Upiory Południa
W powieści 'Zabić drozda' dzieciństwo splata się z dramatem sądowym. W dodatku to książka, która - ze względu na zawarte w niej motywy autobiograficzne autorki - obrosła literacką legendą.

Maycomb jest smutną mieściną na południu Stanów Zjednoczonych. Życie tu toczy się leniwie, wyznaczane rytmem nabożeństw i zbiorów bawełny. Słowem: można by zanudzić się na śmierć, gdyby nie legenda przyprawiająca dzieci (a i niektórych dorosłych) o dreszcz emocji. Oto bowiem w jednym z domostw mieszka Boo Radley. Ostatni raz mężczyznę widziano przed laty, gdy jeszcze jako nastolatek dopuścił się przestępstwa. Koledzy Boo (który w rzeczywistości ma na imię Arthur), którzy razem z nim zostali osądzeni, wyszli na ludzi, tymczasem on sam został zamknięty przez ojca – surowego baptystę – w domu i odgrodzony od świata.

Główna bohaterka powieści Jean Louise Finch, zwana Skautem, jej brat Jem oraz ich przyjaciel Dill postanawiają odkryć tajemnicę Radleya. Zwłaszcza że z upływem lat Boo, oglądający świat zza okien przesłoniętych moskitierą, jawi się mieszkańcom miasteczka jako sprawca rozmaitych nieszczęść. „Pewnego razu seria ponurych nocnych wydarzeń rzuciła na miasto cień strachu: ktoś okaleczał kurczaki i zwierzęta domowe mieszkańców Maycomb. I choć sprawcą był Szalony Addie, który potem utopił się w Wirze Barkera, ludzie wciąż spoglądali podejrzliwie na dom Radleyów (...)”. Niespodziewanie jednak legenda, podsycająca młodzieńczą wyobraźnię, musi zmierzyć się z realiami życia, gdy ojciec Finchów, znany miejscowy adwokat, podejmuje się obrony Murzyna oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. I wówczas na ulicę wypełzają prawdziwe upiory. Choćby szkolna nauczycielka, która podczas lekcji pisze na tablicy „Ameryka – demokracja, Hilter – dyktatura” (akcja powieści rozgrywa się w latach 30.), by następnie, jak gdyby nic, dawać upust rasistowskim uprzedzeniom. Oba wątki – Boo Radleya oraz oskarżonego Toma Robinsona – skrzyżują się, rzecz jasna, w ostatnich sekwencjach powieści.

W jednej ze scen główna bohaterka przypomina sobie, że jej ojciec jeden jedyny raz nazwał coś grzechem. Było to wtedy, gdy powiedział jej bratu, że grzechem jest zabić drozda. Jean Louise nie bardzo to rozumie, pyta więc o sens tych słów niejaką pannę Maudie. „– Wasz ojciec ma rację – odrzekła. – Drozdy nie robią nam nic złego, tworzą jedynie muzykę, która cieszy nasze uszy. Nie wyjadają nam plonów z ogrodu, nie gniazdują w zebranej kukurydzy, nie robią absolutnie nic poza jedną rzeczą: śpiewają nam z głębi serca”. I właśnie ta scena – przywoływana w tytule książki – jest kluczem do odczytywania tej powieści traktującej o nietolerancji i rozmaitych uprzedzeniach, ale z drugiej strony – o sile sprawiedliwości i prawdy, która wychodzi na jaw, gdy rozmaite opinie konfrontują się przed sądem. Opowieść ta nie ma jednak nic wspólnego z tanim moralizatorstwem: gdzieś w tle tej historii płoną pochodnie Ku-Klux-Klanu, a mieszkańcy Maycomb, na co dzień ludzie spokojni, najchętniej zlinczowaliby podejrzanego i byłoby po sprawie. W książce Harper Lee duch zrodzony w wyobraźni (i uosabiany przez Boo) ustępuje prawdziwym upiorom obecnym w życiu społecznym. W ten sposób dokonuje się inicjacja głównych bohaterów w dorosłość.

Na innym planie „Zabić drozda” to powieść rozprawiająca się z mitem amerykańskiego Południa. Mitem – dodajmy – w którego powstaniu mieli udział także wielcy pisarze, by wspomnieć Williama Faulknera czy Erskine’a Caldwella. W tej książce Południe jest krainą ukazaną bez jakichkolwiek złudzeń: „Maycomb było stare, ale gdy ja je poznawałam – było już nie tylko stare, ale i zmęczone. W deszczowe dni ulice zmieniały się w rdzawe strugi błota, chodniki porastały trawą, a budynek sądu przy głównym placu zapadał się w sobie. Mam wrażenie, że było wtedy goręcej (...). Sztywne kołnierzyki panów miękły już o dziewiątej rano. Panie, które brały kąpiel przed południem i po popołudniowej drzemce, o zmroku przypominały już rozmiękłe ciastka z lukrem z potu i wonnego talku”. Trudno o bardziej zjadliwą charakterystykę.

Harper Lee jest w zasadzie autorką jednej książki, ale za to jakiej! „Zabić drozda”, opublikowana w 1960 r., rozeszła się w nakładzie ponad 30 mln egzemplarzy, a w plebiscycie zorganizowanym w 1993 r. przez prestiżowy magazyn „Library Journal” zdobyła miano „Powieści Stulecia”. Dodajmy także, że postać Dilla, przyjaciela Finchów, wzorowana jest na osobie Trumana Capote’a, który rzeczywiście był przyjacielem i sąsiadem pisarki. Capote odwzorował z kolei Harper Lee w swojej pierwszej powieści „Inne głosy, inne ściany”. I to jest właśnie przyczynek do literackiej legendy towarzyszącej „Zabić drozda” – powieści, która i bez tych powiązań między wielkimi amerykańskimi twórcami broniłaby się dziś świetnie.
 

Harper Lee, Zabić drozda, Polityka SP/ Fundacja ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom, Warszawa 2008, s. 368, XX tom kolekcji „Cała Polska czyta dzieciom”
 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj