szukaj
O komiksach dla dorosłych
Życie intymne w obrazkach
O komiksach dla dorosłych

Tytułowy „Fun Home” to nie tylko wesoły dom, ale jednocześnie „Funeral Home” – dom pogrzebowy. Rodzina Alison Bechdel rzeczywiście prowadziła dom pogrzebowy (świeże trumny i katafalk były świetnym miejscem do zabawy). W dodatku dom i jego mieszkańcy przypominali małej Alison wampiryczną rodzinę Adamsów z telewizyjnego serialu. Neogotycki budynek w małym miasteczku w Pensylwanii miał w sobie coś z chłodu krypty, a może raczej muzeum. A to za sprawą antyków gromadzonych przez ojca-potwora. Tak go postrzegamy na początku tej historii. Perfekcjonista, obsesyjnie skupiony na estetyce – ubraniach, meblach, fryzurach. Przed wyjściem do kościoła używa samoopalacza, dobiera krawat godzinami. Zimny i nieobecny. Do tego równie nieobecna matka, niedoszła aktorka z Nowego Jorku, która utknęła na zawsze w małej dziurze.

 

W autobiograficznej opowieści Bechdel to ojciec jest, poza nią samą – ważnym bohaterem, posiadaczem tajemnicy. Dopiero po latach ojciec i córka mogą się spotkać, ujawnić: on – ukryty homoseksualista, i ona – lesbijka. On w młodości marzył, żeby być kobietą – ona, żeby nosić jego męskie koszule. Cała opowieść Bechdel służy temu, by zrozumieć ojca i swoją z nim relację.

Powieść inna, bo graficzna   

Rysowanie własnej historii zajęło Alison Bechdel siedem lat, w 2006 r. „Time” uznał ją za książkę roku. Teraz trafiła do nas. Komiksy przestały być tylko dla dzieci. Mierzą się z rzeczywistością, polityką, historią, z kłopotami z tożsamością. Coraz więcej jest opowieści autobiograficznych – głównym bohaterem bywa rysownik w jakimś momencie swojego życia. Opowiadają o bolesnym dojrzewaniu i utracie wiary – „Blankets” Craiga Thompsona, ale i o codzienności – „Na szybko spisane. 1990–2000” – dziennik Michała Śledzińskiego, o tożsamości seksualnej – komiks Bechdel, o ciąży i o urodzeniu dziecka – „Projekt człowiek” Endo, o historii widzianej własnymi oczami – „Persepolis” Marjane Satrapi czy „Marzi” Sylvain Savoia i Marzeny Sowy, a nawet o traumie i pamięci, jak najsłynniejszy komiks autobiograficzny – „Maus” Arta Spiegelmana. Ta opowieść jest ważna nie tylko jako nowe ujęcie Zagłady, ale też dlatego, że dla wielu ludzi „Maus” był pierwszym komiksem, który przeczytali jako dorośli.

Prestiżowy nowojorski festiwal Pen Clubu ma w programie spotkania z autorami powieści graficznych, czyli komiksów w formie książki. Antologia opowiadań Zadie Smith „Opowieści innych ludzi”, która niedawno ukazała się w Polsce, składa się z tradycyjnych opowiadań i z komiksów. Znalazła się tam rysunkowa historia Chrisa Ware’a, zdaniem Adama Gawędy, znawcy komiksu – najwybitniejszego żyjącego komiksiarza świata. Jego „Jimmy Corrigan” czeka wciąż u nas na wydanie. Jest to historia samotnego trzydziestolatka, który z nikim nie może nawiązać kontaktu. Ware pokazuje, że ta aliencja ciągnie się w tej rodzinie od kilku pokoleń.

W Polsce rozwijają się wydawnictwa, które preferują właściwie wyłącznie komiksy „ambitne”: Kultura Gniewu, Timof i cisi wspólnicy, Abiekt.pl czy Post. Tymczasem cała masa świetnych komiksów powinna zostać jak najszybciej przetłumaczona.

„Nie jest wykluczone – pisał niedawno »New York Times« – że komiksy staną się niebawem tym, czym były powieści – najbardziej masową i dostępną formą literacką. Powieści zaś powtórzą los poezji, staną się gatunkiem dla niewielu odbiorców”. Czas największego rozkwitu powieści przypadł na pierwszą połowę XX w., koniec wieku należał już do gatunków non fiction: pamiętników, biografii i form dokumentalnych. W tym czasie stały się popularne komiksy czerpiące z rzeczywistości, opowiadające historie widziane na własne oczy. Pierwsza dekada XXI w. należy do nich.


Art Spiegelman woli nazywać swoje prace „komiksami, które potrzebują zakładek”, zaprotestował też, kiedy „Maus” (nad którym pracował 13 lat) znalazł się na liście bestsellerów „New York Timesa” w dziale: fikcja. Termin „powieść graficzna” powstał jako odróżnienie od dziecinnych komiksów i nie ogarnia dziś całego bogactwa tematów i form.

W 1978 r. Will Eisner – autor głośnych komiksów z serii „Spirit” – narysował pierwszą powieść graficzną „Umowa z Bogiem”, właśnie o relacji człowieka z Bogiem. A pierwszą autobiografią komiksową była „Binky Brown Meets the Holy Virgin Mary” Justina Greena o restrykcyjnym katolickim dzieciństwie. W podobnym duchu utrzymana jest opowieść Craiga Thompsona „Blankets. Pod śnieżną kołderką”, która ukazała się u nas dwa lata temu.

Obrazki z życia  

Początki komiksów autobiograficznych sięgają amerykańskiego undergroundu lat 60. To wtedy artyści tacy jak Robert Crumb zaczęli używać tego najbardziej skomercjalizowanego gatunku jako narzędzia buntu i jednocześnie środka nieskrępowanej autoekspresji. Tworzyli alternatywne komiksy w opozycji do oficjalnego nurtu Marvela i Disneya. We Francji nie było tak wyraźnego podziału na sztukę alternatywną i oficjalną. Ambitne komiksy wychodziły w normalnych wydawnictwach. Zanim pojawiła się Marjane Satrapi i jej „Persepolis”, inny komiks okazał się rewolucyjny dla tego gatunku: „Epileptic” Davida B. To historia choroby jego starszego brata, która zmienia życie całej rodziny rozpaczliwie szukającej remedium.

Wpływ „Epileptic” widać właśnie u Satrapi, w jej obrazie dorastania w Iranie. Dziecięce postrzeganie łączy z fantazjami, tak jak to było u Davida B. Jej bohaterka marzy, żeby być prorokinią, ma wizje, choć wychowywała się w świeckiej rodzinie. Historia rodzinna – prześladowany wujek marksista – nakłada się na historię kraju: obalenie reżimu Szacha i zwycięstwo rewolucji islamskiej.

Historia oglądana oczami dziecka pojawia się też we francuskiej serii komiksów o „Marzi”, dziewczynce z Polski stanu wojennego. Najciekawszy jest tu obraz życia bloku – dzieci non stop okupują klatkę schodową. Wydarzenia tak ważne, jak przyjazd papieża, przerabiają momentalnie na zabawę: Marzi w sukni ślubnej matki w drzwiach zsypu pozdrawia wiernych. Przy czym jest to raczej komiks edukacyjny, opowiadający cudzoziemcom o niewyobrażalnym życiu w kraju za żelazną kurtyną.

 

Skąd bierze się taka popularność komiksowych autobiografii? – Ten gatunek pozwala na absolutnie spójną wizję – zespolenie bohatera i twórcy zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej i dlatego najczęściej autor scenariusza jest też rysownikiem. Dzięki takiemu zespoleniu najlepsze autobiografie robią duże wrażenie. Dlatego najgłośniejsze z nich wybijają się w mediach ponad masę innych powieści graficznych – mówi Adam Gawęda.

Byt z kresek 

Z dala od wielkiej historii powstaje też coraz więcej komiksów-pamiętników, a to ze szkoły, a to z pobytu w Nowym Jorku czy Birmie. Trudno sobie wyobrazić, że chcielibyśmy czytać te wszystkie ekspresje codzienności i „ja” autorów jako prozę. Za to życie intymne pokazane w obrazkach zyskuje zupełnie inny wymiar. To, co w literaturze bardzo trudno stworzyć, czyli personę, wiarygodną osobę odrębną od autora – tutaj rysownik tworzy z kilku kresek. I w ten sposób mała Alison z „Fun Home” zyskuje osobny byt, niezależny od autorki tej historii, choć intymność tej opowieści czujemy na każdym kroku. Nie chodzi tylko o seksualność, ale o to, że poznajemy najbardziej prywatne odczucia: Alison reaguje na śmierć ojca nerwowym śmiechem. W dzieciństwie zaś kompulsywnie zaklina rzeczywistość, liczy krople spadające z kranu (liczba nieparzysta – to zła wróżba), maniakalnie ustawia buty i rysuje magiczne znaczki w swoim dzienniku.

Komiksy autobiograficzne dają wrażenie dystansu między autorem a obrazem, którego często brakuje prozie. Musiał go zresztą uzyskać sam rysownik przerabiając swoje życie na poszczególne kadry. Operując skrótem opowieść komiksowa staje się w dodatku niezwykle pojemna. I jak się okazuje, nie ma tematu, którego nie dałoby się narysować. Można zrobić to w dodatku inaczej niż wszyscy dotąd (pisarze mają z tym właśnie największy kłopot). Jak mówił Art Spiegelman: „Komiksy są z roku na rok są coraz lepsze. W przeciwieństwie do świata dookoła”.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj