Hymn na cześć życia
„Hanemann” to jedna z najpiękniejszych polskich powieści. Książka Stefana Chwina przywraca wiarę w potęgę i moc pełnokrwistych, narracyjnych opowieści, wciągających czytelnika w świat przedstawiony.

Kiedy „Hanemann” ukazał się w 1995 r., istniała pokusa, by czytać tę powieść jako jedną z tych, które eksploatowały popularny wówczas w literaturze mit małej ojczyzny i eksplorowały zapoznany w PRL (głównie z powodów politycznych) temat kulturowego pogranicza niemiecko-polskiego.

Jest to bowiem opowieść o Wolnym Mieście Gdańsku z czasów tużprzedwojennych, o wojennych perturbacjach grodu, wreszcie – a to najważniejsza część książki – o odpływie rdzennych niemieckich mieszkańców i napływie nowych osadników, głównie repatriantów z utraconych przez Polskę Kresów (Wilna, Lwowa), gdy władzę nad miastem przejmuje najpierw sowiecka, a później polska administracja.

Nie jest jednak „Hanemann” freskiem historycznym i nie jest jego ambicją sportretowanie wielkich przemian, jakie przyniosło zakończenie II wojny światowej. Kwestią interesującą Chwina o wiele bardziej jest sam fenomen miasta, które – opuszczone i pozostawione niemalże na łup napływowych mas – zdołało przybyszów do siebie przekonać aż tak, że z czasem pokochali je jak własne, jak swoje dawne opuszczone rodzinne siedliska.

Jest więc „Hanemann” czymś w rodzaju hymnu pochwalnego na cześć grodu nad Motławą, peanem nad jego magią, niezwykłą atmosferą i urbanistyczną niepowtarzalnością. Jednym z najbardziej oryginalnych i wzruszających w „Hanemannie” zabiegów narracyjnych jest próba spojrzenia na świat ludzi z punktu widzenia rzeczy i sprzętów, które ich w codziennym życiu otaczają. Z tej właśnie perspektywy ukazany jest proces opuszczania mieszkania przez deportowaną niemiecką rodzinę Welmannów i zasiedlenie go przez dziejowych rozbitków ze Wschodu: polską rodzinę, która utraciła wszystko na kresach dawnej Rzeczpospolitej, nieodwołalnie zajętych teraz przez Sowietów. Scena, w której porzucone przez odchodzących niemieckich właścicieli przedmioty codziennego użytku oraz sprzęty domowe zyskują świadomość własnego opuszczenia i samotności i pogrążają się stopniowo w pełnym niepewności oczekiwaniu na dalsze dziejowe rozstrzygnięcia, by wreszcie zostać przejętymi przez nowych gospodarzy, należy do najbardziej wzruszających w całej naszej literaturze ostatnich lat.

Główny temat powieści leży jednak gdzie indziej. Tytułowy Hanemann to niemiecki profesor anatomii, który przeżywa załamanie nerwowe po tym, jak jego narzeczona Luiza Berger ginie w wypadku statku wycieczkowego przy przystani Glettkau-Jelitkowo. Hanemann pogrąża się w psychicznym i intelektualnym letargu, z którego nie jest zdolny wyrwać go ani wybuch wojny, ani klęska Niemiec, ani wreszcie dramatyczna ewakuacja niemieckiej ludności z Gdańska pod bombami i artyleryjskim ostrzałem Armii Czerwonej. Jakby przez zaniechanie albo przypadek Hanemann pozostaje w mieście i jest świadkiem wkroczenia obcych wojsk, a potem nadejścia fali nowych mieszkańców. Nieszczęśliwy i cierpiący profesor żyje jakby poza czasem, oddając się rozmaitym intelektualnym i emocjonalnym spekulacjom, rozważa fenomen samobójstwa jako aktu uwolnienia się od dojmujących doświadczeń życiowych.

Tłem dla tych przemyśleń są obrazowo opisane konteksty dwóch innych słynnych samobójstw: Heinricha Kleista oraz Witkacego wraz z ich towarzyszkami życia. Siłą zwykłej życiowej inercji Hanemann egzystuje jakoś w polskim, powojennym Gdańsku, a z wewnętrznego otępienia nie wyrywa go nawet niebezpieczne zainteresowanie, jakie wzbudza jego osoba u funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej. Dopiero dramatyczne wydarzenia i kolejny zbieg okoliczności pomagają mu wyzwolić się z psychicznej zapaści. Hanemann oto zapobiega samobójstwu młodej dziewczyny oraz pomaga pewnemu niememu chłopcu. Te dwa akty zaangażowania się w ocalenie innych, bezbronnych ludzkich istot pozwalają mu odzyskać poczucie sensu własnej egzystencji, poczuć na nowo smak życia. Ostatecznie jednak nie uzyskamy całkowitego wyjaśnienia zagadki duchowych przygód głównego bohatera, albowiem, takie jest jedno z ważniejszych przesłań tej książki, człowiek – złożony i wielowymiarowy duchowo i psychicznie – pozostaje tajemnicą zarówno dla siebie, jak i dla innych.

Jest więc powieść Stefana Chwina książką o utracie i odzyskaniu tożsamości przez człowieka cierpiącego. Jest też hymnem na cześć życia, choć opisuje zagładę dawnych porządków cywilizacyjnych i kulturowych, zmiecionych przez wichry historii. „Hanemann” to w istocie bardzo nowoczesna powieść psychologiczna, która raczej stawia rozmaite pytania, niż skłonna jest udzielać nam wyjaśnień. A – jak to swego czasu ujął Witold Gombrowicz – znakiem wielkiej literatury jest to, że stawia ona przed nami problemy, nie zajmując się ich ułatwionym rozwiązywaniem czy pocieszaniem.
 


SKLEP INTERNETOWY POLITYKI 



 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj