Słuch wykształciucha
Wydana z okazji 15 edycji Paszportów „Polityki” płyta „Najlepsi polscy wykonawcy – rock, pop, jazz, hip hop” jest arcyciekawą kroniką polskiej muzyki ostatnich kilkunastu lat.

Pierwszą laureatką została Kasia Nosowska, 22-letnia wokalistka szczecińskiego zespołu Hey, który wiosną 1993 r. wydał swój debiutancki album „Fire”. Od razu było jasne, że głos Kasi jest najmocniejszym ogniwem tego rockowego bandu, a jej teksty lokują się wysoko, tam, gdzie piosenka sięga poezji. Nagroda dla piosenkarki rockowej była znakiem czasu. Trwał jeszcze festiwal w Jarocinie, a obok debiutantów takich jak Hey nieźle radziły sobie starsze kapele – Kult, T.Love, Piersi czy Voo Voo. Choć w tym samym czasie koncertowały dinozaury PRL estrady i zaczynała się ekspansja disco polo, nikt nie miał wątpliwości, że królem popkultury wciąż pozostaje muzyka rockowa. W takich warunkach Kasia Nosowska musiała stać się pierwszoplanową postacią sceny zarówno dla nastoletnich dziewcząt, jak i całkiem dorosłych fanów wychowanych na dawniejszej rockowej alternatywie.

Zanosiło się jednak na zmiany. Już wkrótce polski rynek fonograficzny opanowały filie wielkich międzynarodowych wytwórni płytowych, dla których podstawowym kryterium polityki wydawniczej był oczywiście spodziewany dochód. W 1994 r. odbyła się ostatnia edycja festiwalu jarocińskiego, zaś w konkursie Eurowizji pamiętne drugie miejsce wyśpiewała Edyta Górniak. Do głosu dochodził zatem pop wzorowany na zaoceanicznych gwiazdach w rodzaju Mariah Carey czy Whitney Houston. „Polityka” postawiła jednak na inną Edytę – Bartosiewicz. Nie było w tym wielkiej niespodzianki. Piosenka „Sen” Edyty Bartosiewicz przez osiem tygodni nie schodziła ze szczytu listy przebojów Marka Niedźwieckiego w radiowej Trójce, zaś płyta „Sen” w zgodnej opinii krytyków stała się rewelacją 1994 r. Paszport dla Edyty Bartosiewicz był w pierwszym rzędzie dowodem uznania dla jej wybitnego talentu wokalnego, ale jednocześnie stanowił swego rodzaju kontynuację poprzedniego werdyktu – piosenkarka, podobnie jak młodsza od niej Kasia Nosowska, zaczęła uchodzić za emblematyczną postać żeńskiego rocka połowy lat 90.

W połowie dekady coraz głośniej mówiło się o kryzysie, a nawet śmierci rocka, zwłaszcza tego niepoddającego się komercjalizacji. Rekordy sprzedaży płyt osiągali przede wszystkim wykonawcy popowi, jak wspomniana Edyta Górniak, Piasek albo zespół Varius Manx. „Polityka” przyznając Paszport za rok 1995 Wojciechowi Waglewskiemu poszła wyraźnie pod prąd tej tendencji. Waglewski, znakomity gitarzysta i kompozytor, słusznie uchodził za artystę poszukującego, dalekiego od aury sezonowych mód i ceniącego sobie niezależność. Zamieszczona na płycie „Polityki” piosenka „Papierosy i gin” pochodząca z wydanego w 1993 r. albumu Voo Voo „Łobi Jabi” dobrze ilustruje ten status Waglewskiego, bo nie ma zgoła nic wspólnego z dominującymi wówczas w Polsce popowymi trendami.

Podobnie było z kolejnym laureatem Paszportów Grzegorzem Ciechowskim.

W 1996 r. wydał on płytę „Oj DADAna”, na której zmiksował ludowe pieśni w oryginalnych wykonaniach z muzyką elektroniczną. Posypały się zarzuty o nazbyt dowolne wykorzystywanie folkloru w... celach komercyjnych. W wywiadzie dla „Polityki” Ciechowski mówił, że największe pretensje mieli strażnicy świątyni, czyli konserwatywni obrońcy tradycyjnej muzyki ludowej, ale tak naprawdę problem z tą płytą miała większość recenzentów.

Na naszej paszportowej płycie mamy jednak dużo wcześniejszy utwór z albumu „Obywatel G.C.”, piosenkę „Tak długo czekam”. W gruncie rzeczy muzyczna wrażliwość nieżyjącego już artysty pozostaje ta sama, bez względu na to, do której z jego piosenek byśmy wrócili.

W 1997 r. polski rynek muzyki popularnej jeszcze wyraźniej niż w poprzednich latach podzielił się na różne, przeważnie nieprzystające do siebie, segmenty. Z jednej strony tryumfowała Budka Suflera, której album „Nic nie boli tak jak życie” rozszedł się w ponadmilionowym nakładzie, z drugiej rozpoczynał swoją ekspansję polski hip hop. W radiu najczęściej można było usłyszeć „Takie tango” Budki i „Orła cień” Varius Manx, ale międzynarodową sławę zdobywał zupełnie nieobecny w mediach deathmetalowy zespół Vader. W marcu owego roku swoją czwartą płytę „Zebra” wydała Kayah i kapituła Paszportów ją właśnie postanowiła nagrodzić.

Wybór piosenkarki zakochanej w amerykańskim czarnym soulu i funku był swego rodzaju kompromisem między niszą a masówką.

Tymczasem powoli, lecz nieuchronnie zbliżał się kryzys fonografii. W 1998 r. okazało się, że imponujące rekordy sprzedaży płyt z lat 1995–97 nie mają szansy się powtórzyć. Wydawcy obwiniali za taki stan rzeczy piratów, wysyp darmowych koncertów oraz to, że młodzież zamiast płyt kupuje telefony komórkowe. Dziś, gdy mija od tamtego czasu 10 lat, widać wyraźnie, że zadziałało także sprzężenie zwrotne między ofertą dużych wytwórni płytowych, czyli tak zwanych majors, a repertuarem najpopularniejszych rozgłośni radiowych.

Nadprodukcja sezonowych przebojów wywołała bowiem wrażenie przesytu tak zwaną muzyką środka, która zresztą i tak musiała przegrać w licytacji na muzyczny populizm z Ich Trojgiem czy Łzami. Niczym memento zabrzmiał tytuł wydanej wtedy płyty Kultu z Kazikiem Staszewskim „Ostateczny krach systemu korporacji”. I to Kazik właśnie został laureatem Paszportu ’98. Ten wiecznie niepokorny artysta ze swoimi radykalnie krytycznymi tekstami świetnie wpisywał się w inteligencki gust czytelników „Polityki” i jej redakcji. Podobnie jak Waglewski czy Ciechowski stanowił wyrazisty kontrapunkt dla przelotnych mód i masowych trendów.

Nie znaczy to wcale, że kapituła Paszportów i nominujący krytycy pozostawali głusi na nowości. Kiedy w 1999 r. śląski zespół Myslovitz wydał swój czwarty, a zarazem najbardziej przebojowy album „Miłość w czasach popkultury”, nikt nie miał wątpliwości, że chłopcom z Mysłowic nagroda się należy. Z tego zresztą albumu pochodzi zamieszczony na płycie „Polityki” hit „Chłopcy”, który dobrze pokazuje, że Myslovitz był w 1999 r. polską forpocztą renesansu ambitnego gitarowego rocka, notabene w pełni docenianego nad Wisłą dopiero od niedawna.

Od końca ubiegłej dekady większe zainteresowanie budziły rozmaite stylistyczne fuzje, wpływy jazzu, elektroniki i ogólnie – nowych brzmień. Pod tym względem przełomem był Paszport dla Ryszarda Tymona Tymańskiego przyznany za osiągnięcia w 2000 r. Muzyczne propozycje Tymona niemal zawsze przekraczały granice gatunkowe i nader często ocierały się o artystyczną prowokację. Ten współtwórca yassu (mutacji awangardowego jazzu stanowiącego przeciwwagę dla muzyki jazzowych weteranów) zasłynął przede wszystkim postmodernistyczno-pastiszową płytą „P.O.L.O.W.I.R.U.S” wydaną w 1998 r., ale Paszport dostał za jazzowy album nagrany wspólnie z amerykańskim trębaczem Lesterem Bowie „Talking About Life And Death”. Teraz gra przeważnie z zespołem Transistors i w tej konfiguracji występuje na płycie „Polityki”.

Po rockowym antrakcie w postaci Paszportu dla Agnieszki Chylińskiej (Paszport 2001 r.) przyszła kolej na pop-etno-jazz Anny Marii Jopek (Paszport za 2002 r.).

Był to dowód uznania nie tylko dla talentu wokalnego świetnie wykształconej artystki, ale też dla rzadko spotykanej na polskiej estradzie kultury muzycznej. Ktoś powiedział kiedyś, że Anna Maria śpiewa pop dla inteligencji i coś w tym jest, choć trzeba przyznać, że jej ostatnie płyty akurat z popem mają coraz mniej wspólnego.

Podobnie powiedzieć można o Andrzeju Smoliku (Paszport 2003). Owszem, występuje jako klawiszowiec z poprockowymi Wilkami, produkuje popowe płyty (był akuszerem muzycznego zmartwychwstania Krzysztofa Krawczyka), ale w swoich solowych projektach, za które „Polityka” przyznała mu nagrodę, jest przede wszystkim reprezentantem nowej muzyki elektronicznej. Paszport dla Smolika był zdecydowanie bardziej uhonorowaniem interesującej niszy niż mainstreamu, podobnie zresztą jak Paszport za 2005 r. dla wrocławskiego duetu Skalpel, który specjalizował się w komputerowych kompilacjach polskiego jazzu.

Z jazzem w czystej postaci, w dodatku z jazzem bardzo wysokich lotów, mamy do czynienia w przypadku pianisty Leszka Możdżera (Paszport 2004). Dziś jest to muzyk światowej klasy. Jazzowy wirtuoz i showman w jednym. Jak mało kto odświeżył polski jazz i przysporzył mu nowych, młodszych fanów.

Płytę „Polityki” zamyka utwór „Imitacje” duetu Fisz i Emade, czyli Bartek i Piotr Waglewscy, synowie Wojciecha. Choć ostatnio zdarza się, że synowie grają we wspólnych projektach z ojcem, w osobnych dokonaniach różnica pokoleniowa czytelnie przekłada się na różnicę stylistyczną. Braterski duet wykonuje mianowicie coś, co najczęściej bywa przez recenzentów określane jako „inteligentny hip hop”, podczas gdy ojciec pozostaje wierny gitarze, czego ostatnim dowodem jest jego wspólna płyta z Maciejem Maleńczukiem „Koledzy”.

15 lat w historii współczesnej muzyki popularnej to szmat czasu. Warto wszak zauważyć, że ta historia oglądana przez pryzmat Paszportów jest nieco inna, niż ta wyznaczana przez kryterium masowego zasięgu muzyki. Otóż historia paszportowa kieruje się raczej słuchem inteligenta, „wykształciucha”, nawykłego do większej niż przeciętna aktywności w życiu kulturalnym. „Polityka” poprzez Paszporty zbudowała zatem swój własny kanon muzyki popularnej. Są w nim obecni twórcy i wykonawcy znanych powszechnie przebojów, ale i artyści, których dorobek wykracza poza granice prosto pojmowanej rozrywki.
 
 
16 STYCZNIA NOWA PŁYTA:

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj