Kto jest terrorystą?
Rozmowa z Udi Alonim, reżyserem urodzonym w Izraelu, autorem dwóch kontrowersyjnych filmów o konflikcie palestyńsko-izraelskim, „Local Angel' z 2002 r. i „Mechilot'(Forgiveness) z 2006 r.

Joanna Irzabek: - Przyjechał pan na Berlinale z filmem "Kashmir - Journey to Freedom" o pokojowym ruchu wyzwoleńczym w indyjskim Kaszmirze. Ale podczas pokazów filmowych zabierał pan głos także w innej sprawie. Ostro brzmiała pana krytyka Izraela za Gazę.

Udi Aloni: - Gdyby Gaza się nie wydarzyła, może nie krytykowałbym Izraela tak głośno, bo rzeczywiście jestem tu po to, by opowiedzieć historię ludzi z Kaszmiru. Ale po okrucieństwach w Gazie jako Izraelczyk  czułem, że powinienem skorzystać z okazji i wezwać  Zachód do zaprzestania popierania Izraela, a Izrael do wycofania się z okupacji. Nie chcę sugerować analogii między walką wyzwoleńczą Kaszmirczyków i Palestyńczyków, jest tu wiele różnic. Ale jako reżyser filmów dokumentalnych postanowiłem, że jeśli moje filmy mają mieć przesłanie społeczne, to chcę, żeby to było przesłanie radykalne. Nie znoszę przemysłu pokojowego, wszystkich tych słodkich filmów, na których obie strony płaczą nad wspólną tragedią, a potem śpiewają razem piosenkę.

To nie jest wspólna tragedia?

W przypadku Izraela i Palestyny to jest tragedia oprawcy i ofiary. Izrael dostaje mnóstwo pieniędzy od Europy i Ameryki, by ciemiężyć inny naród.

Palestyńczycy otrzymują przecież pomoc od Iranu. Niektórzy twierdzą, że zrobiliby to samo, co Izrael, gdyby mogli i wcale nie jest jasne, kto jest Goliatem, a kto Dawidem.

Od 60 lat Palestyńczycy są uchodźcami, na długo zanim Iran miał coś w tej sprawie do powiedzenia. Odbieranie ziemi Arabom zaczęło się na długo zanim pojawił się Hezbollah i Hamas. Scenariusz kolonizacji jest zawsze podobny: przybywa grupa nowych imigrantów, przepędzają lokalną ludność, a kiedy lokalna ludność stawia opór, czasem bardzo brutalny, agresor twierdzi, że zachowują się jak zwierzęta. Mylimy przyczyny ze skutkami. Ja zrobiłbym to inaczej. Zacząłbym traktować Palestyńczyków jak równych, w taki sam sposób, w jaki traktowani są Żydzi na całym tym terytorium między rzeką a morzem. Wszystko jedno, czy w ramach jednego państwa, czy w ramach dwóch. A wtedy Iran nie miałby tu nic do powiedzenia.  Ale co widzę zamiast tego? Izrael wytacza ciężką amerykańską broń. A Hamas?

Wiele krajów uważa Hamas za organizację terrorystyczną...

Mój kraj - to jest dopiero organizacja terrorystyczna! Jeśli chcesz bojkotować Hamas, wpiszmy na listę także Izrael. Osobiście nie lubię Hamasu, ale ustalmy najpierw, kto zasługuje na tytuł terrorysty. O Hamasie ludzie mówią w jakiś niemal metafizyczny sposób. Nie muszę już chyba powtarzać frazesów o CIA i Al-Kaidzie i o tym, że Izrael wspierał Hamas, żeby walczył z Fatah. Arabia Saudyjska także nie jest zainteresowana świeckim ruchem w Palestynie. Ale mimo, że Amerykanie wybrali Busha, nie odebraliśmy im prawa do istnienia, prawda?

Nie obawia się pan zarzutu, że popiera terrorystów? Pierwszoplanowym bohaterem filmu o Kaszmirze jest przywódca Frontu Wyzwolenia Dźammu i Kaszmiru, Yasin Malik.

Irańska telewizja właśnie przeprowadzała ze mną wywiad i powiedziałem im to samo: chciałbym widzieć, jak Iran promuje sprawiedliwość i pokój, a nie powtarza, że chce wymazać Izrael z mapy świata. Próbuję promować pokojowy ruch oporu i pokazać, że media reagują tylko na masowe zbrodnie. Gdybym nakręcił film o Lashkar-e-Toiba, organizacji, która stoi za atakiem w Mumbaju, byłbym na pierwszych stronach gazet, wychwalany za to, że przeniknąłem do komórki terrorystycznej. Ja opowiedziałem alternatywną historię o wielkim pokojowym ruchu oporu w indyjskim Kaszmirze. I co? Rząd państwa, które szczyci się największym przemysłem filmowym na świecie odmawia mi prawa wjazdu do Indii i dokończenia filmu.

Ma pan zwolenników w Izraelu, czy jest pan samotnym bojownikiem w sprawie palestyńskiej?

Są ludzie, którzy słuchają, co mam do powiedzenia. Ale jest to mniejszość. W Izraelu jest tylko jedna partia, w której Palestyńczycy i Izraelczycy działają wspólnie. Mają taki slogan: „Żydzi i Arabowie odmawiają bycia wrogami". Taki dialog w pełni popieram i to właśnie znaczy dla mnie solidarność. Solidarność dokonała wielkich rzeczy, pewnie wiesz coś o tym z Polski.

Nie boi się Pan rosnącego antysemityzmu w Palestynie?
Połowę mojego czasu spędzam w Palestynie. Moi znajomi pytają, czy się nie boję.

I?

Palestyńczycy to najbardziej gościnni ludzie jakich znam. Po miesiącu pobytu przybywa mi 5 kilo. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli przychodzisz w dobrej wierze, powitają cię jak gościa. Tylko, że dotychczasowy dialog był prowadzony w złej wierze. Mówiliśmy „pokój", a drugą ręką zabieraliśmy im ziemię. Kilka lat temu nie było w Palestynie żadnych antysemickich nastrojów. Teraz, z powodu muru, jedynymi Izraelczykami, których widzą są izraelscy żołnierze. To, co mnie bardziej martwi, to rosnący antysemityzm w Europie. Zaraz obok islamofobii. Europie łatwo jest dziś wytykać muzułmanom: „patrzcie, jak pięknie Żydzi zintegrowali się z naszą kulturą", zapominając, że jeszcze 60 lat temu, kiedy Żydzi próbowali się z nią zintegrować, zostali wyeliminowani w jednym z największych ludobójstw świata. A teraz nagle my, Żydzi, stajemy przeciwko muzułmanom do walki w jakiejś apokaliptycznej wojnie z islamem? Zwariowaliśmy? Co to za ciągłe gadanie o judeo-chrześcijaństwie? A Judeo-islam nie istnieje? Żydzi nie mieszkają razem z muzułmanami? Nie tworzą wspólnej kultury? Powinniśmy zrozumieć historię: po tym, co się stało, naszym zadaniem jest stać po stronie słabszych.

Widzi Pan szansę na pokojowe rozwiązanie?

Jeszcze dziesięć lat temu powiedziałbym, że widzę szansę na dwa państwa i jedną kulturę. Dzisiaj społeczeństwo izraelskie jest coraz bardziej rasistowskie i nacjonalistyczne, a Palestyńczycy są coraz bardziej religijni. Pojednanie może się zacząć tylko wtedy, kiedy agresor przyjdzie do ofiary i poprosi o wybaczenie, weźmie na siebie odpowiedzialność. Izrael musi pożegnać się z marzeniem, że będzie zachodnią wyspą na pustyni. Tylko razem z Palestyńczykami możemy stworzyć miejsce, gdzie będzie współistnieć wschód z zachodem. Niektórzy będą bardziej religijni. No i co z tego? Powiem tak, Palestyńczyków jest jakieś 5 milionów, Izraelczyków jakieś  7. Jedna wojna w Europie zmiotłaby ich wszystkich. Więc dlaczego cały świat tak bardzo zainteresowany jest tym regionem? Bo to jest miejsce starcia kultur. Jeśli rozwiąże się ten konflikt, pokój będzie miał dużo większe rozmiary niż Palestyna i Izrael razem wzięte. Liczę na Obamę. Że będzie miał jaja i zmusi Izrael do pokoju. 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj