szukaj
Pstrokaty chaos
Klaunada była najbardziej egalitarną ze sztuk – bawiła pucybuta i doktora. A dzisiaj? Kto jeszcze rozumie sztukę klaunów?

"Mam tego dość!" - orzekł poeta Mario Luzi, gdy w 1997 Literackiego Nobla przyznano Dario Fo. Laureat jest kuglarzem i człowiekiem sceny. Na salonach wyróżnienie prześmiewcy uznane zostało za faux paix. Konsternacja wzrosła, gdy wydano jego teksty. Okazały się nudne i nie do czytania. Tymczasem, zgodnie z plotką, nieoficjalne uzasadnienie werdyktu brzmiało: Śmieszne jak cholera, prawda?

Słynny klaun Grock niezdarnie chwyta za skrzypce. Zarzuca nimi jak workiem kartofli, uderzając się w szyje. Potem jeszcze się potknie, przewróci, wstanie, znowu upadnie… Śmieszne? Dlaczego zatem Europa oszalała na jego punkcie? Grocka uwielbiał Churchill i Goebbels, intelektualiści i koronowane głowy. Sztuka klaunów jest żywiołem scenicznym, wobec którego bezsilne pozostaje słowo. Nie śmieszy na papierze. To trzeba zobaczyć.

Grock i inni kuglarze

W świecie klaunów panuje hierarchia. Różni wykonawcy wcielają się w różne postaci. Najstarszym, klasycznym typem jest Biały. Wywodzi się ze starożytnych rzymskich widowisk. Jego bliskim kuzynem jest słynny Pierrot. To elegant, wręcz intelektualista pośród klaunów. Ma pobieloną twarz oraz mocno zaznaczone usta i oczy. Makijaż nie zakrywa twarzy, lecz akcentuje jej elementy. Biały jest prowodyrem. Jego elegancja i dowcip kontrastują z głupotą i niezgrabnością Ryżego. Stanowią obaj podstawowy duet, siejąc zniszczenie i zamęt.

Nowożytną ojczyzną klaunady jest Anglia. Dziewiętnastowieczna arystokracja uwielbiała Josepha Grimaldiego, słynnego Białego, który stał się legendą. Zachwycała się nim George Sand. Grimaldi (1778-1837), syn tancerza, zadebiutował w wieku trzech lat na scenie. Stworzony przez niego wizerunek klauna wyznaczył kanon na następne pół wieku. Finansowała go ciotka arystokratka, mógł zatem beztrosko oddać się scenie. Będąc szalonym wręcz perfekcjonistą osiągnął niebywałe rezultaty w mimice i ekspresji ciała. Potrafił na przykład rozdzielić emocję twarzy - śmiejąc się jedną i płacząc jej drugą połową. Najprawdziwsza łza ciekła mu z jednego oka. Geniusz klaunady umarł przed pięćdziesiątym rokiem życia. Podobno się przetrenował.

Początek minionego stulecia należał do Grocka, czyli Charlesa Adriena Wettacha (1880-1959), szwajcarskiego artysty estrady. Zaczynał grywając wraz z ojcem w cyrkach i kabaretach. Stworzył typ rozmarzonego klauna-fatalisty, ofiarę złośliwości rzeczy martwych. Ze śmiechu płakała cała Europa. Przysłowiowe stały się jego włóczęgi i potyczki z przedmiotami. Przed drugą wojna światową był najlepiej opłacanym artystą Starego Kontynentu, ulubieńcem publiczności masowej i elit. Napisał kilka książek, mówił wieloma językami, grywał na dwudziestu czterech instrumentach.

Talenty klaunów dziedziczone bywały z pokolenia na pokolenie. Klan Fratellinich, reprezentując typ wyrafinowanej klaunady zyskał sławę wśród paryskich intelektualistów w okresie międzywojennym. Gustavo (1842-1905), bojownik w Powstaniu Garibaldiego, przekazał tradycję sceniczną synom. Popisy Paula (1886-1961), Francoisa (1879-1951) i Alberta (1877-1940) publiczność przedłużała gromkimi brawami nawet o godzinę. Francois wyspecjalizował się w roli Białego, Albert zaś wcielał się w najgłupszą z postaci. Byli niezrównani, doprowadzając do spazmów cały Paryż..

Urodzić się w rodzinie klaunów oznacza co roku otrzymywać na urodziny inny instrument i uczyć się grać na nim. Tak wyglądało dzieciństwo wnuczki najstarszego z braci. Anna próbowała oprzeć się powołaniu, ostatecznie jednak i ona została klaunem. Dostosowała rodzinne tricki do swego kobiecego charakteru. Przydały się nabyte w dzieciństwie umiejętności. Jej wesoła, pełna twarz stała się sławna. Zagrała w "Klaunach" Felliniego i wielu innych filmach. Założyła we Francji szkołę cyrkową, słynną "fabrykę klaunów". Postawiła na wszechstronną edukacje artystyczną, nie ograniczając się jedynie do metod technicznych. Karmiła wyobraźnie młodych adeptów klaunady, rozwijała ich wrażliwość.. Jej instytucja inspirowała kolejnych twórców...

Dwudziestowieczna klaunada rozwijała się znakomicie. Klauni bawili publiczność wszelkich społecznych stanów od Rosji po Amerykę. W USA sprzyjała im niewątpliwie kinematografia. W Rosji sztuka klaunów wpłynęła na kształt teatru. Obie dziedziny zachłysnęły się akrobatyką. Zwany „słońcem klaunów” Oleg Popov (1930) jest linoskoczkiem, ekwilibrystą i żonglerem. Jego występy bywają niezwykle widowiskowe. Ten absolwent słynnej Moskiewskiej Szkoły Cyrkowej był pierwszym artystą z ZSRR, który występował na Zachodzie. Jego unikalny, sceniczny makijaż został opatentowany. Dziś, żywa legenda, mieszka w Amsterdamie. W 2006 roku występując na Międzynarodowym Festiwalu Cyrkowym w Monte Carlo wywołał jak zwykle owacje na stojąco. Miał wówczas 76 lat.

Klaun to stan umysłu
 
Do typowych klaunowskich etiud, zwanych repryzami, należy taniec z pijaną babą. Stojąc tyłem do publiczności klaun własnymi rękami imituje zaciśnięte na swej szyi kobiece dłonie. Z każdym kolejnym wychylonym kieliszkiem ręce staja się coraz bardziej niezdarne i niecierpliwe. Ostatecznie zwisają w pijackim bezwładzie. To nie śmieszy na piśmie, lecz w wykonaniu Leonida Jengibarowa (1935-1975), znakomitego, przedwcześnie zmarłego rosyjskiego klauna, wywołuje salwy śmiechu. Bawią nas mistrzowsko odegrane niuanse, niemożliwe do oddania słowem.

Klaunowska elita to artyści zdolni powołać do życia niezapomniane światy. Są plastykami, muzykami i aktorami zarazem. Klaunada zwana bywa „niesforną kuzynką pantomimy”. Stosując technikę mimu warsztat sceniczny klauna zyskuje najpełniejszy wymiar. Dzięki niemu komizmem nasiąka banalne zdarzenie. Wykonawca stosuje technikę opóźnienia: ruch fizyczny i psychiczny rozmijają się. Spoglądając na coś zabawnego klaun śmiechem wybuchnie dopiero po chwili. Jeżeli się potknie, zareaguje spóźniony. Uderzywszy się skrzypcami, Grock, po czasie dopiero raczy się skrzywić z bólu.

Nieporadność jest typową cechą klauna. Zawsze przegrywa w konfrontacji z przedmiotami. Jego działania są groteskowe. Gdy wchodzi na scenę strzelając siarczyście z bata, za nim wbiega stadko ucharakteryzowanych na konie piesków. Grając, potknie się o instrument lub zagra jednocześnie na trzech saksofonach. Jego pijacki, czerwony nos jest najmniejszą maską świata. Klaun nie mając kompleksów, śmieje się sam z siebie. Pozwala byśmy się z niego naigrywali i niepostrzeżenie - zaczyna żartować z nas samych..

Klaun jest stanem umysłu. Dario Fo ośmiesza świat uważając, że jest z gruntu obrzydliwy. Dyskredytując go, chciałby wywołać rewolucję, która pogrzebie znienawidzony porządek. Śmiech staje się narzędziem demaskowania. Pstrokaty strój, symbolizuje chaos, który klaun wprowadza w otoczenie. Jego działania kwestionują prawa i porządek kosmosu.

Kuglarz jest twórcą, ale i ofiarą chaosu zarazem. Stara anegdota opowiada o pewnym lekarzu we Florencji, którego odwiedził pacjent z objawem klinicznej depresji. Medyk zalecił mu wizytę w cyrku, gdzie występował wtedy wielki klaun Grimaldi. „Ale to ja jestem Wielki Grimaldi” - odparł chory. Również Jengibarow był postacią tragiczną. Odszedł w wieku trzydziestu kilku lat, zapijając się na śmierć.

Śmiech i chaos

Każdy z nas widział klauna, a tak niewielu artystę klaunady. Jest ona najbardziej egalitarną ze sztuk – rozbawi pucybuta i doktora. Dziś jednak trudno wyobrazić sobie dresiarzy ściągających tłumnie na klaunowskie popisy. Ale i wielu intelektualistów zareagowało oburzeniem, gdy Nobla przyznano Dario Fo. Czy śmieszne musi być głupie tylko dlatego, że bawi? Kto rozumie dzisiaj sztukę klaunów?




WIĘCEJ

  • Jak cicho jest spotkać Mima. XX wiek pogrzebał słowo służące propagandzie i wskazywaniu ofiar. Szczęśliwie pantomima pozostała Sztuką Piękną.
  • Baza cyrków wymarłych. Sztuka cyrkowa w powojennej Polsce tworzyła się 30 km od Warszawy, w środku Puszczy Kampinoskiej, w byłych posiadłościach Michała Bersona, który przed wojną miał tu hipodrom, a na cześć swojej żony Julii miejsce to nazwał Julinkiem. Julinek stał się synonimem słowa cyrk. Ale nie ma już tamtego Julinka.
  • Pinokio wszystkich Włochów. Początek filmu Roberta Benigniego jest świetny. Przez miasteczko, niczym wycięte z ilustracji „Serca” d‘Amicisa, pędzi pień pinii. Rozbija stragany, zrywa sznury, na których suszy się bielizna, przewraca karabinierów i zatrzymuje się przed drzwiami cieśli Gepetto. Ten z drewnianego polana wyrzeźbi sobie synka i nazwie go Pinokio.








 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj