szukaj
Długie życie tanga
Los dał tangu długie życie. Takie słowa cisną się na usta po obejrzeniu filmu dokumentalnego 'Café de los Maestros' Miguela Kohana.

Reżyser, zapraszając przed kamerę niegdysiejsze gwiazdy gatunku, obecnych siedemdziesięcio-, a nawet dziewięćdziesięciolatków, chciał z jednej strony przypomnieć jego przeszłość, z drugiej pokazać, że wciąż tętni ono życiem. Nostalgia nostalgią, niszowe fascynacje niszowymi fascynacjami, jednak życie tanga w świadomości współczesnych ludzi sprowadza się do kilku zasłyszanych w sklepie H&M melodii. Bo w takich miejscach najczęściej słyszymy remiksy utworów Gotan Project. Zespół trzyma rękę na pulsie rynku: zaraz po premierze filmu Khana i publikacji soundtracku, ukazała się płyta koncertowa Gotan Project, a także, z myślą o fanach, ten sam album w wersji ekskluzywnej - ze specjalnymi dodatkami. Nowobrzmieniowa wersja tanga - czy to się komuś podoba, czy nie - robi karierę na świecie. Jedni chwalą zespół za przypomnienie gatunku, unowocześnienie go i przyciągniecie do niego młodych. Dla innych lekkostrawność easy-listeningowej elektroniki, połączonej z modną egzotyką, oznacza banał, snobizm i koniunkturalizm, za którym nie stoją żadne estetyczne walory. To uładzone, przyjemne, profesjonalnie wykonane world music, dalekie zarówno od awangardowych poszukiwań, jak i od żywiołu, jakim niegdyś było tango, szczególnie u swych początków.

Początki te otacza legenda rozrywki zrodzonej w zaułkach portowych dzielnic nad La Platą, gdzieś między trotuarem, podejrzaną tancbudą i tanim burdelem. I na nic się zdadzą protesty rzetelnych badaczy - ich schludne genealogie przegrywają z malowniczą aurą nieczystej historii, której orędownikiem był Borges: „wydaje się, że bez mroków i nocy Buenos Aires tango nigdy nie mogłoby się narodzić."

Lata 70. XIX wieku. Argentyna przyciąga spragnionych lepszego życia, czasem uciekających przed wyrokami imigrantów: ubogich Włochów, Hiszpanów, Francuzów. Do stolicy, z interioru, w poszukiwaniu zarobku, masowo napływają krewcy gauchos. Ale pracy jest mało, ambicje wygórowane, frustracja narasta, podobnie tęsknota wykorzenionych, niespełnionych ludzi. Latynoski sentymentalizm, gwałtowność i pragnienie chwały, a także ckliwa nostalgia znajdują upust w ulicznych pojedynkach na noże i kieliszki. Ale nie tylko: muzykalni awanturnicy wyrażają swe emocje w tańcu, który poprzez sekwencje naśladujących pogoń kroków, uścisk ciał oraz niespodziewane momenty bezruchu ukazuje walkę, która często kończy się symboliczną śmiercią jednego z tancerzy.

Pierwotnie tango tańczono w parach męskich, ale kiedy brakowało partnerów (rywali) zadowalano się kobietami; a że był to taniec poufały, zapraszano do niego prostytutki. Pełniły one raczej instrumentalną rolę, to mężczyzna „opowiadał" o swojej tragicznej egzystencji, dumie, tęsknocie i samotności; on błyszczał, jego oklaskiwano.

Pod koniec XIX wieku popularne stały się lokale, gdzie pracowały zawodowe tancerki. Miejsca te przyciągały ciekawych egzotyki i złaknionych wrażeń przedstawicieli wyższych sfer. Wkrótce tango doznało społecznego awansu i przeniosło na salony. Awans odbił się pozytywnie na muzycznej jakości akompaniamentu. Pierwotnie był on dziełem nieudacznych ulicznych grajków, którzy, najczęściej w triach (flet, gitara, skrzypce), grali tanga wywodzące się z lekkich, mocno zrytmizowanych milongas zabarwionych m.in. andaluzyjskim fandango, kubańską habanerą i pieśniami gauchos.

Teraz przyciągnęło do siebie zawodowych muzyków i kompozytorów, instrumentarium wzbogaciło się o fortepian, a przede wszystkim bandoneon. Wkrótce podbiło Paryż i podłapało blichtr Hollywood. Warto wspomnieć o roli czołowego amanta kina niemego, Rudolfa Valentino, którego ognista interpretacja, bicz i strój gaucho wzbudzają obecnie salwy śmiechu.

W 1919 wykonawca pieśni kreolskich Carlos Gardel zaśpiewał „Mi noche triste" i zainicjował karierę tanga jako śpiewu. Kolejnym, radykalnym krokiem na drodze jego ewolucji, jako gatunku pierwotnie podporządkowanego ludycznemu tańcowi i społeczno-kulturowej genezie, ku muzyce artystycznej, była rewolucja stylistyczna i znaczeniowa dokonana przez Astora Piazzollę, który oczyścił tango z erotyzmu i dosadności, wysubtelnił, połączył z elementami muzyki poważnej i tym samym przeniósł z sal tanecznych do filharmonii. Odtąd miało być słuchane i kontemplowane, nie tańczone. Tym samym stało się trudniejsze, a więc mniej popularne. Na spadek zainteresowania wpłynęły także rządy pułkowników w Argentynie, którzy obawiali się rewolucyjnej mocy tej muzyki, a także wielki pochód rock'n'rolla.

Dopiero Gotan Project w skuteczny sposób przypomniał i spopularyzował ten gatunek. Ale kto wie, może doczeka się ono kolejnego wielkiego reformatora. Bo ta muzyka ma wciąż w sobie życie. Nic dziwnego, wszak życie miała naśladować. Taki los.
 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj