szukaj
Czytanie krzepi
Rozmowa z Ireną Koźmińską, prezes fundacji ABC XXI, pomysłodawczynią kampanii społecznej 'Cała Polska czyta dzieciom'.

 


Joanna Podgórska: – Kiedy powinno się zacząć czytać dziecku?

Irena Koźmińska: – Najlepiej wtedy, kiedy jego rodzice są dziećmi! Mówi się, że dziecko należy wychowywać 20 lat przed urodzeniem. Z czytaniem jest podobnie. Rodzice, którym czytano w dzieciństwie, kultywują ten rytuał w swoich domach. Zachęcamy do czytania od pierwszych dni życia. Niektórzy oponują, że przecież niemowlę nic jeszcze nie rozumie. Tymczasem ono rozumie – na poziomie emocjonalnym. Rozumie, że jest bezpiecznie, przyjemnie i ciekawie, kiedy ktoś trzyma je w ramionach, patrzy na nie, mówi do niego ciepłym głosem, pokazuje kolorowe obrazki. Przecież maleńkie dziecko nie rozumie również języka mówionego, ale gdybyśmy do niego nie mówili, tylko czekali, aż zmądrzeje, nigdy by do tego nie doszło! Nauka języka polega przede wszystkim na słuchaniu! Im więcej maluch słyszy słów, używanych w rozmaitych kontekstach, tym szybciej będzie je rozumiał i samodzielnie stosował.

A kiedy zaczyna świadomie odbierać czytane treści?

Roczne dziecko, któremu regularnie czytamy, ma już całkiem niezły zasób słów, które rozumie. Kiedyś policzyłam, że jeśli dziecku czytamy 20 minut dziennie od urodzenia do siódmego roku życia, to idąc do szkoły ma ono już za sobą niemal połowę studiów lingwistycznych. Czytając wprowadzamy znacznie bogatszy język niż ten, którego używamy na co dzień. Dziecko uczy się nowych związków frazeologicznych, rzadziej używanych słów czy wyrażeń, i potem nauka w szkole przychodzi mu znacznie łatwiej. Zważywszy że język jest podstawowym narzędziem myślenia, również matematycznego, taki uczeń ma od razu ogromną przewagę nad rówieśnikami, którzy nie mieli kontaktu z książką. Niestety, dziś wiele rzeczy postawionych jest na głowie i rodzice często bardziej dbają, żeby maluch w przedszkolu uczył się angielskiego, niż żeby dobrze opanował język ojczysty.

Skąd pomysł na kampanię czytania?

Gdyby mój dentysta w Waszyngtonie, gdzie mieszkałam przez sześć lat, szybciej załatwił poprzedniego pacjenta, być może nie byłoby kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”! Przeglądałam w jego poczekalni magazyn „Smithonian” i natrafiłam na artykuł o intrygującym tytule: „20 minut dziennie to wszystko, czego potrzeba”. Wiedziałam, że czytanie jest ważne, ale nie wpadłabym na pomysł, że dziecku trzeba czytać od urodzenia i że nie należy zarzucać wspólnej lektury, kiedy już samo umie czytać. Postanowiłam wykorzystać tę ideę w fundacji, którą prowadzę od 1998 r. Naszą misją jest krzewienie zdrowia emocjonalnego dzieci i młodzieży, i właśnie książka znakomicie wpływa na wszechstronny emocjonalny rozwój dziecka. Głośne czytanie zaspokaja jego potrzeby na płaszczyźnie psychicznej, umysłowej i moralnej; jest doskonałym budulcem więzi między rodzicem a dzieckiem, zdrojem wiedzy i pokarmem dla intelektu.

W jaki sposób czytanie może pomóc dziecku rozwinąć się na płaszczyźnie moralnej?

Dziecko, któremu czytamy, zaczyna myśleć, a to jest podstawą głębszej refleksji, która skłania nas do zachowań etycznych. Czytając w serdecznej atmosferze zaspokajamy potrzebę bezpieczeństwa i miłości – jest to drugi warunek, by mogło ono i chciało postępować moralnie. Dziecko, którego potrzeby emocjonalne są ignorowane, które nie ma szansy na sukces, którego uczucia są ranione, wobec którego nie spełniamy dawanych obietnic – czuje się źle i często postępuje źle. Czytanie nie załatwi wszystkiego, ale załatwia bardzo wiele. Dziecko, któremu codziennie czytamy, ma poczucie, że jest ważne dla rodziców. Poznaje piękne wzorce zachowań, rozbudza się jego wrażliwość i empatia, a przy tym czuje się coraz bardziej kompetentne. To wszystko wzmacnia jego samouznanie. Osoba z wysokim samouznaniem zwykle postępuje wobec innych lepiej niż człowiek, który ma kompleksy i kłopoty sam ze sobą.

Tylko czy zabiegani rodzice nie uznają, że te 20 minut to alibi, które załatwia sprawę kontaktu z dzieckiem?

Oczywiście, że 20 minut kontaktu z własnym dzieckiem nie wystarczy, zwłaszcza gdy spędza ono godziny przed ekranem telewizora! Dziś rodzice często starają się przerzucić odpowiedzialność za wychowanie na podwykonawców: nauczycieli, trenerów, lektorów. Dziecko doskonale czuje, kiedy nie jest dla swych rodziców priorytetem. Nie potrafi tego werbalizować, ale swym pełnym złości i buntu zachowaniem pokazuje, że nie czuje się kochane. Nawet agresja i tupet młodego człowieka to tylko maska braku poczucia własnej wartości. Dzieciństwo to okres absolutnie kluczowy, od którego zależy cała przyszłość człowieka. Powinniśmy zrezygnować z mniej ważnych spraw oraz z części przyjemności i zainwestować czas w dziecko. Ono powinno być priorytetem, bo budujemy fundament pod kolejne 60, a może 80 lat jego życia. Tego nie da się nadrobić. Wspólne czytanie od urodzenia to świetny sposób na budowanie mocnego fundamentu.

Dzieci uczą się przez przykład. Problem w tym, że sami dorośli coraz mniej czytają.

To prawda, wielu dorosłych nie czyta. Dlatego zachęcamy przedszkola i szkoły, by wprowadzały do swych programów codzienne głośne czytanie. Badania porównawcze, które przeprowadziliśmy rok temu, pokazały, że jest ono doskonałym i łatwym sposobem podnoszenia poziomu umysłowego i społecznego dzieci. Dzięki czytaniu sześciolatki w „rozczytanym przedszkolu” są na poziomie drugo- czy trzecioklasistów wychowanych bez książek. Mają bogatszy zasób słów, rozumieją teksty, potrafią się skupić. Są też lepiej rozwinięte społecznie, świetnie pracują w grupie. Często dzieci, które zasmakują w głośnym czytaniu w szkole czy przedszkolu, wymuszają je potem na rodzicach. I bardzo dobrze!

Często słyszy się, jak rodzice za karę zabraniają dziecku oglądać telewizję i każą czytać. Książka traktowana jak przymus jest na straconej pozycji.

Jeśli chcemy wychować czytelnika, czytanie musi się dziecku zawsze kojarzyć z przyjemnością. A dla malucha nie ma większej przyjemności niż wspólne czytanie z tatą lub mamą, którzy poświęcają mu całą swoją uwagę. Gdy natomiast sami traktujemy czytanie jak udrękę, nasze dziecko też tak będzie do tego podchodzić. Podobny efekt może spowodować zły dobór książek.

Co to znaczy zły dobór książek?

Powiedzmy, że dziecko ma za zadanie samodzielnie przeczytać „Sierotkę Marysię”. Proszę zrobić test, czy uczeń, któremu wcześniej nie czytano, jest w stanie zmierzyć się z tak archaicznym językiem. Dlatego warto małym dzieciom czytać ciekawe książki napisane językiem „minionym”. One w tym okresie każdy język przyjmują jednakowo łatwo. Czytając razem, możemy objaśniać znaczenia i konteksty. Uczniowie, którzy bez takich doświadczeń muszą się potem zmierzyć z „Trylogią”, mają problem i zniechęcają się. Nikt nie będzie czytał w języku, którego nie rozumie. Zniechęcić do czytania mogą też nudne książki. Fundacja wspólnie z tygodnikiem „Polityka” przygotowała właśnie kolekcję znakomitych książek do wspólnego czytania.

Jaki klucz zastosowano przy wyborze tytułów?

Chcieliśmy, by nie były to książki oczywiste, takie jak „Kubuś Puchatek”, wznawiane po wielekroć i stale obecne na rynku. Jest wiele świetnych książek, które były ważne dla pokolenia obecnych rodziców i dziadków, a zostały zapomniane. To okazja, by przywrócić tytuły, które się nie zestarzały, a są naprawdę cenne. Testowaliśmy je na własnych i znajomych dzieciach. Konsultowaliśmy się także ze znawcami literatury dziecięcej, prof. Joanną Papuzińską, dr. Grzegorzem Leszczyńskim, z wieloma bibliotekarkami. Korzystaliśmy również z listy ulubionych książek dzieciństwa stu znanych Polaków, którą Fundacja opracowała na starcie kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”. Pytaliśmy o ulubione lektury m.in. prof. Leszka Kołakowskiego, Małgorzatę Musierowicz, Mateusza Kusznierewicza. Do kolekcji trafił m.in. „Diossos”, wspominany ciepło przez Marylę Rodowicz, czy „Moje drzewko pomarańczowe”, zgłoszone przez Justynę Steczkowską. W kolekcji są także znakomite, a mniej znane książki współczesne, takie jak „Momo” czy „Matylda”. Generalnie chodzi o to, by książki kolekcji „Cała Polska czyta dzieciom” były superciekawe, łączyły wartości literackie z etycznymi, żeby pięknym językiem opisywały wartościowe wzorce zachowań. I żeby łączyły pokolenia.

A kiedy przestać dziecku czytać?

Minister kultury pan Kazimierz Michał Ujazdowski zażartował na naszym Finale, że można już wtedy, gdy dziecko ma metr czterdzieści. My z mężem czytaliśmy córce o 20 cm dłużej. Jeszcze kiedy miała 17 lat, wspólne lektury umilały nam wakacje. Głośne czytanie dziecku nie tylko pomaga w tworzeniu więzi, może ją także odbudować. Gdy dziecko jest starsze, można sięgnąć po książkę, która będzie ciekawa i dla niego, i dla nas, np. „Zabić drozda” czy „Kraksę”. Wspólne czytanie jest czymś absolutnie innym niż samotna lektura. Można wtedy wybrać książkę trudniejszą, można pomóc dziecku w poszukiwaniu obszarów i tematów, do których samo by tak szybko nie dotarło. Książka jest zawsze znakomitym pretekstem do rozmowy, pozwala nam dziecko lepiej poznać. A iluż rodziców nie ma pojęcia, w jakim świecie żyją ich nastoletnie dzieci – jakie mają poglądy, czym się interesują, jakiej muzyki słuchają. Czytanie jest profilaktyką, bo myślące i kompetentne dziecko nie stanie się tak łatwo łupem dilerów narkotyków czy idei. Czytanie to także szczepionka przeciw prymitywnej masowej kulturze.

Wychowawcy i nauczyciele alarmują, że współczesne dzieci nie są zainteresowane niczym, co nie ma klawiatury. Nie obawia się pani, że to nieodwracalne?

To zależy tylko od nas, dorosłych, czy wychowamy dzieci jednowymiarowe, czy damy im szansę na pełny rozwój intelektualny i duchowy, czy będą ulegać ślepo modom i presji rówieśników, czy wybiorą samodzielne myślenie. Sądzę, że coraz więcej rodziców będzie dostrzegać negatywne skutki pozostawiania dzieci bez umiaru i bez nadzoru przed ekranem. Nie słyszałam ostrzeżeń polskich lekarzy, ale Amerykańska Akademia Pediatrów od dawna alarmuje, że dzieci do drugiego roku życia nie powinny mieć w ogóle kontaktu z telewizją, a starsze, nawet nastolatki, mogą spędzić przed ekranem komputera i telewizora nie więcej niż dwie godziny dziennie. Większa dawka zakłóca ich rozwój psychiczny, społeczny, duchowy i fizyczny. Nie zdajemy sobie sprawy, że telewizja wpływa nawet na budowę mózgu! W książce „Endangered Minds” (Zagrożone umysły) Jane Healy pisze, że nadmierne oglądanie telewizji zmienia strukturę mózgu. Widziałam obrazy mózgów dzieci, które oglądają dużo pełnych przemocy programów, oraz takich, które telewizji nie oglądają wcale. Aktywowane są zupełnie inne obszary. Dzieci po dużej dawce agresywnej telewizji mają zubożone funkcje poznawcze, pewne partie mózgu, odpowiedzialne za myślenie, u nich nie pracują. Dziś przedszkola pełne są dzieci nadpobudliwych, agresywnych i nieprzystosowanych. To są dzieci wychowane przez telewizję i komputer.

Mimo wszystko, propagując czytanie we współczesnym świecie, nie ma pani poczucia, że walczy z wiatrakami?

Wprost przeciwnie! Nasza akcja idzie „jak pożar po wsi”! 85 proc. Polaków zna kampanię „Cała Polska czyta dzieciom”, mamy już 2500 koordynatorów i liderów, ponad 1500 „Czytających szkół” i ponad 1400 „Czytających przedszkoli”. W Tygodniu Czytania uczestniczyło ostatnio ponad 1500 miejscowości. Wydawcy mówią, że sprzedaż książek dziecięcych rośnie, 37 proc. rodziców przedszkolaków deklaruje, że codziennie im czyta, do bibliotek zapisywane są już nawet dwulatki. W propagowaniu idei czytania dzieciom pomagają nam ludzie kultury, dziennikarze, władze miast i gmin. Z naszej inspiracji Czesi rozpoczęli akcję „Celé Česko čte dětem”, której patronuje Vaclav Havel. Inne kraje też chcą zacząć podobne programy. Ludzie mówią, że to najfajniejsza kampania społeczna, bo niesie tyle radości. Jeśli więc skojarzenie z wiatrakami, to chyba tylko z tymi, które wytwarzają energię!

rozmawiała Joanna Podgórska

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj