szukaj
Atak szarych panów
Czwarty już tom naszej kolekcji książek dla dzieci, rodziców i dziadków - 'Momo' Michaela Ende - to niezwykła opowieść o tym, jak straszne byłoby życie, gdybyśmy zaczęli wszystko w nim planować.
Pewnego razu żyła sobie mała, dość dziwna dziewczynka. Mieszkańcy miasta nie wiedzieli, w jaki sposób się u nich znalazła ani skąd pochodzi. Poza dość niezwykłym wyglądem (ubierała się w spódniczkę uszytą z kolorowych łat, a na wierzch zakładała męski kubrak z podwiniętymi rękawami) wyróżniała się szczególną zdolnością – umiała słuchać innych. Nic więc dziwnego, że ludzie chętnie przychodzili do niej z rozmaitymi problemami i rozwiązywali spory między sobą w obecności przysłuchującej się wszystkiemu dziewczynki. I nagle wszystko się zmieniło.

Do miasta przybywają szarzy panowie, którzy, okazuje się, są agentami Kasy Oszczędności Czasu. Ich pierwszą ofiarą staje się fryzjer Fusi. Wyliczają mu, ile trwać będzie jego życie (przyjmują, że Fusi dożyje do siedemdziesiątki) i ile sekund już zmarnował, na przykład na bezsensowne pogawędki z klientami. A przecież gdyby fryzjer miał czas, byłby zupełnie innym człowiekiem. Wkrótce pan Fusi zapomina o odwiedzinach agenta o kryptonimie XYQ/384/b, ale zmienia się zupełnie: staje się mrukliwy dla klientów, przestaje odwiedzać narzeczoną i poświęcać czas matce, jednak, co najbardziej przeraża fryzjera, zaoszczędzony czas jakby przeciekał przez palce. „Ponieważ pan Fusi nie przypominał sobie już wizyty szarego pana, powinien by właściwie zadać sobie poważne pytanie, co się dzieje z tym jego czasem. Ale nie zadawał sobie tego pytania, podobnie jak wszyscy inni ciułacze czasu. Opanowała go jakaś ślepa namiętność. A kiedy czasem z przerażeniem stwierdzał, że dni mkną coraz prędzej, oszczędzał czas jeszcze bardziej zawzięcie. W wielkim mieście z wielu ludźmi działo się to samo, co z panem Fusi”.

Ostatnią przeszkodę w planach szarych panów stanowi sama Momo. Początkowo agenci próbują ją przekupić, gdy zaś dziewczynka wyrusza po pomoc, organizują obławę na wielką skalę. Bowiem tylko krnąbrne dzieci, właśnie takie jak Momo, mogą sprawić, że agenci stracą władzę nad ludźmi. Ostatecznie – nie zdradzimy tu specjalnie tajemnicy – historia skończy się dobrze: wszyscy zaczną żyć jak dawniej dzięki Momo i pozyskanemu przez nią Kwiatowi Jednej Godziny, który okaże się zabójczą bronią w walce z Kasą Oszczędności Czasu.

Motyw upływającego czasu pojawia się w „Momo” na wielu planach – przypomnijmy tylko niezwykłą właściwość Momo, czyli umiejętność słuchania (wymagającą przecież czasu), oraz Kasjopeję – żółwia, który towarzyszy bohaterce w rozgrywce z agentami. W zasadzie jednak temat utraty czasu jest stałym motywem w twórczości Michaela Ende – absolutnego klasyka współczesnej literatury młodzieżowej, tłumaczonego na 40 języków i wydanego w ponad 20 mln egzemplarzy. Wspomnijmy „Przygody Kuby Guzika”, powieść, w której pojawia się przerażająca smoczyca Pani Miażdżący Ząb. Stary potwór obsesyjnie chce odkryć sekret wiecznej młodości i wierzy, że zyska nieśmiertelność obserwując zachowanie uwięzionych dzieci. Motyw czasu pojawia się także w „Niekończącej się historii” – książce znanej także dzięki przebojowi kinowemu z lat 80.

„Momo” ukazała się w 1973 r. i duch tamtej epoki – czasu kontestacji w kulturze Zachodu – jest w tej książce czytelny. Z czym bowiem walczy główna bohaterka? Szarzy panowie są uosobieniem biurokracji, instrumentalnego działania i materializmu (wielokrotnie agenci podkreślają, że czas to pieniądz). Z jednej strony mamy więc kulturę Organizacji i bezwzględnego Planowania, na biegunie przeciwległym – fantazję, wyobraźnię, uczucia i – by rzec nieco górnolotnie – improwizację i samorealizację. „Momo” to zatem opowieść o dwóch skalach wartości, które w czasach kontrkultury starły się ze sobą niezwykle ostro.

Ale w „Momo” można odnaleźć także krytykę współczesnej konsumpcji. Przypomnijmy sobie, w jaki sposób jeden z szarych panów próbuje skusić Momo: „Masz tu na przykład prawdziwą małą torebkę z wężowej skóry, a w niej prawdziwą małą pomadkę do ust i puderniczkę. Oto mały aparat fotograficzny. I rakieta. I telewizor dla lalek, który działa jak duży. I bransoletka, naszyjnik, kolczyki, lalczyny rewolwer, jedwabne pończoszki, kapelusz z piórami i słomkowy, i wiosenny, kije do golfa, mała książeczka czekowa, buteleczka perfum, sole do kąpieli, płyn do pielęgnacji ciała… (...) Trzeba tylko mieć wciąż więcej i więcej, wtedy człowiek się nie nudzi. Ale może myślisz, że doskonała lalka Bibi pewnego dnia będzie miała wszystko i że wtedy zabawa zrobi się znowu nudna? Nie, moja mała, nie martw się o to! Bo, widzisz, mamy tu odpowiedniego towarzysza dla Bibi. I wyciągnął z bagażnika drugą lalkę”.

Bibi, jak łatwo się domyślić, tak naprawdę powinna nazywać się Barbie (lalkę tę, przypomnijmy, stworzono w 1959 r.), zaś jej przyjaciel to Ken. Przesłanie, które do Momo kieruje szary pan, brzmi zaś tak: musimy planować i oszczędzać czas, by móc go przeznaczyć na zabawę i konsumowanie, bowiem wtedy stajemy się szczęśliwi.

Jak zatem widać, upływ czasu „Momo” nie zaszkodził, zaś zawarte w niej przesłanie jest co najmniej równie czytelne jak wówczas, gdy książka powstawała. Zaś dylemat: „mieć czy być” – przedstawiony w opowieści niemieckiego klasyka literatury młodzieżowej – to w rzeczy samej temat na niekończącą się historię.
 

Momo
Michael Ende
Tytuł oryginału niemieckiego: Momo
Przekład: Teresa Jętkiewicz
Ilość stron: 224
 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj