Rozmowa z Davidem Harringtonem
Słowiańska nuta
Rozmowa z Davidem Harringtonem, pierwszym skrzypkiem Kronos Quartet.

Kronos Quartet - kwartet smyczkowy założony w 1973 przez Davida Harringtona. Zespół charakteryzuje się stabilnym składem personalnym i otwartym podejściem do repertuaru. Obecny skład: Obecny skład David Harrington - skrzypce; John Sherba - skrzypce; Hank Dutt - altówka; Jeffrey Zeigler - wiolonczela. (za: Wikipedia.pl). Fot. akkan, Bew / Ullstein bild.
 

 

Kronos Quartet to bodaj najbardziej rewolucyjny zespół w historii kameralistyki, od lat bardzo mocno związany z Polską. Głównie za sprawą Henryka Mikołaja Góreckiego, który wszystkie swoje trzy kwartety dedykował amerykańskiej legendzie. Kronos Quartet ma jednak na koncie także dosyć kontrowersyjną interpretację dzieła Lutosławskiego. Na najnowszym, koncertowym DVD zespołu, zarejestrowanym podczas zeszłorocznego Festiwalu Muzyki Polskiej w Krakowie, znalazł się także kanoniczny „Quartetto per Archi" Krzysztofa Pendereckiego oraz całkiem nowy (napisany na tę okazję) II Kwartet Smyczkowy Pawła Mykietyna. Album stanowi jedną z najwybitniejszych pozycji w opasłej dyskografii amerykańskich kameralistów oraz swoiste podsumowanie najlepszego półwiecza w historii rodzimej twórczości kompozytorskiej. O tym, że „Polacy nie gęsi" rozmawiam z Davidem Harringtonem, pierwszym skrzypkiem Kronos Quartet.

 

Najnowsze fonograficzne dzieło Kronos Quartet to aranżacja utworu Sigur Rós dostępna za pośrednictwem iTunes (http://www.kronosquartet.org/). Choć słyniecie z wyjątkowo rozległego repertuaru, to kompozycję stricte rockową nagraliście chyba dopiero po raz drugi (wcześniej było słynne „Purple Haze" Hendrixa). Co Was zafascynowało w muzyce islandzkiego zespołu?

Chyba to samo, co wszystkich fanów Sigur Rós: specyficzne „północne" brzmienie oraz surowy, islandzki liryzm. Pomysł narodził się podobnie jak większość projektów Kronos Quartet. Po jednym z koncertów ktoś wręczył mi płytę z muzyką Sigur Rós. Wróciłem do hotelu, włożyłem ją do odtwarzacza i przeżyłem ogromny zachwyt. Pamiętam, że tej nocy przesłuchałem albumu wielokrotnie i chyba w ogóle nie poszedłem spać. Jakiś czas później, gdy gościłem z kwartetem w Islandii, wybrałem się na ich koncert i zostałem przedstawiony muzykom. Potem odwiedzaliśmy jeszcze kilkakrotnie nasze występy, żeby lepiej się poznać i w końcu zapadał decyzja o nagraniu przez Kronos Quartet piosenki „Frugufrelsarrin".

Naszych czytelników o wiele interesuje ostatnie koncertowe DVD Kronos Quartet pod wiele mówiącym tytułem „Polish Quartets". Lokalny, „etniczny" posmak jest w sposób oczywisty wyczuwalny w Waszych nagraniach muzyki tradycyjnej, rockowej oraz jazzowej. Ale czy dotyczy to także dzieł współczesnych kompozytorów? Czy istnieje w nowej muzyce na przykład coś takiego, jak „styl polski"?

Bez wątpienia, choć trudno mi to wyrazić słowami. Wasz kraj dał światu wyjątkowo wielu wyśmienitych kompozytorów, z których większość stworzyła bardzo indywidualne języki dźwiękowe. Wszystkie kwartety zawarte na DVD mają w sobie tę specyficznie słowiańską nutę, zarazem jednaj każdy stanowi odrębny mikrokosmos.

Kwartet Smyczkowy Lutosławskiego to wielce oryginalny przykład nowoczesnej ekspresji oraz witalności; kompozycja Pendereckiego fascynuje nieokiełznaną wyobraźnią brzmieniową; dzieło Góreckiego to esencja muzyczności wyrażona przy pomocy najprostszych, acz wstrząsających gestów. Najbardziej zaskoczył nas jednak utwór Pawła Mykietyna, którego muzyki nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Dzięki oryginalnemu wykorzystaniu mikrotonów kompozytor wykreował w Drugim Kwartecie Smyczkowym niespotykaną - oniryczną i hipnotyczną - aurę brzmieniową. Grywamy setki utworów kameralnych, ale, jak dotąd, nie spotkaliśmy niczego podobnego.

Najbliższa Kronos Quartet pozostaje chyba ascetyczna muzyka Góreckiego, której poświęciliście wcześniej dwa tradycyjne albumy. Wykonujecie bardzo różnorodny repertuar, jednak kojarzeni jesteście właśnie z kompozytorami minimalistycznymi takimi, jak Terry Riley, Steve Reich, Philip Glass, czy Kevin Volans. Można odnieść wrażenie, że nie cenicie szczególnie dzieł modernistycznej awangardy, do których należy przecież „Quartetto per Archi" Pendereckiego?

Nie mogę się zgodzić. W naszych poszukiwaniach nie kierujemy się stylistycznymi, estetycznymi czy gatunkowymi uprzedzeniami; wręcz przeciwnie - staramy się je przełamywać. Fakt, że w twórczości z lat 50. i 60. nie znaleźliśmy zbyt wiele interesującego repertuaru, wynika po części z tego, że niewielu ówczesnych kompozytorów sięgało po tak tradycyjny środek wyrazu, jak kwartet smyczkowy. Z drugiej strony tych kilka arcydzieł, do których zaliczam utwory Pendereckiego i Lutosławskiego, stanowi prawdziwe kamienie milowe w rozwoju gatunku.

Na przykład „Quartetto per Archi" jest dla kwartetu tym samym, czym legendarne „In C" Rileya dla minimalizmu. To prawdziwy leksykon nowych, niekonwencjonalnych brzmień smyczkowych. Pomysły Pendereckiego po dziś dzień powracają w utworach zamawianych przez Kronos Quartet u najmłodszych kompozytorów.

Wiele mówi Pan o rozwijaniu tradycji kwartetu smyczkowego. Kronos Quartet zasłynął jednak przede wszystkim wykonaniami utworów, które niewiele mają z nią wspólnego. Wasi krytycy twierdzą, że takie cross-overowe eksperymenty kaleczą zarówno ducha klasycznego gatunku, jak i specyfikę aranżowanych dla Was oryginałów...

Przyszłość kwartetu widzę nie tylko w poszerzaniu technicznych środków wyrazu, lecz także w pozyskiwaniu dlań całkiem nowego repertuaru. Nasze doświadczenia dowodzą, jak niebywale uniwersalny jest to skład. Całkiem niedawno daliśmy koncert w Wiedniu, ojczyźnie gatunku, w której powstawały kameralne arcydzieła Haydna, Mozarta i Beethovena. W jednym z utworów cały zespół był elektrycznie amplifikowany, w innych - poszczególni muzycy grali na tradycyjnych instrumentach smyczkowych z Azji oraz Ameryki Południowej. I nie odnieśliśmy wcale wrażenia, że niszczymy jakąś tradycyjną konwencję; wręcz przeciwnie - czuliśmy się jej żywym przejawem. Z reakcji publiczności wnoszę, że nie byliśmy w tym przekonaniu osamotnieni.

Kariera Kronos Quartet wydaje się jednak niekończącą prowokacją, próbą ciągłego zaskakiwania klasycznej publiczności, a także muzyków zespołu...

W pewnym sensie nasze poszukiwanie repertuarowe były niemal od początku szczegółowo zaplanowane. W młodości uczyłem się klasycznego repertuaru skrzypcowego, słuchając na co dzień rocka, jazzu oraz nagrań folkloru afrykańskiego. Moim marzeniem stało się odnalezienie wspólnego mianownika dla tych pozornie nieprzystających światów stylistycznych. Gdy w 1973 roku zakładałem Kronos Quartet, w głowie miałem już wizję „Pieces of Africa" - jednego z naszych najważniejszych albumów, do którego nagrania doszło dokładnie piętnaście lat później. Tyle czasu zajęło nam przełamywanie stereotypów zniewalających wyobraźnie słuchaczy, ale też członków zespołu.

Z drugiej strony każdy nasz projekt kryje w sobie wielką niewiadomą. Bardzo często bywamy zaskoczeni jego ostatecznym brzmieniem. W pewnym sensie nasze poszukiwania są więc podróżą obfitującą w niespodzianki i olśnienia. Ich źródło stanowić może równie dobrze muzyka do filmów z Bollywood, piosenka islandzkiej kapeli rockowej albo kwartet młodego polskiego kompozytora.

Rozmawiał Michał Mendyk
 

Kronos Quartet, Polish String Quartets, PWA (DVD)

 

   

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj