Walka Christmas z gwiazdką
Globalizacja obejmuje nasze święta z roku na rok coraz szerzej. Kolędy, tak ważny element polskiej tradycji, są stopniowo wypierane przez angielskojęzyczne popowe piosenki o zimie.

Na różnych forach internetowych co jakiś czas pada pytanie: „Czy w Wigilię macie zwyczaj śpiewania kolęd, czy tylko słuchania?”. Przykłady odpowiedzi: „Słuchania... Wystarczy wrzucić jakieś świąteczne CD czy włączyć radio... Na pewno wychodzi im to lepiej, niż jakbym miał zaśpiewać ja”. „Jeśli chodzi o kolędy, to ja już od rana puszczam na cały dom świąteczne piosenki. Lecz nie kolędy, tylko zagraniczne produkcje (»Last Christmas« etc.). Dopiero przy kolacji włączam tradycyjne, polskie kolędy”. Z innego forum: „Nie lubię śpiewać kolęd... chyba że w kościele. Wtedy lubię sobie pofałszować razem z całym kościołem pełnym ludzi. Słuchać lubię tylko tych oryginalnych, nieprzeciętnych i nietradycyjnych”. Z jeszcze innego: „Nucę pod nosem kolędy. Oczywiście zagraniczne. I w sumie nie tyle kolędy co popularne pioseneczki, jednakże »Last Christmas« staram się omijać. A zagraniczne dlatego, że wszystkie polskie to smęty i jak się ma człowiek radować?”.

Kacper Miklaszewski, muzyk, publicysta i pedagog, w latach 1992–2002 uczył w społecznej szkole podstawowej na warszawskiej Pradze. – Kiedy w nowym roku szkolnym przychodziły kolejne dzieci, bawiłem się z nimi tak: grałem im na fleciku tradycyjne polskie piosenki, jak „Pije Kuba do Jakuba” czy „Czarny baran”, a one rozpoznawały melodię. W zestawie, który grałem, było zawsze kilka kolęd. W pierwszym roku było jeszcze nieźle, nawet próbowały ze mną śpiewać; z kolęd rozpoznawały „Bóg się rodzi”, „Wśród nocnej ciszy” i „Lulajże, Jezuniu”. Z roku na rok było coraz gorzej, a w 2002 r. poza „Sto lat” dzieci nie rozpoznały już żadnej piosenki. Miejsce kolęd zajęła natomiast piosenka „Jingle Bells”, której uczyły się na lekcjach angielskiego.

A przecież przez tyle pokoleń śpiewanie kolęd było w Polsce od Wigilii nieodłączne (dawniej także z akompaniamentem instrumentów). Kolędy były muzyką najbardziej prywatną, rodzinną. Sama nazwa pochodzi od łacińskiego calendae – tak Rzymianie nazywali pierwszy dzień miesiąca; w tym wypadku chodziło o pierwszy dzień stycznia, z którym wiązały się wzajemne odwiedziny, dawanie sobie prezentów i wspólne śpiewanie; obyczaj rzymski przejęli chrześcijanie i przenieśli na święto narodzin Chrystusa. Zastosowanie terminu kolęda do pieśni związanej z Bożym Narodzeniem pojawiło się dużo później. Tradycja przypisuje autorstwo pierwszej w historii kolędy św. Franciszkowi z Asyżu; zwyczaj śpiewania kolęd i odgrywania jasełek przekazywany był początkowo przez franciszkanów, którzy przynieśli go także do Polski, przywędrowawszy z Czech.

Zapisy pierwszych polskich kolęd pochodzą z pierwszych dekad XV w.; niektóre były właśnie tłumaczeniem czeskich. Najstarszy polski tekst, „Zdrow bądź Krolu Anjelski”, pochodzi z 1424 r. Zachowały się piękne kolędy renesansowe, ale zwyczaj śpiewania kolęd rozpowszechnił się najbardziej w XVIII i XIX w. To śpiewy domowe, więc utrzymane są często w poetyce ludowej – ich dość prosty język opisuje cudowne wydarzenie od strony zadziwionych i zafascynowanych pastuszków, którzy zresztą z czasem zagościli w kolędach osobiście wraz z polskimi imionami.

Za autorów tekstów uznawano m.in. ks. Piotra Skargę („W żłobie leży”), Franciszka Karpińskiego (pieśni w rytmie poloneza: „Bóg się rodzi” na melodię przypisywaną Karolowi Kurpińskiemu i „Bracia, patrzcie jeno” do melodii Teofila Klonowskiego) czy Teofila Lenartowicza („Mizerna, cicha”); autorstwo jednak większości tekstów i melodii jest dziś nieznane. Pierwszy polski śpiewnik kolędowy z prawdziwego zdarzenia skompilował ks. Marcin Mioduszewski w pierwszej połowie XIX w., publikując własne zbiory folkloru religijnego; w późniejszych latach kolędy opracowywali znani kompozytorzy: Zygmunt Noskowski i Stanisław Niewiadomski. Wszyscy, którzy znają Scherzo h-moll Chopina, wiedzą, że rozbrzmiewa tam melodia „Lulajże, Jezuniu”. Wśród współczesnych kompozytorów autorskie opracowanie dwudziestu kolęd stworzył Witold Lutosławski. Dziś polski repertuar kolędowy liczy około kilkuset pieśni.

Dawniej istniał też zwyczaj kolędowania, czyli chodzenia po domach z gwiazdą, w przebraniu, i odgrywania scen z jasełek. Dziś są to zanikające obyczaje ludowe, zachowane jeszcze częściowo na południu kraju – w Krakowskiem, Rzeszowskiem, Sądeckiem. W rozmaitych regionach próbuje się kultywować tradycję śpiewów kolędowych, organizując konkursy dla dzieci, jak w Opolu, Koninie, Białymstoku i wielu mniejszych miejscowościach.

Ale w większości dużych miast jest już inaczej. Komercja, środki przekazu, a przede wszystkim fakt, że muzyka dziś jest w Polsce raczej biernie odbieranym gotowym produktem, a nie sztuką, którą uprawia się samemu, doprowadziły do takich właśnie postaw jak te cytowane na początku: dziś, zamiast śpiewać kolędy, wrzuca się płytę do odtwarzacza. Polacy w ogóle coraz rzadziej śpiewają, nie tylko z powodu braku jakiejkolwiek edukacji muzycznej w szkole, ale także dlatego, że zanikł zwyczaj śpiewania w domu. W tej sytuacji nie ma się nawet motywacji do próbowania, bo przecież „się nie umie”. Po co się męczyć samemu, jeśli na rynku jest zatrzęsienie nagrań; obok chórów polskie kolędy nagrywali rozmaici artyści popowi, od Anny Marii Jopek, przez Stanisława Soykę, po Justynę Steczkowską, a ich płyty bywały następnie dodawane jako inserty do gazet. Dwa lata temu trzy „najpiękniejsze polskie kolędy” nagrali nawet posłowie PiS (wśród nich umieścili „Cichą noc”, czyli „Stille Nacht”).

Media i komercja doprowadziły też do zmiany wybieranego przez nas repertuaru. Polskie kolędy to dziś dla niejednego obciach, a w najlepszym wypadku – „smęty” (choć np. „Bóg się rodzi” trudno nazwać melodią smętną). O wiele atrakcyjniejsze jest to, co znamy z hipermarketów i reklam – gdzie dobiera się melodie wesołe, optymistyczne, mające zachęcić do zakupów – czy z amerykańskich komedii romantycznych, chętnie oglądanych w telewizji. Ponadto, skoro coraz częściej chodzimy na lekcje niezbędnego dziś angielskiego, uczymy się i słuchamy angielskojęzycznych piosenek o zimie.

Bo rzadko słuchamy prawdziwych angielskich kolęd, czyli carols, jak „O Come All Ye Faithful” czy „Ding Dong Merrily on High”. Jedyną powszechnie znaną kolędą jest „Silent Night”, czyli w oryginale „Stille Nacht, Heilige Nacht”, śpiewana we wszystkich chyba językach na świecie, a napisana w 1863 r. przez austriackiego organistę Franza Xavera Grubera do słów księdza Josepha Mohra.

Miejsce kolęd w naszym powszechnym odbiorze zajęła XIX-wieczna angielska piosenka Jamesa Pierpointa „Jingle Bells”, opowiadająca, jak wspaniale jeździ się na sankach zaprzężonych w konia, oraz melodie amerykańskie: musicalowy przebój Irvinga Berlina „White Christmas” z początku lat 40., spopularyzowany przez Binga Crosby’ego i mówiący w gruncie rzeczy o pogodzie, czy piosenka „Let It Snow” z 1945 r., uważana także za gwiazdkową, choć słowo Christmas nawet w niej nie pada. Przez ostatnie 20 lat istną zmorą hipermarketów stał się hit George’a Michaela „Last Christmas”, który jest po prostu piosenką miłosną („na ostatnią gwiazdkę dałem ci moje serce”). Tego typu piosenki słyszymy właśnie najczęściej w sieciach i galeriach handlowych. Zdarzają się tam najbardziej groteskowe sytuacje, np. jednocześnie w głównym pasażu i w poszczególnych sklepach mogą rozbrzmiewać różne wersje „Jingle Bells”.
 

Profesjonalna firma dostarcza nam content muzyczny – mówi Marcin Berendt z działu marketingu modnego warszawskiego centrum handlowego Złote Tarasy – a my wybieramy wedle własnego gustu. Nie mamy preferencji, może się nam spodobać i „White Christmas”, i „Lulajże Jezuniu”. Beata Sadowska, rzecznik Złotych Tarasów, dodaje: – Od grudnia puszczamy piosenki świąteczne w przemieszaniu z muzyką pop; im bliżej świąt, tym puszczamy ich więcej, a w tygodniu przedświątecznym także kolędy, w tym polskie, ale w wersji instrumentalnej lub chóralnej. Inaczej jest w Empiku. Monika Marianowicz, dyrektor PR, tłumaczy: – Doszliśmy do wniosku, że tradycyjnych polskich kolęd nie powinniśmy transmitować, ponieważ są zbyt emocjonalne, budzą religijne skojarzenia i wydaje się nam, że sklep nie jest właściwym dla nich miejscem. Ten punkt widzenia jest poniekąd zrozumiały, zwłaszcza że bywa, iż śpiewa się kolędy w ramach liturgii (a na komunię w tym czasie organiści nagminnie grywają „Lulajże, Jezuniu”).

Być może też z tego właśnie powodu polskie kolędy bywają przez niektórych odrzucane. Inną przyczyną jest również ich rys plebejski. Od II wojny światowej ludzie migrują po kraju, najpierw całymi grupami, dziś bardziej pojedynczo, ale ten proces odbywa się nadal. Wedle spisu ludności Polski z 2002 r., tylko 59,2 proc. obywateli mieszka w miejscu urodzenia. Od tej pory na pewno sytuacja jeszcze się zmieniła, nie mówiąc o emigracji zarobkowej. Wspomniany spis wykazał też, że najbardziej zasiedziali są mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia, stąd nie dziwi większe w tych regionach przywiązanie do tradycji.

Kto przenosi się ze wsi do miasta, raczej chce zapomnieć o wiejskiej przeszłości, wtopić się w nowe życie. W Polsce, która przez 45 lat była Peerelem, wiejskość jeszcze dodatkowo kojarzy się z Cepelią, ludowością koncesjonowaną, a w dziedzinie muzyki – z wygładzonymi opracowaniami zespołów Mazowsze i Śląsk. Prawdziwa sztuka ludowa została przez nie wyparta, a po 1989 r. została odrzucona i Cepelia, jako jeden z symboli minionej epoki. Pragnęliśmy jak najszybciej zrobić się światowi, odciąć się od prowincjonalizmu. Pewne procesy coraz trudniej już odwrócić.

Można jednak spróbować znaleźć we wspólnym śpiewaniu inne walory: przyjemność z bycia razem, narzędzie integracji dzięki melodiom wspólnie znanym. Łatwiej wtedy wyzbyć się kompleksów, że nie jest się materiałem na kandydata do programu „Mam talent”. Nie tylko konkursy dla dzieci, ale także akcje obejmujące ich rodziców, np. lekcje śpiewu na krakowskim Rynku, organizowane przez artystów kabaretu Loch Camelot (najpierw dotyczyły one pieśni patriotycznych, od niedawna także kolęd), czy happeningi muzyczne fundacji Muzyka Jest Dla Wszystkich, próbujące wskrzesić śpiewanie dzieciom przez dorosłych – to kroki w dobrym kierunku.

 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj