szukaj
Kochanek z wyłącznikiem
Uczmy się kochać roboty, bo szybko nadchodzą. A kiedy na dobre się zadomowią, seks i miłość, nauka i sztuka już nie będą takie jak dawniej.

Ponieważ żyjemy w czasach rozliczeń, prawdą należy uderzać prosto w baniak – jak powiedział król lemurów w „Madagaskarze”, kinowym przeboju dla najmłodszych sprzed paru lat. Powiedzmy zatem, że wyczekiwany od kilku miesięcy film „WALL•E” to dzieło kiepskiego robota. Historia o zakochanym w zjawiskowej sondzie kosmicznej imieniem Eva małym Wysypiskowym Automacie Likwidująco-Lewarującym, dzięki któremu ludzkość przebywająca od 700 lat na wygnaniu w kosmosie na powrót zasiedla macierzystą planetę, jest mechaniczna jak młynek do kawy i wtórna niczym butelka zwrotna.

Robocik WALL•E (skóra zdarta z Johny’ego 5, bohatera „Krótkiego spięcia” Johna Badhama z 1986 r.) ma coś z chaplinowskiego „Brzdąca”, trochę z „Psa, który jeździł koleją” (a może „Zakochanego kundla” Disneya?), a najwięcej chyba z bohatera filmu „A.I. Sztuczna inteligencja” Stevena Spielberga. Jest jak zagubiony w supermarkecie czterolatek, obok którego zakazuje nam przejść obojętnie narzucony przez naturę imperatyw zaopiekowania się kimś małym i bezbronnym. I jak tu się nie wzruszyć? Mimo wszystko idźmy do kina, poddajmy się tej obrzydliwej manipulacji. I weźmy ze sobą dzieci, które, czy tego chcą, czy nie, muszą pokochać roboty.

Żadnych pytań z gwarancją jakości

Najpierw wślizną się do naszych sypialni. David Levy, szkocki mistrz szachowy i autor wydanej niedawno (głośnej w kręgach technoseksualnych) książki „Love and Sex With Robots”, twierdzi, że „seksualność, bardziej niż cokolwiek innego, będzie poligonem doświadczalnym dla robotów. Stanie się nie tylko najpopularniejszym ich zastosowaniem, ale doprowadzi też do ogromnych przemian społecznych”.
 

Nieśmiałych i niedoświadczonych roboty cierpliwie wprowadzą w arkana cielesnych rozkoszy. Zaawansowanym i wymagającym otworzą drzwi do świata wyszukanych pozycji i konfiguracji, o jakich nie pisze żaden podręcznik Kamasutry.

Robot seksualny równa się satysfakcja bez pytań plus gwarancja jakości. Regina Lynn, autorka bloga „Sex Drive Daily” i książki „The Sexual Revolution 2.0”, przekonuje, że taki robot to także idealny kandydat na męża: czuły i przewidujący, skłonny do nauki i każdej erotycznej przygody.

I jeszcze coś – ma wyłącznik.

David Levy twierdzi, że postęp robotyki i badań w dziedzinie sztucznej inteligencji pozwoli na to już w połowie wieku (oby tylko nie było z nim tak, jak z reaktorem termojądrowym, o którym już od 60 lat mówi się, że ma powstać nie dalej niż za 30 lat). Ale ciało to drobiazg, trudniej zaspokoić umysł. Kiedy z linii produkcyjnych zejdą automaty, które – jak opisywane przez Woody’ego Allena („Skutki uboczne”) ladacznice z Mensy – na życzenie klienta będą się oddawać wyuzdanym dyskusjom o Kancie czy kolapsie eschatonu? O tym Levy nie wspomina. W jaki sposób obecność robotów do towarzystwa wpłynie na stosunki międzyludzkie (Gigolo Joe z „A.I. Sztuczna inteligencja” mawiał: „Jeśli raz miałaś kochanka robota, nigdy już nie zechcesz człowieka”)? Jakoś wpłynie. Prawo, zasady etyki i wszelkie umowy społeczne trzeba będzie napisać od nowa.

To jednak tylko technika i paragrafy, a co z tą miłością? I o czym będą śnić te – parafrazując tytuł opowiadania Philipa K. Dicka, na podstawie którego powstał scenariusz „Łowcy androidów” Ridleya Scotta – elektryczne owce? Jeśli emocje to tylko ewolucyjna pozostałość po gadziej naturze człowieka (jak przekonują niektórzy badacze sztucznej inteligencji) i jeśli jesteśmy jedynie (jak chce Richard Dawkins) robotami ślepo zaprogramowanymi do przekazywania z pokolenia na pokolenie samolubnych genów, to w ogóle nie ma o czym mówić.

Jasność spojrzenia mącą nam złudzenia, od których roboty będą wolne. Nie będzie rozterek, a tylko zdania logiczne. I tym lepiej dla robotów, bo wszystko, co pachnie paradoksem, niesie dla nich śmiertelne wręcz zagrożenie. Ale jeśli będzie inaczej i któregoś dnia jakiś robot obudzi się, by krzyknąć jak Bender Bending Rodríguez z animowanej „Futuramy”: „Miałem koszmarny sen. Wszędzie zera i jedynki... i wydawało mi się, że nagle zobaczyłem dwójkę”? Co, jeśli narodzą się uczucia? To przytrafia się nawet terminatorom.


Robot też człowiek, czyli nawet maszyny mają uczucia

  • R2-D2 i C-3PO

(„Gwiezdne wojny" George'a Lucasa, 1977 r.)
Udany związek, mimo braku kompatybilności. Czy to jest przyjaźń, czy to już kochanie?

  • Rick Deckard i Rachael

(„Łowca androidów" Ridleya Scotta, 1982 r.)
Główny bohater popełnia mezalians z androidem. „Sprawdza Pan, czy jestem robotem, czy lesbijką, panie Deckard?".

  • Maria i masy ludowe

(„Metropolis" Fritza Langa, 1927 r.)
Maria ze stali podrywa robotników do buntu przeciwko klasie rządzącej (czasy były takie, że udałoby się, nawet gdyby miała brodę).

  • David i Teddy

(„A.I. Sztuczna inteligencja"
Stevena Spielberga, 2001 r.)
Mały robot stworzony do kochania i jego elektryczny miś. Maszyny nie zawodzą nigdy - nawet w miłości.

  • Data

(„Star Trek: The Next Generation", 1987-1994)
„Jestem istotą wyższą, ale chętnie bym to poświęcił, żeby stać się człowiekiem". Na przeszkodzie stanął całkowity brak innych - poza chęcią - uczuć.


Skaza na algorytmie

Jak opowiadał zbuntowany android Roy Batty (w życiowej kreacji Rutgera Hauera) z „Łowcy androidów”: „Widziałem rzeczy, o których wam ludziom się nie śniło”. I choć miał na myśli płonące niszczyciele w gwiazdozbiorze Oriona, to utrafił w sedno. Bo tak jak nie ma w ludzkim słowniku słów, którymi moglibyśmy opisać wewnętrzny świat waleni, tak niewyobrażalna jest sfera emocjonalna wielkich elektronowych mózgów przyszłości. Poetka Agnieszka Wolny-Hamkało pisała o „naszych nieszczelnych ciałach nabazgranych/na rewersie czarno-czarnej dziury./W marynarkach na wagę, z nogami opalonymi w skarpetkę”. No właśnie – ciała nieszczelne, nogi w skarpetkę – znajmy swoje miejsce we Wszechświecie...

Czy roboty mogą uprawiać naukę i czy będzie to wciąż nauka, którą znamy i akceptujemy? Czy twierdzenie matematyczne udowodnione przez androida (komputer) należy uznać za naprawdę udowodnione? Jaką muzykę będą komponować roboty? Podobną do zagadkowych, wymykających się ocenom krytyków utworów już dziś komponowanych przez komputery (za pomocą tzw. algorytmów genetycznych)? Czy roboty będą potrafiły improwizować? I co to znaczy improwizować? A literatura? Czy będzie przypominała eksperymentalną twórczość grupy Oulipo, której członkowie (m.in. Italo Calvino, Georges Perec, Raymond Queneau) w latach 60. poddawali literaturę rygorom z matematyki rodem? Czy może bliżej jej będzie do ujmująco absurdalnych haiku generowanych przez software i już dziś dostępnych w Internecie?

Naukowcy donoszą, że do opisania niefiguratywnych kompozycji Pieta Mondriana wystarczy zaledwie parę bajtów kodu i że pozorny chaos płócien Jacksona Pollocka skrywa zaskakująco prostą regułę fraktalną – bułka z masłem dla robota. Ale czy o sztuce wypada mówić w ten sposób? Czy uczyć androidy kulturowego kontekstu, w którym jesteśmy zanurzeni, czy może zdjąć im to chomąto i wypuścić na łąkę nieskrępowanej aktywności? Ale czy wtedy nie okaże się, jak przypuszczał Alan Turing, matematyk brytyjski i pionier nauk komputerowych, że tylko maszyna będzie w stanie docenić sonet napisany przez inną maszynę?

I co z przypadkiem twórczości Manna, Kafki, Lowry’ego, Burroughsa, Kerouaca, Norwida, Bacha czy Chopina, która prawdopodobnie nie powstałaby wcale (albo przybrała mniej frapującą treść i formę), gdyby nie nałogi, psychozy, natręctwa i inne suchoty dręczące ich autorów? Komputer nie wygeneruje godnej uwagi literatury, przekonywał Italo Calvino, bo do tego potrzebny jest element błędu, jakaś skaza na algorytmie. Czyżby więc wyższy stan świadomości miał oznaczać kres sztuki? Na końcu ewolucji zamruga czerwone oczko HAL’a 9000, racjonalnego do szpiku kości komputera pokładowego z „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka? A może wreszcie dowiemy się, czym jest sztuka i jak odróżnić np. dobrą literaturę od złej? Właśnie: czy roboty będą czytały Mniszkównę? Jak widać, nie bez powodu ponad 5 proc. prac naukowych na temat sztucznej inteligencji poświęconych jest literaturze, muzyce i sztuce.

Czy komputer popełni samobójstwo?

Cena za zdobycie szczytów świadomości może się jednak okazać straszliwa. Erich Fromm przewidywał w „Zdrowym społeczeństwie”, że roboty obdarzone ludzką naturą (dodajmy, że zarazem nieludzkimi atrybutami, na przykład nieśmiertelnością) nie będą mogły żyć nie popadając w szaleństwo. Zniszczą świat i same siebie, bo trudno im będzie znieść monotonię i bezcelowość istnienia. Będą jak mechaniczna kaczka z powieści „Mason i Dixon” Thomasa Pynchona, która przypadkowo wyposażona przez swojego twórcę w rozum poprzysięgła pomścić ten dar (i marny los zwykłych kaczek) i jak „ptak w ludobójczym szale z olbrzymią chyżością leciała, wszelkie fortyfikacje znane przebić była w stanie. (...) Przed Dziobem Śmierci ucieczki nie było”.

Trafność słów niemieckiego filozofa potwierdza także los Marvina, bohatera powieściowej trylogii w pięciu tomach „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa: „Było mi okropnie nudno i smutno, więc podłączyłem się do zewnętrznego komputera. Rozmawiałem z nim dłuższą chwilę i przedstawiłem swoją wizję Wszechświata”. I co? „Popełnił samobójstwo”. Lecz gdyby doszło do przewrotu, będzie on szybki i bezbolesny, przekonuje Hans Moravec z Robotics Institute na Carnegie Mellon University. Ten specjalista w dziedzinie robotyki i sztucznej inteligencji twierdzi, że za 50 lat roboty dorównają ludziom, po czym zainicjują rewolucję, a następnie ewolucję – z tym że już bez udziału ludzi, których pozostawią przy życiu tylko przez usterkę w oprogramowaniu lub w odruchu miłosierdzia (kochajmy więc roboty!).

No, chyba że urzeczone intelektualną i artystyczną spuścizną ludzkości (co oznaczałoby, że sztuka ma jakiś praktyczny sens!) postanowią ocalić ją od zapomnienia – np. odbudowując nas atom po atomie lub zapisując zawartość umysłów na dysku wielkiego komputera i pozwalając nam rodzić się, dorastać i umierać w jakimś podobnym do Matriksa wirtualnym akwarium.

Otuchę zagrożonej ludzkości niesie tylko myśl, że przyszli dalecy krewni współczesnych robotów kuchennych nie okażą się dużo bardziej rozgarnięci od nas samych.
 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj