szukaj
Instytut Pamięci Cyfrowej
Już wkrótce ma powstać olbrzymia biblioteka, która będzie gromadzić i udostępniać wszystkie znaczące, przeszłe i współczesne, materiały dźwiękowe i filmowe.

W połowie ubiegłego roku minister kultury Bogdan Zdrojewski ogłosił zamiar stworzenia Narodowego Instytutu Audiowizualnego (NInA). Zaczęło się jednak od lekkiego falstartu, czyli pomysłu, by przyszłą instytucję nazwać Instytutem Narodowej Pamięci, dość nieszczęśliwie kojarzącym się z IPN. Nazwę na szczęście szybko zmieniono, po czym wokół projektu zapadła paromiesięczna cisza. Okazuje się, że w tym czasie pracował intensywnie specjalny zespół ekspertów, dzięki czemu dziś wiemy już nieco więcej, jak ów Instytut miałby wyglądać i czym się zajmować.

Nie da się ukryć, że zarówno pomysłodawca, a w ślad za nim eksperci, mówiąc kolokwialnie, poszli na całość. Zakres działania przyszłego Instytutu jawi się imponująco. Miałby on bowiem zbierać, przechowywać, zabezpieczać, opracowywać, digitalizować (czyli zapisywać w postaci plików cyfrowych) i udostępniać (częściowo online) wszystkie znaczące, przeszłe, współczesne i przyszłe materiały dźwiękowe oraz filmowe. Te gromadzone niegdyś przez media publiczne (kinematografię, telewizję, radio), a dziś także przez nadawców i producentów prywatnych. Słowem, doszłoby do stworzenia nowej, wielkiej biblioteki narodowej, tyle że bez słowa drukowanego, ale ze słowem i obrazem w  formie zapisu cyfrowego. Biblioteki, do której zasobów mielibyśmy także dostęp przez nasz domowy komputer.

Na świecie to żadna nowość. W wielu krajach uruchomiono już podobne przedsięwzięcia. Projekt holenderskiego Beelden voor de toekomst („Obrazy dla przyszłości”) zakłada zgromadzenie i udostępnienie 285 tys. godzin nagrań filmowych, telewizyjnych i radiowych. Biblioteka Kongresu USA już posiada 6,2 mln nagrań, ambitne plany ma także brytyjski BBC Creative Archive. My jednak standardów poszukaliśmy nad Sekwaną.
 

W kreowaniu nowej instytucji postanowiono skorzystać z najlepszego wzoru: francuskiego Narodowego Instytutu Audiowizualnego (Institut National de L’Audiovisuel). Zaczął działać w 1975 r. Gromadzi, digitalizuje i opracowuje archiwa francuskiego radia i telewizji od momentu ich powstania (najstarsze nagranie w zbiorach to głos Gustava Eiffela z 1891 r.) oraz – na bieżąco – wszystko to, co emitowane jest w ponad 90 (publicznych i prywatnych) kanałach telewizyjnych oraz 17 radiowych. Dziś to już ponad 3 mln godzin nagrań! Większość z nich dostępna jest bezpłatnie online w ramach tzw. legalnego depozytu, za część materiałów, a dotyczy to głównie sytuacji dalszego ich publicznego wykorzystywania, trzeba płacić. Rozmach wykonanej pracy imponuje. Każdego roku archiwum wzbogaca się o 600 tys. godz. nagrań radiowych i telewizyjnych. Nowoczesna podparyska siedziba, 950 pracowników, najnowszy sprzęt, sprawdzone know how. Na takich standardach warto się oprzeć, choć nieuchronnie rodzi się pytanie: czy aby nie mierzymy zbyt wysoko?

Terminy przyjęto optymistyczne. W tym roku przeprowadzono by wszelkie konsultacje i ekspertyzy: prawne, techniczno-technologiczne, organizacyjne, tak by pod koniec roku zabrać się za pisanie ustawy niezbędnej do powołania Instytutu. Rok przyszły zajęłaby cała ta skomplikowana procedura przetargów, wyłaniania wykonawców, zakup licencji i sprzętu, ale też uruchomienie systemu digitalizacji nagrań. W latach 2011–2012 powstałaby nowoczesna siedziba Instytutu.

Właściwie to już postanowione, że Instytut miałby powstać na bazie Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego (PWA). Działa ono od trzech lat i ma już na swym koncie kilka bardzo wartościowych przedsięwzięć, między innymi: rejestrację 13 spektakli teatralnych (w tym w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, Jana Klaty, Grzegorza Jarzyny, Mariusza Trelińskiego, Jerzego Jarockiego), nagrania koncertów czy doskonałą edycję historii polskiego filmu animowanego (na DVD). Szefem PWA jest od początku Michał Merczyński i wszystko wskazuje na to, że właśnie on miałby się zająć przeprowadzką polskiej dokumentacji audiowizualnej z XX w XXI w.

Po pierwsze pieniądze 

Projekt, choć ambitny i sensowny, zmusza do postawienia paru pytań. Sprawa pierwsza to pieniądze. Przedsięwzięcie nie jest tanie, zwłaszcza że jego pomysłodawcy nie myślą o kompromisach, ale snują wizje instytucji skrojonej według francuskich wzorów: z nowoczesną siedzibą i z rozmachem realizującą program. Dla porównania rząd holenderski w system udostępniania materiałów audiowizualnych zainwestował równowartość 600 mln zł, a roczny budżet francuskiej INA wynosi równowartość 500 mln zł. Gdyby nawet polski Instytut miał pracować na jedną piątą mocy swego francuskiego odpowiednika (choć zaległości z przeszłości mamy dużo większe), to kwota 100 mln zł i tak wydaje się sporym obciążeniem dla resortu. To więcej, niż wydajemy rocznie na kręcenie nowych filmów fabularnych. Eksperci przewidują, że na samo rozwinięcie projektu w latach 2009–2012 potrzeba około 200 mln zł. Do tego szacunki te zupełnie inaczej wyglądały latem ubiegłego roku, a inaczej teraz, gdy rząd wszędzie i gwałtownie szuka oszczędności.

Po drugie, nie wiadomo, w jakim stopniu byliby gotowi do współpracy partnerzy prywatni. Zgromadzenie, ujednolicenie formy i skatalogowanie wszystkich nagrań w jednym miejscu ma sens tylko wtedy, gdy własną dokumentację zgodzą się oddać pod opiekę także nadawcy niepubliczni, zarówno radiowi, jak i  telewizyjni. Dziś te archiwa są rozproszone i  prowadzone według różnych zasad. Kto i jak przekona np. panów Solorza i Waltera, by to, czym dysponują, oddali pod opiekę państwowej firmie? Prosić ich? A może zmusić odpowiednimi przepisani?

Po trzecie, ten sam minister, który teraz tak konsekwentnie deklaruje chęć stworzenia Narodowego Instytutu Wizualnego, dokładnie rok temu... powołał do życia podobną placówkę! Mowa o Narodowym Archiwum Cyfrowym (NAC), które w marcu 2008 r. narodziło się z dawnego Archiwum Dokumentacji Cyfrowej. Do jego zadań należy m.in.: archiwizacja i digitalizacja fotografii, nagrań dźwiękowych oraz filmów. Co więcej, w zbiorach NAC już znajduje się blisko 14 mln fotografii, 30 tys. nagrań dźwiękowych i 2,5 tys. filmów. A do tego – z mocy przepisów – NAC sprawuje nadzór nad archiwami wszystkich publicznych stacji radiowych i telewizyjnych oraz Polskich Nagrań, PAP, Filmoteki Narodowej, Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Wytwórni Filmowej Czołówka.

Tymczasem, rzecz ciekawa, we wszystkich powstających ekspertyzach nie ma nawet zdania na temat Narodowego Archiwum. A przecież coś z nim trzeba zrobić. Minister kultury i dziedzictwa narodowego jest ostrożny. Odżegnuje się od koncepcji, by NInA stał się wielkim odkurzaczem wsysającym inne już istniejące archiwa audiowizualne. Dla nowego Instytutu widzi raczej rolę lidera, wyznaczającego standardy i technologie archiwizowania, koordynującego pracę innych itp. Ale kto wie, czy najbardziej sensownym pomysłem nie byłoby jednak wchłonięcie przez NInA zarówno NAC, jak i Filmoteki Polskiej.

Digitalizacja przeszłości

I najważniejsze pytanie: jakie powinny być priorytety nowej instytucji? Nie ma się bowiem co czarować; jeżeli nawet dojdzie do realizacji projektu, to jednak na wszystko nie starczy pieniędzy.

Dylemat pierwszy: czy Instytut ma stać się audiowizualnym muzeum, dbającym przede wszystkim o pomnażanie, porządne katalogowanie i troskliwe pielęgnowanie swych zasobów? Czy raczej formą nowoczesnej megabiblioteki, dbającej przede wszystkim o klientów pragnących z tych zbiorów korzystać? Sprawa kolejna dotyczy skali archiwizowania. Czy przyjąć wzór francuski i gromadzić wszystko, łącznie z nagraniami tysięcy godzin medialnego śmietnika, którego wartość kulturalna czy historyczna jest właściwie zerowa? A może należałoby zapomnieć o imponujących statystykach i skoncentrować się na digitalizowaniu tylko tego, co najważniejsze, według jakichś sensownych reguł zaproponowanych przez ekspertów?

Być może przyjdzie jeszcze wybierać między przeszłością a teraźniejszością. Minister Bogdan Zdrojewski nie ma wątpliwości: „Rozpocząć musimy od zdigitalizowania całego polskiego dorobku filmowego, zarówno w zakresie długiego, jak i krótkiego metrażu. Już wkrótce powinno rozpocząć się przenoszenie na cyfrowe nośniki zachowanych polskich filmów fabularnych sprzed II wojny światowej”. Także zdaniem Michała Merczyńskiego najważniejszym wyzwaniem jest przeszłość. „Przed NInA stoją dwa fundamentalne zadania. Po pierwsze, digitalizacja przeszłości. Co ciekawe, najbardziej zagrożone są nagrania z lat 70. i 80., utrwalone na różnych nośnikach magnetycznych np. w tzw. systemie BETA (klasyczna celuloidowa taśma filmowa lepiej znosi upływ czasu). Za chwilę może ich w ogóle nie być, bo się ostatecznie rozmagnetyzują. Po drugie, zdigitalizowane zbiory należy poddawać stopniowej, ale regularnej restauracji, przywracać im najwyższą jakość”.

Trudno się nie zgodzić. Ale pozostaje obawa, by historia nie przytłumiła teraźniejszości. Jeżeli bowiem chcemy utrwalać dorobek kultury, to powinniśmy bardziej skupić się na utrwalaniu rzeczy dla kultury ważnych tu i teraz: bieżących spektakli teatralnych, najważniejszych koncertów i  festiwali muzycznych, najciekawszych wystaw i  działań artystycznych (performance, street-art, happeningi), a nawet istotnych spotkań autorskich z pisarzami. Także naszej obecności za granicą. Ciekawe skądinąd, ile spośród tysięcy przedsięwzięć zorganizowanych w minionych latach przez Instytut Adama Mickiewicza w różnych krajach świata jest rzetelnie udokumentowanych zapisem audiowizualnym?

Polskie Wydawnictwo Audiowizualne świetnie radzi sobie w roli rejestratora współczesnej polskiej kultury, coraz bardziej też przypomina niezależnego nowoczesnego mecenasa wspierającego przeróżne przedsięwzięcia kulturalne i intelektualne. Byłoby dobrze, gdyby mu się powiodło w nowej, szerszej roli.
 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj