyszy. Co gorsza, jedynego radia kulturalnego mają być pozbawieni mieszkańcy całej Polski prowincjonalnej (zwłaszcza na wschodzie), którzy wedle badań biura programowego PR za 2006 r. stanowią 40 proc. jego odbiorców. To mieszkańcy wsi i małych miast, którzy nie pójdą do filharmonii, teatru czy na wystawę, a Dwójka im to rekompensuje.

Kierownictwo radia proponuje w zamian słuchanie Dwójki (z niekodowanego sygnału rozsyłanego cyfrowo przez satelitę) przez kablówkę i antenę satelitarną. Jednak sieci kablowe nie chcą przekazywać programów radiowych (np. Aster City), a talerz nie każdy sobie kupi. Ponadto odbiór w tym systemie jest stacjonarny, wymaga wybrania jednego punktu w mieszkaniu – nie będzie można słuchać programu przez odbiornik mobilny, w różnych pokojach czy w plenerze.

Aby dokonać operacji na taką skalę, radio musiało zwrócić się do Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Prezes Anna Streżyńska przekazała sprawę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z uwagą, że w efekcie pół kraju zostanie pozbawione swobodnego odbioru jednego z programów. Jednak przewodnicząca KRRiT Elżbieta Kruk wydała zezwolenie, nie odnosząc się w ogóle do kwestii Dwójki. Jest to sprzeczne z art. 26 ustawy o radiofonii i telewizji, nakazującej resortowi łączności (a w konsekwencji KRRiT i UKE) zapewnienie pokrycia kraju zasięgiem odbioru czterech programów Polskiego Radia.

Swój sprzeciw wyraziły środowiska twórcze i osoby prywatne. Pod umieszczonym w Internecie listem w sprawie polityki kulturalnej PR podpisało się już 12 tys. osób. Zaprotestowali posłowie z sejmowej komisji kultury i środków przekazu. Wojciech Kilar w wywiadzie dla „Przekroju” skomentował: „Zmierzamy w kierunku powszechnego schamienia”. List do prezesa Czabańskiego napisał też minister kultury Kazimierz M. Ujazdowski.

Tymczasem prezesi powtarzają, że stawiają na Jedynkę, że to ona ma podbić polski rynek i rywalizować z Zetką i RMF. Zabierają się jednak do tego w sposób skrajnie nieprofesjonalny. Nie sprawdzili, co miało wpływ na spadek słuchalności Jedynki (wg badań SMG/KRC, już za ich rządów – o  1,5 proc., porównując listopad-grudzień –2006 i 2007 r.) – czy rzeczywiście ograniczenie dostępu, czy też mierna zawartość programu. Nie zbadali, czy operacja z zamianą częstotliwości rzeczywiście zwiększy słuchalność Jedynki. Jednocześnie chcąc konkurować z radiem komercyjnym zapowiadają ruch antykomercyjny: więcej kultury na antenie Jedynki i Trójki. To wszystko pozwala sądzić, że nie chodzi tu o pieniądze. Gdyby to o nie chodziło, zarząd działałby raczej w sposób uprawniony dla mediów publicznych: próbowałby wynegocjować z KRRiT większy kawałek abonamentowego tortu (wpływy dzielone są co roku – do czerwca). Tego gestu nie uczynił. Za to zaczął zwalniać ludzi.

Zlikwidować, co się da

Radio publiczne nie jest w kondycji, która wymagałaby grupowych zwolnień. Poprzednia operacja na tę skalę miała tu miejsce w stanie wojennym, i to nie z powodów finansowych. Teraz jest podobnie. Szykowane działania przyniosą duże straty z powodu wypłacania odpraw; wiele pieniędzy pochłonie też zapewne akcja reklamowa nowych częstotliwości Jedynki.

Oficjalnie zwolnienia grupowe szykowane są od 1 kwietnia (295 osób – liczba wynegocjowana ze związkami zawodowymi). Pretekstem jest zmiana struktury organizacyjnej Polskiego Radia: odejście od wprowadzonego parę lat temu systemu producenckiego. Zatem częstym powodem wypowiedzeń jest likwidacja stanowiska. Reorganizacja dała zarządowi możliwość rozwiązywania całych zespołów. Przed taką sytuacją stanęło np. Radiowe Centrum Kultury Ludowej, o czym pisaliśmy na naszym portalu internetowym, pisały też gazety. Na konferencji 9 marca prezes Czabański stwierdził, że kłamały. Obrażając dziennikarzy oświadczył, że „Polityka” i „Gazeta Wyborcza” uczyniły to, ponieważ ekspansja PR zagraża ich interesom na rynku radiowym jako udziałowcom Radia Tok FM. RCKL broniło jednak również środowisko folkowe, świetnie zorganizowane i porozumiewające się przez Internet. Prezes ogłosił więc, że nie było zamiaru rozwiązania Centrum. Jak się okazało, nie wiedział nawet, że założycielka i szefowa RCKL Maria Baliszewska jest od dziesięciu lat koordynatorem EBU do spraw muzyki tradycyjnej i folkowej, a troje z dziennikarzy Centrum jest laureatami Złotych Mikrofonów.

Wcześniej pod znakiem zapytania stanął byt Polskiej Orkiestry Radiowej i  Chóru Polskiego Radia. Akcja samych zespołów, środowisk artystycznych i prasy sprawiła, że władze PR zaczęły szukać innego rozwiązania problemu (współpraca z TVP i władzami miast, w których działają zespoły); twierdzą też, że w ogóle o likwidowaniu nie myślały.

Ale wielu pracowników, znakomitych fachowców, nikt już nie obroni. Wbrew temu, co mówią prezesi, zwolnienia rozpoczęły się jeszcze w zeszłym roku i ich ofiarą padają przede wszystkim ludzie uznani za niewygodnych ideologicznie. Z większością z nich firma rozstaje się wręcz po chamsku (rozmowy przeprowadza zwykle wiceprezes Jerzy Targalski), negując ich dorobek i fachowość. Są to często ludzie, którzy stanowili oblicze radia, pracując na wieloletni wizerunek instytucji największego zaufania społecznego (Polskie Radio przodowało w tych sondażach). Ale rzecz dotyczy nie tylko dziennikarzy antenowych. Wymieniono np. całą redakcję internetową. Na liście do odstrzału jest połowa realizatorów dźwięku, i to ci lepsi, m.in. specjaliści od transmisji koncertów; pozbyto się wielu spikerów. Przyjmuje się natomiast nowych pracowników, głównie po szkole mediów o. Rydzyka.

Dwójka i Bis czy Radio PiS

Dwa marginalizowane programy wciąż nie wiedzą, co je czeka. Może dlatego właśnie, że z założenia nie służą propagandzie, lecz kulturze i edukacji. Zespół Biski kilkakrotnie ulegał już dezintegracji, natomiast Dwójka trzyma się od lat jako zespół ludzi kompetentnych, zajmujących się uczciwie swoją robotą, czyli – jak to jest postrzegane – niszowym programem dla inteligencji

(to zresztą mit: wedle wspomnianych badań PR z zeszłego roku 41 proc. słuchaczy Dwójki ma wykształcenie średnie, 11,6 proc. – podstawowe, a 16,7 proc. – zasadnicze zawodowe). Nowe władze tego nie lubią. Nie mogą jednak dać wyrazu typowej dla PiS pogardy dla wykształciuchów, ponieważ krzewienie kultury jest wpisane w misję mediów publicznych.

Zarząd próbuje więc sformatować kulturę po swojemu. Wydelegował do tego celu Krzysztofa Zaleskiego, dyrektora Teatru Polskiego Radia, który pracuje, wedle słów prezesa Czabańskiego, nad projektem Radio Kultura, czyli koordynacją audycji kulturalnych we wszystkich programach. 8 marca na spotkaniu kierownictwa PR z przedstawicielami związków twórczych (inicjatorów listów protestacyjnych w sprawie polityki kulturalnej PR) prezes Czabański zaproponował im utworzenie zespołu ds. form obecności kultury w programach PR, pod kierownictwem Zaleskiego. Twórcy podziękowali; w wydanym po spotkaniu oświadczeniu podkreślili: „Większe nasycenie programami kulturalnymi Programów I i III, jakkolwiek pożądane, nie będzie stanowić rekompensaty za stratę kulturowych jakości wnoszonych przez Program II zarówno jako całość, jak i poprzez jego zróżnicowane zakresy tematyczne”.

W kilka dni później Zaleski stanął na czele Dwójki, o której profilu i osiągnięciach, jak wynika z jego pierwszych wypowiedzi, nie wie nic. Mówi, że chce bliżej umiejscowić w programie Teatr Polskiego Radia (który zawsze miał tam stałe miejsce) i RCKL (którego audycje są głównie w Dwójce, a samo RCKL było wcześniej redakcją muzyki ludowej w tym programie), współpracować z zespołami radiowymi (ta współpraca istnieje od zawsze). Chce też zwiększyć obecność na antenie literatury, choć ta ma teraz aż 30 proc., a resztę stanowi przecież nie tylko muzyka wielu gatunków, ale i przeróżne rodzaje publicystyki kulturalnej.

Jedna zapowiedź niepokoi: że w Dwójce miałaby być klasyka rocka. Przecież jest na to dość miejsca choćby w Trójce, a Dwójka jest właśnie po to, żeby słuchacz mógł choć w jednym programie słyszeć coś innego. Być może nowy szef dostał od przełożonych zadanie (pytanie, czy je wykona): zniszczyć wizerunek Dwójki, pozbawić ją osobowości i wiernych słuchaczy, by w końcu program wycofać (przecież to samo jest w innych) i na to miejsce wprowadzić Inforadio – projekt-obsesję prezesa Czabańskiego, którego wdrożenie zapowiadane jest na lato–jesień (jeszcze nie zdradzono, na której antenie). Prezes spytany wprost, czy rekonfiguracja do tego właśnie zmierza, odpowiada: „Broń Boże. Ja się tylko bardzo boję, że politycy powiedzą: a po co nam radio, którego nikt nie słucha. Że misja go nie obroni”.

No właśnie, to byłoby niezłe alibi. Tyle że tego typu obawy wynikają z całkowitego niezrozumienia istoty radiofonii publicznej.
 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj