Real Foto: reportaż z Polski
Mikołaj Długosz to artysta, który zarówno sam fotografuje, jak i przygotowuje kolekcje znalezionych fotografii - poprzez autorskie zestawienie nadaje im nowy sens. W ten sposób powstały dwa, uwieńczone wystawami i albumami, projekty: „Ładna Pogoda" - projekt składający się z peerelowskich widokówek z lat 70. i 80. i ostatnio „Real Foto" - projekt zawierający wyszukane na Allegro zdjęcia.

"Real Foto" to pełen humoru i ciekawych spostrzeżeń reportaż z Polski czasów kapitalizmu oraz głos w dyskusji na temat kondycji współczesnej fotografii artystycznej. Mikołaj Długosz prowadził z Bogną Świątkowską pierwsze numery „Notesu na 6 tygodni", ilustrował płyty Pati Yang. Zajmuje się także fotografią komercyjną. www.mikolajdlugosz.com
 
 

Jesteś trochę podglądaczem. Poprzez znalezione na Allegro, a następnie ułożone w kolekcję i zaprezentowane na wystawie oraz w albumie zdjęcia, zajrzałeś do domów współczesnych Polaków. Na tych fotografiach, oprócz sprzedawanego produktu, jest jeszcze intrygujące tło - domy sprzedawców, ich podwórka, garaże, a także zadziwiające zestawienie kolorów i kompozycja, często nietypowe pomysły na prezentację artykułu, np. łańcuszek wyeksponowany na odsłoniętym damskim dekolcie, czy mieszczańskie meble w ogrodzie, obok tuj, świerków, dmuchanego basenu.
 

Podglądanie to tylko jeden z etapów pracy. Rzeczywiście, przyjemny. Zaglądanie do tylu miejsc, do których nie ma się na co dzień dostępu, daje wrażenie podróży. Ale potem te obrazki stają się narzędziami, służącymi pokazaniu własnej kompozycji.

Jesteś też trochę takim antropologiem kultury sprzed kilkudziesięciu lat. Ale zamiast ubierać sukienkę z trawy i wtapiać się w życie „dzikich", badasz status ekonomiczny, obyczaje, gust, ambicje, wyobrażenia o pięknie, luksusie i elegancji obecnych, żyjących w kapitalizmie Polaków. Jak Polacy wykorzystują wolność i zalążki dobrobytu?

Według mnie - fajnie. Mamy swój niepowtarzalny i rozpoznawalny styl. Jest dużo ciekawszy niż ten w bogatych krajach. Dobrze jest zdać sobie z tego sprawę i chłonąć, zanim się to nie zmieni. A zmieni się niestety szybko. Za dziesięć lat będziemy oglądać te zdjęcia tak, jak teraz pocztówki z PRL. I zapewniam cię, że będą wywoływały taką samą melancholię.

Artysta jest badaczem?

Używam tych samych środków, co socjologowie, antropologowie kultury na uczelniach i w agencjach badania rynku. „Real Foto" można wykorzystywać do ich celów. Wykładowcy pokazują je studentom jako przykład antropologii wizualnej. Ale to nie jest obiektywny projekt naukowy, to moja opowieść i moja ekspresja.

Jak autorzy chcieli się zaprezentować za pomocą tych zdjęć, czym pochwalić?

Przede wszystkim chcieli pokazać przedmioty, a przy okazji musieli siebie. W tym „przy okazji" widać sporo ciekawych rzeczy, dotyczących naszego mniemania o sobie, naszych wartości i pojęcia o wizerunku. A przedmiotami rzeczywiście trzeba się chwalić, pamiętaj, że to jest domowy marketing. A marketing, który nie wychwala, kiepsko sprzedaje. Bardzo ważny w naszej kulturze jest samochód i uroda. Najfajniejsi są pasjonaci, zbieracze, modelarze, kulturyści. Ci ludzie chwalą się naprawdę wyjątkowymi rzeczami. Niezwykle wytrwale budowanym ciałem, super samolotami, czy niezwykłymi okazami zbiorów. Inaczej wygląda chwalenie się przedmiotami, które można sobie po prostu kupić. Tych przedmiotów starałem się unikać, chyba że zdjęcia miały inne walory.

Polska na tych zdjęciach jest prowincjonalna. Jest taka, czy ty ją taką zrobiłeś?

Polska jest prowincjonalna, i to jest - wbrew pozorom - atut. Najbardziej prowincjonalne są nie te rzeczy, które najpierw przychodzą tu na myśl, tylko te, które dobrze udają centrum świata. Cześć współczesnej architektury warszawskiej to nędzne podróbki zagranicznych modeli. Kolorowe magazyny mające ambicję wyglądać tak, jak włoskie albo angielskie pierwowzory, ale niestety nigdy lepiej. Nie za bogata polska „prowincja" ma przynajmniej niepowtarzalny charakter i trzeba to doceniać. Jeśli będziemy to lubić, będzie nam dużo lepiej, niż wtedy, kiedy przyjmiemy punkt widzenia, w którym nigdy nie staniemy się dobrzy. I co gorsza, będziemy pielęgnować kompleksy.

Te zdjęcia są szalenie zabawne. Ale nie jesteś złośliwy, wyzwalany przez ciebie śmiech jest prosty i szczery, typowy dla mimowolnego żartu. Trochę się jednak nabijasz z autorów zdjęć. Co z nimi? Pewnie musiałeś do nich dotrzeć, żeby dostać zgodę na wykorzystanie fotografii. Jak reagowali? Byli dumni, że ich prace zawisną na wystawie i będą opublikowane w książce? Ktoś się obraził?

Z niczego się nie nabijam. „Real Foto" jest przewrotne, bo podpuszcza odbiorcę. Niektórzy nie potrafią inaczej zareagować, niż tylko nabijaniem się, ale inni przejawiają dużo ciekawsze, głębsze reakcje. Zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby dotrzeć do każdego autora. Nie udało mi się oczywiście znaleźć wszystkich. Większość była zdziwiona. Ale Allegro jest miejscem skupiającym wyluzowaną i nowoczesną społeczność, dlatego większość zareagowała pozytywnie. Pewnie, że niektóre osoby nie zrozumiały moich intencji i poczuły się obrażone, gdy potem przeczytały opinie jakichś buraków w Internecie. Ale zdają sobie sprawę, że traktuję ich z szacunkiem. Nie śmiałbym prosić ludzi o zdjęcia, chcąc sobie potem robić z nich jaja.
 
Wydaje mi się, że zaskakująca i absurdalna pomysłowość tych zdjęć jest niekiedy świadoma i mocno autoironiczna, np. na fotografii reklamującej leżącą na stole kamerę, toczy się impreza, na pierwszym planie ktoś wnosi toast. W twojej kolekcji są zdjęcia zarówno świadomych, jak i nieświadomych autorów prezentujących - mówiąc słowami Łukasza Gorczycy - „surrealistyczne fetysze współczesnej kultury konsumpcyjnej".

Ciekawe, co ukrywa się za skrótem myślowym „świadomy autor zdjęcia"? Pani z torbą na głowie? Nie miała po prostu programu graficznego, żeby zamazać swoją twarz. Musiała pokazać futro, ale nie miała ochoty na eksponowanie wizerunku przed setkami ludzi. Dlatego jest raczej właśnie świadomym autorem. Ja też nie do końca jestem świadomy wszystkich znaczeń, które niosą moje zdjęcia. Nie byłem nawet świadomy, że kiedyś użyję fotografii ilustrujących moje własne aukcje w książce. Dopiero potem, w rozmowach coś nowego wychodzi. Nikt też na co dzień nie jest świadomy własnych przyjemności wynikających z posiadania. I nie definiuje ich jako fetyszy. Do tego ten pejoratywny wydźwięk „fetysze współczesnej kultury konsumpcyjnej". A co mamy robić z ciężko zarobionymi pieniędzmi? Jest tak mało ekscytujących rzeczy we współczesnym życiu. Problem pojawia się, gdy nie ma się w nim nic oprócz tego, co się kupi, ale to już inna sprawa. Ja lubię samochody, regularnie ćwiczę na siłowni. Chciałbym dobrze wyglądać i mieć fajny samochód. Jak każdy. Nie wiem, dlaczego ludzie się do tego nie przyznają. Naprzeciwko są inteligenckie fetysze, albo raczej tabu. Dosłownie nie wolno pakować, nie wolno rozmawiać o samochodach. Bo to oznacza, że jest się kimś głupim.

  
 
Jednak pokazujesz Polskę przez prowincjonalny pryzmat, Polskę nieudolnie próbującą doskoczyć do świata z żurnala. To jednostronny obraz. Zagranicą Real Foto może zostać odebrane jako wizytówka kraju obciachu.

A za granica nie ma takich obrazków? Na ebay.com/de/uk pojawiają się tylko zdjęcia z żurnala? Tamta rzeczywistość jest żurnalowa? Zapewniam, wielu ludziom z zagranicy zaimponuje fakt, że taki album wchodzi w Polsce do popularnego obiegu. To jeden z wielu kroków, które trzeba wykonać, żebyśmy nie byli zmuszeni z zazdrością zaglądać do zagranicznych księgarni, gdzie można znaleźć dużo więcej niezwykłych pozycji.

Najdziwniejsza, znaleziona przez ciebie rzecz na Allegro?

Możesz sobie wyobrazić cokolwiek absurdalnego, potem poszukać tego na Allegro i pewnie to znajdziesz. Jeżeli myślisz np. że skóroplastyka jest dziwna, na pewno ją tam dostaniesz.

Zainspirowały cię pokrewne przedsięwzięcia ze zbieraniem i zestawianiem zdjęć z Internetu albo blog aaaby-sprzedac.blogspot.com?

Co ty? Pierwszy raz pokazywałem zdjęcia z aukcji cztery lata temu na małej wystawie dla znajomych w galerii Zoo. Wtedy chyba jeszcze w ogóle nie było takich blogów, w ogóle mało było blogów. Od zawsze zbierałem rzeczy z sieci i ze śmietników - dosłownie. Żałuję, że policja tak bardzo cenzuruje zdjęcia kryminalne, które zbieram, bo to też byłaby fajna kolekcja. Próbowałem z nimi o tym rozmawiać i - mimo, że to mili ludzie - rządzi biurokracja. Potem zaprzyjaźniłem się przez Internet z prowadzącą Aaaby Porfirią. Ale mamy inne podejście. Ja wybieram różne rzeczy, o wielu znaczeniach, ważne dla mnie, nastrojowe, itd. Ona szuka tych zabawnych. Trzeba pamiętać, że istnieje spora grupa szperaczy. To taki sam sport, jak nudne pocztówki, łomografia, czy inne rodzaje kolekcjonerstwa. Wielu ludzi podsyła zdjęcia do Aaaby. Często znajdują zdjęcia, które wcześniej miałem, i odwrotnie, pożyczyłem kilka obrazków stamtąd. Natomiast nie lubię blogów, gdzie ludzie naśmiewają się na przykład z brzydoty, złych gustów, zdjęć uczestników fotka.pl. To jest niesmaczne, słabe, po prostu głupie. Sadystyczne wręcz.

Dużo rzeczy kupiłeś przy okazji zbierania zdjęć?

Tak, zbierałem zdjęcia przy okazji kupowania. Ale gdy się zaczęła praca nad wystawą, nie miałem zupełnie czasu na przyjemności. Często kupuję, mam na swoim koncie około trzystu komentarzy.

O wyborze tych najbardziej wymownych, symptomatycznych zdjęć decydowało twoje spojrzenie, interpretacja, czy bardziej jakieś obiektywne wyznaczniki, na przykład częstotliwość pojawiania się pewnego motywu?

Odwrotnie, rezygnowałem z wielu obrazów, ponieważ pojawiają się za często. Z pasją przeglądam tuningowane samochody, samoloty i zabawki dla dorosłych facetów. Tego mam najwięcej. Ale pokazałem tylko kilka okazów. Często to, co mnie kręci musiało odpaść, żeby każdy mógł znaleźć w tej kompilacji coś dla siebie. Przecież nie robiłem jej tylko dla własnej przyjemności. Zadbałem o to, żeby pojawiły się ikony - radio Kasprzak, przedstawienia papieża, pachnidełko samochodowe, tipsy.

Głównym walorem tych zdjęć jest ich dokumentalny charakter, są prawdziwe, nie stylizowane, blisko życia. Te przedmioty faktycznie można było kupić, sfotografowane scenki odbyły się naprawdę. Profesjonalna fotografia zatraciła te cechy? Jest szablonowa, przeestetyzowana, nie szuka już prawdy o świecie?

To temat rzeka. Fotografia profesjonalna nie potrafi uzyskać tak mocnego efektu, jak „Real Foto", bo jest udawana. Oglądając zdjęcia choćby najlepszych fotografów ma się świadomość, że posługują się trikami i że chcą zmanipulować odbiorcę. To wszystko już było. Kod fotografii reportażowej, modowej, portretowej, reklamowej, jakiej bądź jest zamknięty. Nowe nazwiska robią jedynie małe kroczki do przodu. Tak będzie do momentu, w którym zacznie się nowy etap.

Artystyczną wartość tym zdjęciom nadaje ich zestawienie, twoje metaspojrzenie. Korzystasz ze znalezionych materiałów, wertujesz internetowe archiwum, rekonfigurujesz zastaną rzeczywistość, stwarzasz nowe konteksty i nowe sensy, porządkujesz chaos. Nie żal ci bycia twórcą od a do z, kreatorem dzieła, stanów bardziej bezpośrednich? Zdjęć jest tak dużo i są tak dobre, że już i tak nic nowego się nie wymyśli, poza nowymi wobec nich strategiami, nowymi spojrzeniami?
 

Absolutnie mi nie żal. To że nie jestem akurat w tym miejscu fotografem, tylko pokazuję jego intencje, daje mi dużo więcej możliwości, niż gdybym sam fotografował. Fotograf jest ograniczony sytuacją, osobowością. A tak, stoisz za plecami autora, pokazujesz zarówno jego, jak i jego intencje. Wychodzisz także ponad odbiorcę. Robię również zdjęcia zarobkowo, ale to taka sama praca jak, powiedzmy - produkcja ozdobnych ogrodzeń. Musisz wiedzieć, czego oczekuje wydawca, czy zleceniodawca i wykonać ilustracje. Za to robienie portretów do wywiadów jest świetne, bo fotografowane osoby są super. Mogę obcować z wyjątkowymi ludźmi. Ale technicznie, ilustracje do gazet to tylko posługiwanie się kliszami kultury wizualnej.

Twój wcześniejszy projekt „Pogoda ładna aż żal wyjeżdżać" składał się z peerelowskich pocztówek ukazujących wyreżyserowany, promienny, szczęśliwy świat. Teraz zwróciłeś uwagę na zdjęcie magnetofonu Kasprzak, nieodłącznego atrybutu dzieciństwa roczników 70. Jesteś sentymentalny. Często ta cecha uznawana jest za wstydliwą i uwsteczniającą. Jak to odbierasz? Czujesz imperatyw postępu, czy jest to dla ciebie ślepa uliczka, jakaś przemoc?

To typ wrażliwości. Nie widzę w tym żadnego uwsteczniania. Nie namawiam nikogo do słuchania radia na Kasprzaku, tylko wywołuję błysk: „O! taki sam miałem!" Lubię postęp i jednocześnie doceniam pamięć, ponieważ pozwala nam utrzymać dystans do współczesności. W przypadku pocztówek nie namawiałem, żebyśmy zrobili jak w książce Sieprawskiego „Miasteczko z ludzką twarzą", tylko proponowałem, by spojrzeć na aktualną rzeczywistość przez pryzmat jej wyłonienia się z PRL.

Podobno przez jakiś czas w Internecie była taka moda: ludzie celowo fotografowali przedmioty, które chcą sprzedać będąc na golasa, w ten sposób, że chwytali swoje w nich odbicie.

Reflect porn. Dla niektórych robienie tych zdjęć to fetysz, dla innych fajny żart. Gracjan Roztocki robi coś pokrewnego. Lubi się filmować i fotografować na golasa, na przykład na wakacjach podczas opalania. Wiesza to na swojej stronie. Ma świetny styl. Parę miesięcy temu internauci zaczęli sobie wysyłać link do jego galerii, w ten sposób zdobył lawinową popularność. Serwer nie wytrzymał i strona się zawiesiła. Teraz ma nową i nadal jest popularny. Ale ilości jadu, jaka została na niego wylana przez buraków w sieci, nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Znowu jak z „Real Foto", każdy czuje się zobowiązany ocenić jego zdjęcia. Kiedy nie wiedzą, co powiedzieć, narzekają i wyśmiewają. A sami są śmieszni z tym swoim eksperckim pojęciem piękna i obciachu.

Zdjęcia z kolekcji Mikołaja Długosza.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj