szukaj
Dziurka na świat
Fotografia otworkowa lekiem na technologiczną zadyszkę.

Romantyczna idea camera obscura przywodzi na myśl obrazy jak ze starych zdjęć, cierpliwość dawnych fotografów, powolność ruchu słońca po niebie, fotoplastykony. Do tych skojarzeń odwołuje się Akademia Pstryk. Tworzy ją kilka osób, które to, co robią przedstawiają jako „zdjęcia wykonywane metodą otworkową, działania happeningowe w przestrzeni publicznej i interdyscyplinarne zajęcia edukacyjne".

Pomysł narodził się kilka lat temu na Wydziale Fotografii poznańskiej ASP, kiedy przy pomocy studentów dzieci z Centrum Samotnych matek z dziećmi Markot Bajka zbudowały camery obscura i sfotografowały to, co je otacza. Tak powstały „Markotne otworki". Potem były kolejne zdjęcia, wystawy, happeningi, projekty - już pod marką „Akademia Pstryk". Zakończenie jednego z nich „Wehikuł czasu" - „The best e-guide through Warsaw's special places" - można zobaczyć w Internecie i w Warszawie - na stacji metra Centrum, a w grudniu na Dworcu Centralnym.

Fotografia otworkowa to fotografia, w której nie używa się soczewek. Dawniej otworkowe aparaty nazywano camera obscura - sięgali po nie starożytni filozofowie, geometrzy, astronomowie, a potem chętnie np. renesansowi malarze. Obiektyw zastępuje w niej zwykła mała, okrągła dziurka. Najprostsza camera obscura to poczernione wewnątrz pudełko, w którym na jednej ściance znajduje się nieduży otwór, a na drugiej matówka lub kalka techniczna. Promienie światła wpadające przez otwór rysują na matówce odwrócony i pomniejszony obraz. Wstawiając w jej miejsce kliszę fotograficzną i odpowiednio długo naświetlając, otrzymamy zdjęcie.

Otworkowe kamery budowano już z muszli morskich, papierowych, drewnianych lub metalowych skrzynek. Przymocowywano plastrami do twarzy jak maski, starannie ozdabiano, zamiast jednego otworka wykonywano w jednej kamerze kilka, a błonę fotograficzną lub papier umieszczano pod różnymi kątami w stosunku do otworka. Na kamery przerabiano stacje kolejowe, pokoje mieszkalne, wraki samochodów. Obrazy naświetlano przez sekundy, dni, tygodnie albo nawet lata. Całość traktowano jako ciekawostkę albo jako naukowe czy artystyczne narzędzie. Szkielet konstrukcji kamery był jednak zawsze taki sam.

Fotografie powstałe tą metodą są łatwo rozpoznawalne ze względu na charakterystyczną miękkość. Jednocześnie głębia ostrości obejmuje cały zakres odległości. Czasy naświetlania są długie, a kąty widzenia mogą osiągać nawet 360 stopni. Stąd też zdjęcia robione tą techniką często wykorzystywane są w fotografii artystycznej, lecz nie tylko ze względu na efekt wizualny. „Adept fotografii otworkowej poznaje budowę swojego narzędzia, ale staje się świadomy każdej jego części. Dzięki temu znacznie lepiej rozumie jego funkcjonowanie, czyli uczestniczy w procesie, a nie jest jedynie nadawcą impulsu i odbiorcą efektu", pisze na łamach pisma antropologicznego „op.cit" Krzysztof Cibor, opowiadając o tej technice jako o nostalgicznym powrocie do świeżego uczestnictwa w świecie łapiącym „technologiczną zadyszkę". W fotografii otworkowej nie ma też mowy o „panowaniu nad rzeczywistością", jak w przypadku cyfrowego aparatu. Rzeczywistość jest żywą częścią doświadczenia robienia zdjęcia. Za pomocą fotografii otworkowej można wyraźnie doświadczać samego zjawiska fotografii - uważają jej miłośnicy (jeden z bardziej znanych polskich fotografów otworkowych i twórca pierwszej polskiej strony poświęconej tej tematyce Karol Hordziej pisze ciekawie na łamach Fotopolis.pl o metafizyce, ontologii i prawdzie w otworkowej fotografii). Nieco zagadkowa staje się natomiast kwestia autorstwa.

Fotografię zwykle identyfikuje się jako spojrzenie przez pryzmat wrażliwości czy koncepcji autora. W Akademii na przykład jednak działanie jest wspólne i każdy element jest częścią całości - mówi Marta Kotlarska, fotograf, autorka koncepcji Akademii Pstryk. Tutaj autor jest wspólnotą. To podobny sposób myślenia o sztuce, jak np. u Pawła Althamera, który zaprasza blokersów do Zachęty pod hasłem "Zróbmy razem trochę sztuki". Ważne jest, że to, co powstaje, jest robione przez grupę, ale być może te zdjęcia powstałyby bez autorów, uczestników? - dodaje. W pewnym sensie one "robią się same".

O działaniach polskich amatorów fotografii otworkowej można przeczytać na portalu pinhole.art.pl. Duże wrażenie robią projekty takie jak „Solaris" Pawła Kuli, czyli seria zdjęć otworkowych ruchu słońca, czy „Światłoczułe przesyłki" Marka Noniewicza (który m.in. przerabiał na camery obscura mieszkania przyjaciół) - wędrujące w obiegu pocztowym paczki z materiałem światłoczułym, który naświetla się w podróży.

Tym, co wyróżnia Pstryk, jest koncentracja na konkretnym celu, spójnej opowieści, na którą składa się seria zdjęć zrobionych przez dzieciaki - twierdzi Marta Kotlarska. Cele są zbliżone, niezależnie od tego, czy pracujemy z praskimi dziećmi, czy z Romami, czy z uczniami na kielecczyźnie nad pamiętnikiem żydowskiego chłopca. Wyrównanie szans edukacyjnych, pokazanie, że naprawdę można zrobić coś ciekawego, magicznego, ważnego, bez dużego nakładu środków.

Uczestnicy Akademii Pstryk podkreślają, że traktują fotografię otworkową jako element działania bardziej społecznego niż artystycznego. Ich dotychczasowe projekty skierowane były do przedstawicieli mniejszości, osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.

Całe życie chciałam być fotografem i wierzyłam, że reportaż może wpłynąć na rzeczywistość - przyznaje Marta Kotlarska. Pociągał mnie fotoreportaż zaangażowany, taki, który mógł na przykład przyczynić się do wstrzymania działań wojennych w Wietnamie. Romantyczny element, którego brakuje mi we współczesnej fotografii. Dzisiaj jesteśmy otoczeni obrazami, które nie zmieniają świata w takim sensie. Romantyczny mit kontruje z tym, co się sprzedaje. Moje projekty są przekorną odpowiedzią na tę sytuację: wchodzimy w określoną społeczność, działamy z nią i być może obrazy, które w ten sposób powstają, coś dla niej zmieniają. Dla mnie to przedłużenie fotoreportażu.

Zdjęcia tworzone przez dzieci są nie tylko dokumentem spotkania, ale też ilustracją - baśni legend, miejsc, społeczności i ich historii. Jest w nich także coś nieuchwytnie szczególnego, tak jak w samej kamerze otworkowej, którą, jak twierdzi jeden z bardziej znanych w świecie fotografów otworkowych Wolf Hobart, charakteryzuje „bezczasowa jakość, która może sprawić, że najprostszy temat wydaje się pełen poezji". Mimo niewątpliwej poetyckości swoich zdjęć, Akademia Pstryk zaleca pewną ostrożność.

Tak, jak w każdym innym działaniu plastycznym najważniejszy jest pomysł. To ze względu na niego powinniśmy dobierać świadomie konkretny środek wyrazu, którym się będziemy posługiwać - mówi Marta Kotlarska. Technika otworkowa jest bardzo atrakcyjna wizualnie i to jest pewna pułapka. Trzeba za wszelką cenę ustrzec się przed banalizmem „atrakcyjnych obrazów". Chronił nas przed nim będzie ów pomysł właśnie.

Projekt „Romski Pstryk” Akademii Pstryk będzie prezentowany m.in. w grudniu w Warszawie podczas festiwalu Re:wizje, promującego sztukę niezależną.
 

Zdjęcia: Akademia Pstryk

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj