szukaj
Rozmowa z Michałem Zygmuntem
Miłość i polityka
Literatura zaangażowana powraca - i boleśnie kąsa. Rozmowa z autorem brawurowej powieści politycznej 'New Romantic'.

Michał Zygmunt (1977) - pisarz i publicysta kulturalny, od dzieciństwa zafascynowany mediami i polityką. W wieku dziewięciu lat przeprowadził pierwszy w życiu wywiad - z rzecznikiem komunistycznego rządu Jerzym Urbanem. Weteran wielu subkultur, kolejno: depeszowiec, skinhead i metal. Był członkiem wielu młodzieżowych organizacji politycznych, od Młodzieży Wszechpolskiej po Zielonych. Pionier polskiego dadaizmu politycznego; w 2002 roku, rozczarowany tradycyjną polityką, zakłada komitet wyborczy „Gwiazdy we Włosach" i pod absurdalnymi hasłami startuje w wyborach na prezydenta Wrocławia. Redaktor działu literackiego gejowskiego magazynu „DikFagazine". Mieszka w Warszawie.

Zdjęcia pochodzą ze strony autora www.michalzygmunt.pl.

Choć na kartach książki Michała Zygmunta giną wymienieni z imienia i nazwiska prominentni polscy politycy, a „Dziennik" pisał, że wykształciuchy doczekały się antykaczystowskiej powieści political fiction, jej aktualność nie wygaśnie wraz z końcem IV RP. Bo choć „New Romantic" to emocjonalna, napisana z brawurą, wielostronna satyra nie pozostawiająca suchej nitki ani na tych z prawa, ani na tych z lewa, ostrze krytyki sięga głębiej – do matecznika polskich mitów narodowych, do naszych wad i kompleksów. Dostaje się i wyznawcom wysublimowanej konsumpcji, i czcicielom noworomantycznych idei, dewotom i dresom, ciemnym i oświeconym, wycofanym i zaangażowanym.

Zygmunt daje upust schizofrenicznym uczuciom do własnego kraju, sprzeciwia się martyrologicznej mitologii, ociekającemu krwią patriotyzmowi. To wołanie ideowca o rewolucję realizmu na ukazanym jako gra pozorów rynku idei, sprzeciw wobec nietolerancji i systemowi tradycyjnych ról społecznych, ale też pochwała rodzimej dumy, waleczności i „pięknego, niemal erotycznego" etosu rewolucjonisty oraz opowieść o miłości zakazanej. Być może symptom powrotu literatury zaangażowanej.



Joanna Wojdas: Dlaczego zabiłeś w książce tych wszystkich prawicowych kandydatów na fotel prezydencki (Kaczyński, Tusk, Maciej Giertych, Religa)?

Michał Zygmunt: Prawica sprawuje [wywiad przeprowadzony przez październikowymi wyborami parlamentarnymi – red.] w Polsce władzę absolutną. Konserwatywno-liberalny konsensus skazuje wszystkie inne modele państwa, gospodarki i społeczeństwa na rolę bełkotu szaleńca. Przełamanie tego konsensusu jest niezbędne; społeczeństwo się w nim dusi. Pokazują to statystyki dotyczące liczby osób żyjących poniżej minimum socjalnego, sukcesywny spadek liczby praktykujących katolików, czy wyborcza reakcja społeczeństwa na dwuletnie rządy PiS. Jednak nic nie wskazuje na to, że politycy zrozumieli te komunikaty. Śmierć polityków prawicy na kartach "New Romantic" jest pewnym symbolem - potrzebujemy zmiany, a ta musi być radykalna.

Dlaczego odwołujesz się do realnych postaci?

Wiesław Myśliwski powiedział, że autor wie o książce najmniej - i całkiem się z nim zgadzam. Z tymi prawdziwymi postaciami to było tak, że przyszedł mi do głowy pomysł - taki głupi pomysł, w toku wczesnej kampanii wyborczej roku 2005 - że warto, by ktoś odstrzelił Kaczyńskiego. Chwilę później wiedziałem, że chcę to opisać. Ten tekst powstał zatem z frustracji antypisowca. I na pewno jest głosem wymierzonym w mierną, pozbawioną mężów stanu polską klasę polityczną. Ale jest też głosem w dyskusji o patriotyzmie, o uczuciu miłości-nienawiści do własnego kraju, o granicach poświęcenia, o wewnętrznej emigracji, o strachu przed swoim prawdziwym obliczem... Mam nadzieję, że czytelnicy znajdą jeszcze więcej.

Mówisz o tej książce w kontekście literackim, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to bardziej przystrojona w literacki sztafaż publicystyka. Jak rozumiesz literaturę polityczną?

Mówię o niej w kontekście literackim, bo to jest literatura. Zbiór opowiadań, nie felietonów. Z pewnością można w niej znaleźć przedstawienie mojego światopoglądu i atak na oponenta, ale to nie jest treść jedyna, a nawet nie dominująca. Ja powiedziałbym, że to jest książka krytyczna wobec postromantyczności, jaką ogarnięte są polska kultura i świadomość społeczna. Tego kalekiego romantyzmu, pozbawionego fascynacji Innym, doszczętnie zwulgaryzowanego. Literatura polityczna może mieć wiele twarzy. Nie muszą się w niej pojawiać nazwy partii politycznych, czy postaci rewolucjonistów. Moją ulubioną powieścią polityczną jest "American Psycho" Ellisa, którą mało kto czyta pod tym kątem. W literaturze ideologia jest niezbędna. Dobra książka nie może powstać bez ideologii i bez papierosów. Dobra książka musi służyć czystkom etycznym.

Pisarz powinien być moralny? Czysta estetyka jest niemoralna?

Pisarz nie musi być moralny, zresztą zwykle nie jest. Nie od dziś wiadomo, że ludzie sztuki to zwykle zwyrodnialcy. Podejrzewam, że ten typ wrażliwości jest genetycznie powiązany z różnymi zaburzeniami psychicznymi. Czysta estetyka jest niemoralna dla niektórych, na przykład środowiska "Krytyki Politycznej". Ja nie mam nic przeciwko estetyce, choć często mam burdel w mieszkaniu.

Przychylasz się do głoszonej ostatnio przez jeden z nurtów krytyki literackiej tezy, że każda literatura jest polityczna?

Każdy tekst literacki może być czytany językiem krytyki politycznej. Jednak nie uważam, że każda literatura musi być świadomie polityczna. Tu zdecydowanie się nie zgadzam ze swoimi ideowymi przyjaciółmi z literackiej lewicy, stawiającymi na jednoznaczne zaangażowanie społeczne i językową wywrotowość tekstów. Ja napisałem książkę "zaangażowaną", ale widzę i cenię także literaturę spoza tego horyzontu.

Jesteś pisarzem lewicowym, ale naśmiewasz się w książce z salonowej lewicy, z jej akademickiego języka, z „religii lewicowości”. W takim razie - jaka lewica?

Przede wszystkim - silna jednością. To co w polskiej lewicy najgorsze i najzabawniejsze, to kilkanaście zaciekle kłócących się ze sobą kanap, z których każda uważa się za tę najprawdziwszą. Lektura portalu lewica.pl nasuwa na myśl Ludowy Front Wyzwolenia Judei z "Żywotu Briana". Po drugie - nie obawiająca się mówić rzeczy niepopularnych. Po trzecie - nie strzelająca sobie w kolana, jak to czynił SLD za rządów Leszka Millera. Po czwarte - ucząca się od prawicy. Dostrzegania potrzeb wykluczonych ekonomicznie, prowadzenia polityki historycznej, bezwzględnego narzucania swoich granic dyskursu publicznego.

Ulubiony pisarz prawicowiec?

Eustachy Rylski!

Skąd u ciebie to rozpolitykowanie? Ponoć kandydowałaś na prezydenta Wrocławia...

W wieku 13 lat znalazłem pod drzwiami ulotkę Leszka Moczulskiego i tak się to zaczęło. Z dnia na dzień. Pewnego dnia te nerwy, ten niesmak wywołany przez degenerację naszego życia publicznego, skumulowały się na tyle, że zdecydowałem się zadziałać. Poszedłem na piwo z Majorem Fydrychem, próbowałem go namówić do startu w wyborach i zrobienia wokół tego sporego happeningu. Major oznajmił, że startuje w Warszawie, i zaproponował bym sam spróbował. Zdecydowałem się błyskawicznie, zebrałem grupę kilkunastu fantastycznych znajomych i zaczęliśmy kampanię pod nazwą "Gwiazdy we Włosach". Zorganizowaliśmy kilka happeningów, na przykład "Casting na radnego" na środku wrocławskiego Rynku, w którym należało zaśpiewać piosenkę i ułożyć wiersz na moją cześć, by trafić na nasze listy, czy "Olej swojego prezydenta" (każdy przechodzień mógł mnie oblać wodą). Skończyło się oczywiście połową procenta głosów - ale pierwsze sondaże exit polls wskazywały, że wygrałem z kandydatem LPR (śmiech).

Opisujesz totalitarne rządy narodowych katolików z obozami koncentracyjnymi dla gejów włącznie. Książka ukazała się w okresie kampanii wyborczej, jest reklamowana jako „pierwsza powieść antykaczyńska”, na okładce Kaczyńskiego łowi celownik. Wpisuje się to w strategię Ha!artu wdzierania się do świadomości szerszej publiczności za pomocą szoku i prowokacji, ale w tym wypadku może paść zarzut, że to agitka polityczna...

...przez kogoś, kto ograniczył lekturę do materiałów promocyjnych. Bo jeśli ktoś zapozna się z całością, zorientuje się że to książka wieloaspektowa. Jeśli już jesteśmy przy wątku ściśle politycznym, to jakiś czas temu dopadł mnie Igor Stokfiszewski i powiedział że ten tekst wcale nie jest tak lewicowy, jaki być powinien. Z kolei Piotr Gadzinowski powiedział na spotkaniu promocyjnym, że krytykuję w nim 'religię lewicowości', te puste rytuały, absurdalne dążenia do ideowej czystości, krytykę rzekomych odstępstw. To jest też książka o chłopięcych fantazjach, nie tylko moich, także tych głęboko skrywanych przez wielu Polaków-katolików. Można oczywiście uważać, że opis obozu koncentracyjnego dla gejów jest sztubacką prowokacją, ale co krzyczy Młodzież Wszechpolska na Paradach Równości? "Zrobimy z Wami, co Hitler z Żydami!". Polacy, jak śpiewa Kazik, są bardzo agresywni, i to nie tylko dlatego, że nie ma słońca. W sferze fantazji są skłonni posunąć się bardzo daleko. Nie dotyczy to tylko prawicowych radykałów. Kiedy czasem słucham komentarzy moich statecznych, cywilizowanych znajomych pod adresem Kaczyńskich czy Radia Maryja, to włoski na całym ciele stają na baczność.

Podoba mi się taka scena – robotnik zdołał przekonać przyszłego zamachowca, że najważniejsze w życiu jest szczęście, prywatność, a nie wielkie idee, ale biegu wydarzeń nie można już odwrócić, zamach dochodzi do skutku, zamachowiec znów przestawia swój światopogląd na wielkie idee... Postawa obywatelska to obowiązek?

Ja jestem za postawami obywatelskimi, i to nie z patriotyzmu, a ze zdrowego rozsądku. Odnosi się to zwłaszcza do wyborów, bo jak sami nie wybierzemy, to nam wybiorą. Kantowanie na podatkach też jest niefajne, bo może się zdarzyć że państwowa pomoc - uzależniona od wpływów podatkowych - przyda się nam samym albo naszym bliskim. A wzmiankowaną scenę można rozumieć dwojako. Może dla bohatera to właśnie zgładzenie wrogiego polityka jest drogą do szczęścia...?

Jaki jest twój patriotyzm?

Jeden z moich bohaterów, Martin Kozicki, jednocześnie kocha Polskę i jej nienawidzi. Ja też tak mam. Mimo wszystkich zastrzeżeń, jakie mam do naszego kraju, chyba nie mógłbym żyć gdzie indziej. Rozumiem patriotyzm jako każde działanie dla wspólnego dobra obywateli tego
kraju. I takiego patriotyzmu trochę u nas brakuje. Lansuje się krwawą ofiarę na ołtarzu Ojczyzny, zapominając że prawdziwi patrioci są dziś w organizacjach pozarządowych, grupach pomocowych, a także wśród zwykłych ludzi wymieniających przysługi, dających jałmużnę biednym, czy nawet kupujących rodzime produkty.

W twojej książce nie ma happy endów. Piszesz: „coraz więcej młodych tęskniło do innego świata. Nic dziwnego, Polak jest stworzony do przelewania krwi, a nie potu." Czyżbyśmy byli skazani na tożsamość z przyrośniętą do ręki szabelką, za to pozbawioną etosu pracy?

Happy endów nie ma, bo Polacy ich nie lubią. My lubimy piękne porażki. Naszym postrzeganiem świata rządzi jakaś straszna frenezja. Myślę, że przyczyny najlepiej opisała Maria Janion, której "Niesamowita słowiańszczyzna" była dla mnie bardzo ważna, także w pracy nad "New Romantic". Książkę zadedykowałem Narodowi Polskiemu - ku pocieszeniu serc - i myślę, że idealnie spełni swoje zadanie. Co do szabelki, to ona nigdy nam z rąk nie wypadnie. Z etosem pracy jest nieco inaczej. On się powoli kształtuje, stajemy się coraz wydajniejsi, kraj jednak się rozwija, ale to wszystko jest wsobne, egoistyczne, irytująco
indywidualistyczne. Działamy dla siebie, nie dla dobra wspólnego. Zamykamy się w gettach strzeżonych osiedli. Słowo "Polska" pojawia się na naszych ustach, kiedy trzeba coś zburzyć, albo komuś wpierdolić. Zbluzgać kiboli drużyny przeciwnej, sympatyków wrogiej partii – to wychodzi nam znakomicie.

Jeden z bohaterów mówi, że jego matka wolałaby syna-terrorystę niż syna-pedała. Problem homofobii będzie raczej narastał, czy zostanie rozwiązany?

Mimo wszystko jestem dobrej myśli. Co prawda tolerancja zostanie w Polsce częściowo wymuszona ustawodawstwem europejskim, ale mam wrażenie że sprawy idą ku lepszemu. Na pewno pomoże Europride, mający się odbyć za 3 lata, pomoże też - paradoksalnie - wolny rynek, który świetnie umie zarabiać na gejach i lesbijkach. Na Zachodzie oczywistością są wielkie kampanie reklamowe skierowane wyłącznie do środowiska LGBT. Geje mają po prostu więcej pieniędzy, częściowo z braku rodzin na utrzymaniu, częściowo z powodu konieczności zadbania o finansową przyszłość - w końcu nie będą mogli na starość liczyć na
pomoc ze strony dzieci. W ciągu paru lat będzie to normalne i w Polsce - takiej niszy rynek na pewno nie przeoczy. To jedna z jego niewielu cech jednoznacznie pozytywnych (śmiech).

Gej-rewolucjonista, odważny, z charakterem – tego jeszcze nie mieliśmy w polskiej literaturze. Zniewieściałość, przegięcie, androgyn, kryptogej – to tak. Próbujesz odczarować stereotypowy obraz geja?

Po części tak. Na świecie występuje przecież wiele gatunków geja, o różnym umaszczeniu, zwyczajach, i poglądach. W USA jest nawet silnie zorganizowane środowisko gejów-chrześcijańskich konserwatystów. Nie do końca wiem, na czym polega ich życie seksualne, mogę się tylko domyślać, że chyba ważni są w nim przedstawiciele miejscowego Episkopatu.

Napisałeś satyrę polityczną, w której obrywa się wszystkim – tym z prawa i z lewa, zaangażowanym i konsumującym, nowym romantykom i dresom, ciemnym i oświeconym. Chcesz zmieniać rzeczywistość? Pisarz może?

Byłoby cudownie, gdyby pisarz mógł coś zmienić, ale nie łudźmy się. Polska jest, co przykro stwierdzić, krajem kompletnych debili. Połowa społeczeństwa nie czyta dokumentnie nic. W Szwecji, kraju zamieszkałym przez 9 milionów ludzi, dolna granica bestsellera to 20 000 sztuk, wiele książek - i to nie tylko kryminałów czy romansów - przekracza zaś 100 000. W Polsce, kraju 40-milionowym, już 10 000 egzemplarzy to wielkie wydarzenie. I nie da się tego wytłumaczyć czynnikami ekonomicznymi, bo kupując jedną książkę w roku wydaje się na nią miesięcznie równowartość połowy paczki papierosów. To naprawdę jest osiągalne dla każdego. Pisarz nie ma tu żadnej możliwości wpływu na ludzkie postawy.

Pokazujesz języki równych orientacji światopoglądowych, często karykaturalnie napompowane, ale nie jest to „pisanie masłem”. Przeciwstawiasz się dominującym w młodym pisaniu trendom?

Zdecydowanie tak. Panująca w polskiej młodej prozie 'lingwioza' jest całkowicie archaiczna - to jeden z dowodów naszego zacofania kulturowego. Na świecie pisało się tak 20-30 lat temu. Zauważ, że w najważniejszej literaturze świata – anglosaskiej - żaden z wielkich nie bawi się w hermetyczne gry językowe. Hollinghurst, Amis, Ellis, Palahniuk, Welsh czy Ishiguro piszą klarownym językiem, budując złożone fabuły, tam po prostu opowiada się pasjonujące historie. Bardzo sobie cenię prozę Masłowskiej, nie można jej odmówić językowej maestrii. Mam jednak wobec literatury inne wymagania. Pisarz musi przede wszystkim opowiedzieć spójną, ciekawą historię. Z przekonaniem i pasją.

Piszesz coś nowego? Równie zaangażowanego?

Pracuję nad dwiema powieściami. Jedna to historia wrażliwego kryptogeja, głęboko wierzącego katolika, który traci kontrolę nad miłością. Druga to osadzona w latach 1930-1950 historia o miłości polskiego arystokraty i młodego żydowskiego komunisty, kończących w przeciwstawnych obozach - AK i UB. Stopień zaangażowania będzie możliwy do zweryfikowania po zakończeniu prac. (śmiech)

Znów miłość i polityka?

A jest coś ważniejszego?























W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj