Łańcuch Argosa
W kolejnej książce z naszej kolekcji przenosimy się w czasy starożytne, by wraz z Diossosem – tytułowym bohaterem powieści Witolda Makowieckiego – poznawać świat starożytnych Greków. Warto!

Rodzina Diossosa żyje w nędzy. Ojciec chłopca zginął w pożarze, ojczym – szuler i pijak – jest łapaczem niewolników, a więc wykonuje jeden z najbardziej podłych i pogardzanych wśród Koryntian zawodów. Bywa, że i Diossos przyniesie do domu kilka marnych oboli, gdy załapie się do czyszczenia statków, ale zdarza się to od święta. Ale chłopak wyróżnia się spośród rówieśników, gdyż pięknie gra na flecie (ta umiejętność ocali mu zresztą życie) oraz jest jedynym, któremu udało się poskromić Argosa – olbrzymiego psa, należącego do wyjątkowo wrednej postaci, pozbawionego wszelkich skrupułów młynarza Terpnosa.

Pewnego dnia do Koryntu przybywają zawodnicy startujący w igrzyskach istmijskich (jednych z większych w tradycji helleńskiej), a w domu Diossosa zatrzymuje się Polinik – młody biegacz z Miletu. Nasz główny bohater obserwuje dramatyczny wyścig, zakończony zwycięstwem Polinika, który jednak popada w tarapaty, wdając się w konflikt z wpływową koryncką rodziną, i musi ratować się ucieczką. Rejterada ta tym bardziej jest mu nie na rękę, że zapałał uczuciem (z wzajemnością) do siostry Diossosa – pięknej Euklei.

Kłopoty nie są zresztą specjalnością tylko Polinika. Oto bowiem podstępny Terpnos doprowadza do uwięzienia rodziny Diossosa. Nieszczęśnikom grozi, że staną się niewolnikami, jeśli ktoś nie spłaci długów zaciągniętych przez ojczyma. Chłopcu udaje się uciec i – przy wydatnej pomocy psa Argosa – przywołać na ratunek Polinika, co potęguje tylko wściekłość bogatych Koryntian.

Jakkolwiek na pierwszym planie „Diossosa” czytelnik ma do czynienia z igrzyskami, biesiadami, brawurowymi ucieczkami i krwawymi pojedynkami, a więc tym sztafażem, który wydaje się oczywisty w przypadku literatury przygodowej, odwołującej się do historii starożytnej, to jednak książka Witolda Makowieckiego traktuje o czymś więcej. Ten z wykształcenia agronom pisał „Diossosa” w trakcie II wojny światowej i kontekst czasów jest w tej powieści obecny (podobnie jak i w drugiej greckiej książce napisanej przezeń dla młodzieży – „Przygodach Meliklesa Greka”).

Zasadniczym więc tematem, powracającym w kilku odsłonach, jest kwestia wolności i niewolnictwa. Podczas jednej z dysput słyszymy taką wypowiedź: „Dziwne to być musi – mieć niewolników w domu, i wiecie, że nie chciałbym ich mieć nigdy. Nie chciałbym widzieć wciąż ich twarzy, ich oczu patrzących z zawiścią na nas, ludzi wolnych. Pomyśl, Kaliasie, i ja byłem niewolnikiem trzy lata, nim mnie wykupiłeś”. Istotną rolę odgrywa przy tym kwestia – jak byśmy to dziś powiedzieli – rasowa: niewolnikami są na ogół ci, którzy są gorzej urodzeni. Nie przypadkiem Diossos jest z pochodzenia Karyjczykiem, a więc z natury kimś gorszym od „prawdziwych” Koryntian. Wariacji na temat niewolnictwa i wolności jest zresztą w tej powieści bez liku: dość powiedzieć, że pies Argos ucieka, ciągnąc za sobą łańcuch, od sadystycznego Terpnosa, by pomagać głównemu bohaterowi. W ostatecznym rozrachunku, czytamy, istotą szczęścia (lub górnolotnie mówiąc: człowieczeństwa) jest wolność i możliwość decydowania o swoim losie.

Powieść Makowieckiego reprezentuje także zanikający model powieści edukacyjnej, odwołującej się do czytelnego w dwudziestoleciu międzywojennym modelu wykształcenia opartego na znajomości języków klasycznych, postaci oraz motywów zaczerpniętych z mitologii. Pisarz, tworząc „Diossosa”, nie musiał tłumaczyć, że Argos to imię wiernego psa Odyseusza, tego samego, który umiera z radości, rozpoznając pana po 20 latach rozłąki. O wiele bardziej czytelne niż dziś były sceny takie jak ta, gdy podczas sympozjonu wymieniane są postaci biesiadników: „Toć to Jończycy, pobratymcy twoi z Azji Mniejszej. Ten starszy na wprost to Gorgiasz, brat Talesa, Milezyjczyk, i jak brat jego – mędrzec, filozof i astronom. Oczy ma wyblakłe od patrzenia w gwiazdy. Dziwak, ale wielki człowiek, spadkobierca całej wiedzy Talesa, a o Talesie mówił Solon, że mądrzejszego odeń nie znalazł. I to mówił Solon, uważasz chłopcze. A ten, co z nimi rozmawia, to Hipponaks z Efezu, poeta, pieśniarz i kpiarz”.

Można powiedzieć, że ten nurt „klasycyzujący” w powieści młodzieżowej – uosabiany choćby przez „Przygody Odyseusza” Jana Parandowskiego czy „Uczniów Spartakusa” Haliny Rudnickiej – dziś jest w odwrocie i tym bardziej warto go przypomnieć w naszej kolekcji książek. Jednak o „Diossosie” warto pamiętać także i dlatego, że zawiera przesłanie sformułowane w duchu zupełnie współczesnej literatury dla młodzieży. Przebywający na statku i niespodziewający się grożącego niebezpieczeństwa chłopiec wdaje się w dyskusję z jednym z wioślarzy i wyjaśnia mu, na czym polega moc nadziei: „– Ja nie mogę się nigdzie zatrzymywać. Muszę się spieszyć. – Albo ci tu źle będzie z nami? – zaśmiał się wioślarz. – Tam matka na mnie czeka, dom, wszyscy. – Przecież ty nie masz domu. – Nie mam, ale muszę go mieć. – Po co? – Jak to? – Diossos zdumiał się. – Przecież każdy musi mieć swój dom, swoją matkę, swoich. – Po co ci to? – Żeby ktoś na mnie czekał. Na każdego przecież ktoś czeka”.

Te sceny, gdy bezpretensjonalna prostota bierze górę nad mrocznym nierzadko heroizmem, czyta się dziś – niemal po 60 latach od wydania książki – najlepiej.
 

Witold Makowiecki, Diossos, Polityka SP/ Fundacja ABCXXI, Warszawa 2008, s. 216, VII tom kolekcji „Cała Polska czyta dzieciom”.
 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj