Persona mile widziana
Muzyka dawna fascynuje wieloma obliczami, egzotyką brzmienia i harmonii. To wielki, miejscami dziewiczy teren muzyki sprzed epoki Bacha.

W Święta Wielkanocne odbył się w Krakowie tłumnie odwiedzany festiwal Misteria Paschalia. W sierpniu czekają nas zasłużona Muzyka w Raju w Paradyżu i Spotkania z Muzyką Dawną w Jarosławiu; cały rok trwa warszawska Muzyka dawna - persona grata. Koncerty Jordi Savalla, Paula McCreesha czy Marca Mincowskiego są oblegane. Co przyciąga nas do muzyki dawnej?

Poza tym, co to za dziwoląg językowy? Dlaczego renesans to jeszcze muzyka dawna, ,, a klasycyzm już nie? Ten zbiorczy termin wprowadzono w kręgu angielskiej myśli o muzyce w latach 60., by objąć jednym mianem to, co powstało przed klasycyzmem. Niemiecki muzykolog Carl Dahlhaus mówił później o "muzyce" bez epitetów, oznaczającej twórczość XVIII-XIX wieku oraz o muzyce o "nowej" i "dawnej" - jako marginesach i ziemiach nieznanych.

Wielki boom na wykonywanie i nagrywanie muzyki sprzed czasów Johanna Sebestiana Bacha zaczął się mniej więcej 40 lat temu. Chodziło również i o poszerzenie repertuaru, o odkrycie czegoś innego niż 105. Symfonia Haydna czy 33. Sonata Beethovena. Z jednej strony apogeum przeżywała wówczas rewolucyjnie zacietrzewiona muzyka współczesna; z drugiej wracano do folku i bluesa, tryumfy święcił Bob Dylan i Joan Baez.Wtedy też sięgnięto do repertuaru wieków średnich i nieco wyższych. A więc chorał gregoriański, wokalna polifonia średniowiecza i renesansu, świeckie tańce i piosnki, barokowa wirtuozeria instrumentalna. Ale to nie tylko kompozycje czyniły ten obszar odkrywczym. Przede wszystkim - sposób gry i śpiewu. Rekonstruujący pieczołowicie oryginalne założenia i warunki. Wykorzystujący dawne instrumenty i techniki. Pełen improwizacji i spontaniczności.

Muzycy tacy jak John Elliot Gardiner, Paul van Nevel, Paul McCreesh, Jordi Savall i ich zespoły, Englich Baroque Solists, Huelgas Ensemble, Gabrieli Consort&Players, Hesperion XX, ale także Hilliard Ensemble, Tallis Scholars l'Arpeggiata i inne zrewolucjonizowały myślenie o muzyce dawnej.

Dawniej - nakładano na nią późniejsze kalki wykonawcze i standardy estetyczne, co najlepiej słychać w wielkochórowych i monumentalnych wykonaniach pasji Bacha. Teraz - prowadzi się drobiazgowe badania muzykologiczne i analizę źródeł (od rękopisów, poprzez relacje, dokumenty i obrazy po traktaty). Ale potem, po odłożeniu szkiełka i oka, nadal potrzebna jest po prostu muzykalność, artyzm, może więcej wyobraźni i swobody. Bo okazuje się na przykład, że wiele utworów świeckiej muzyki średniowiecznej to w istocie zapisane tańce ludowe albo tematy wywodzące się wprost z folkloru. I miast sztywnej doskonałości intonacji, lepiej pofałszować i pobrudzić (jak amatorski zespół ze Szwecji Joculatores Upsalienses). Stąd też liczne projekty na granicy folku i klasyki (jak Shira Kammen i muzyka celtycka; Banquo i muzyka irlandzka; Tritonus i muzyka szwajcarska).

Pojawia się tu słynny spór o autentyzm. Po 40 latach mody na rekonstrukcje i wierność historycznym realiom istotne stało się pytanie, czy są one w ogóle możliwe do odtworzenia w integralnej postaci i czy w ogóle warte kultywowania. W końcu, jeśli mielibyśmy się bawić w pełny autentyzm - mówią krytycy tej tendencji, - to na koncerty powinniśmy jechać w karocach, nosić suknie i peruki, a zza okien powinien dobiegać fetor ulicy. Więc na nowych płytach spotyka się też Bach z Afryką ("Lambarena", Sony 1994), włoskie średniowiecze z hinduskimi rytmami ("Tempus fugit", Christoforus 2003), Ockeghem ze wschodnim śpiewem ("Missa caput", Harmonia Mundi 2006).

Ale, z drugiej strony, muzykologiczne umiłowanie do zasuszonych rękopisów i zakurzonych archiwów doprowadziło do wielu odkryć nowych-starych utworów ("Alcyone" Marina Maraisa pod Markie Minkowskim na Erato 1990) i radykalnie odmiennych intepretacji już znanych ("Matthaus-Passion" Bacha pod McCreeshem na Deutsche Grammophon 2003). Poza tym, do szeregu świetnych koncertowych i płytowych projektów, które poświęcone są szczegółowym tematom, jak np. wielkiej polifonii renesenasu czy lizbońskiej muzyce od XIV wieku (Huelgas Ensemble); formie folii lub kołysanki i jej historycznym przemianom czy muzykce towarzyszącej Kolumbowi w odkrywaniu Ameryki (Jordi Savall). Innym ciekawym nurtem są rekonstrukcje muzyki z konkretnego dworu czy nawet historycznej uroczystości (ślubu czy koronacji), w czym specjalizuje się Paul McCreesh.

Muzyka dawna fascynuje wieloma obliczami i odkryciami, które niemożliwe są w doskonale udokumentowanej historii XVIII-XX wieku. Ale nie tylko. Także egzotyką brzmienia i harmonii. Przypomina nieużywane już dziś instrumenty i odmienny od przyjętego dziś za uniwersalny sposób strojenia i zestawiania dźwięków. Tzw. strój naturalny czy harmonia modalna powodują niezwykle piękne, szlachetne i naiwne zarazem dźwięki, które bez napięć, dysonansów i komplikacji niespiesznie płyną i przepływają w innej, niebiańskiej wręcz przestrzeni (tu do polecenia płyty Hilliard Ensemble). Tak więc to nie tylko te kilkaset lat dystansu, jakże pobudzające wyobraźnię, ale także stricte muzyczne różnice sprawiają, że dla wielu muzyka dawna jest równie fascynująca i odkrywcza co współczesne premiery nowych kompozycji.

Krakowski festiwal Misteria Paschalia potwierdził wszystkie te intuicje. Gośćmi były najlepsze europejskie zespoły (Europa Galante, Giardino Armonico, Accademia Bizantina, Concert Spirituel, La Poème Harmonique), które nie tylko odkrywały nieznane szerzej utwory klasyków (motety Vivaldiego), ale i dawały prawdziwe polskie premiery kompozycji zapoznanych (Marc-Antoine Charpentiera czy Michela-Richarda de Lalande'a). Organizatorzy udowodnili, że wyraźny profil (włoski i francuski barok, związany z Wielką Nocą), ambitny repertuar (także premierowe oratorium Alessandro Scarlattiego) i niezmiennie mistrzowski poziom wykonawczy (cudowny alt Soni Priny, traverso Giovanni Antoniniego) mogą do muzyki dawnej przyciągnąć nawet ludzi, którym muzyka klasyczna nie jest najbliższa. Co widać i słychać było po młodej i wielojęzycznej publiczności, pełnych salach, brawach i okrzykach entuzjazmu.

Polecam każdemu uczestnictwo w festiwalu muzyki dawnej, bo nie tylko otwiera ona uszy na wiele niespodziewanych i nieznanych uroków, ale pozostaje frapującym przeżyciem - czystego naturalnego stroju i pięknej harmonii, pasji badawczej i żywiołu improwizacji.

WIĘCEJ 

  • Jordi Savall w Warszawie (2007-02-21) - materiał wideo . 23 stycznia w warszawskiej Filharmonii Narodowej wystąpił kataloński gambista, Jordi Savall oraz kierowany przez niego zespół Hesperion XXI. Guru wykonawstwa muzyki dawnej, jak nikt inny, potrafi przekonać „postronnych” słuchaczy do piękna tej elitarnej sztuki.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj