YouTubowe gwiazdy
Co zrobić, aby stać się gwiazdą YouTube? Należy wywołać zachwyt, obrzydzenie lub zaciekawienie. Oto barwny magazyn filmikowych osobliwości.

Już nie trzeba jechać w samej koszulinie na chudych plecach do Hollywood albo na Broadway, żeby świat dowiedział się o naszym wielkim talencie i pokłonił do stóp. Teraz mamy YouTube. Nie trzeba długiej promocji - internetowe memy przenoszą się szybko i skutecznie. Orientując się, jakimi kanałami, w mig można zyskać setki tysięcy widzów, którzy codziennie będą sprawdzać, czy coś nowego pojawiło się na naszym koncie.

Są już nawet ironiczne poradniki - co zrobić, aby stać się gwiazdą YouTube. Należy wywołać zachwyt, obrzydzenie lub zaciekawienie! A mniej ogólnikowo: można na przykład, będąc słodką dziewczynką, założyć videoblog i charczeć z playbacku, męskim głosem do metalowej muzyki. Albo chwalić się bójkami wszczynanymi z bogu ducha winnymi przechodniami, najlepiej będąc w przebraniu bezdomnego. Dobrze stoją filmiki z koncertów, nagrywane z ostatnich rzędów audytorium, a także deprawowanie dzieci przy pomocy obscenicznych tekstów podstawianych do popularnych kreskówek. I zawsze, zawsze zwierzątka, szczególnie scenki slapstickowe z rozbrykanymi kotami.

Albo dzieci, zwłaszcza te z notorycznymi napadami śmiechu. Hitchcockowa scena z gryzoniem okrążyła świat.


Okazuje się też, że internauci w nieskończoność mogą oglądać, jak ktoś się upija, bełkocze, usiłuje robić coś śmiesznego, a następnie „pada trupem". Hitem był filmik unaoczniający wybuchowe właściwości mieszanki mentosów i dietetycznej coli. Ale oczywiście rządzą friki, osoby, które ze śmiertelną powagą i zaangażowaniem chwalą się wątpliwymi talentami, jak Numa Numa, Afro Ninja, czy The Star Wars Kid.

Czy też osoby, jak Tron Guy, realizujące w wielce osobliwy sposób wielce osobliwe pomysły. Wielką karierę zrobił chłopak, który histerycznie i we łzach bronił dobrej sławy Britney Spears i jej świętego spokoju.

Niezbyt wiele wysiłku, mniej lub bardziej szalony, czy też zabawny pomysł, a spędzający większość czasu przed ekranami komputerów autorzy za jednym zamachem wyrywają się z anonimowości, zyskują wielu „przyjaciół", a nawet fanów, czują się mniej samotni, a wręcz interesujący i utalentowani. Widzowie też mają okazję codziennie odwiedzić „znajomego" i sprawdzić, co u niego słychać.

Autorzy bezwzględnie szyderczej kreskówki „South Park" potraktowali internetowe celebryty, ich podpadające pod problemy psychologiczne motywacje i poziom wypowiedzi, znacznie bardziej ironicznie.

Ale YouTube to też miejsce ekspresji faktycznych talentów. Oraz miejsce, gdzie można je wyłowić. Szereg muzyków - na przykład śpiewające dziewczyny z gitarami, jak Terra Noami, Mia Rose, gitarzysta Andy McKee, czy chór a capella Straight No Chaser - została w ten sposób zauważona.

Podobnie „osobowości telewizyjne", showmani i celujący w parodii komicy (VenetianPrincess, Stevie Ryan, Natalie Tran)

oraz prowadzący videoblogi domorośli publicyści.

Osobnym przypadkiem jest pochodzący z Izraela Kutiman, który kilka miesięcy temu na swojej stronie internetowej, a także na portalu YouTube opublikował składający się z siedmiu piosenek i teledysków album „Thru You". Wszystkie powstały wyłącznie na podstawie twórczego przetworzenia materiałów znalezionych na YouTube. Przez dwa miesiące selekcjonował dźwięki i obrazy, dopasowywał je i miksował aż otrzymał spójną muzyczną całość, wypadkową jazzu, hip-hopu, afrobeatu i funky. Internauci (milion odsłon w ciągu pierwszego tygodnia od publikacji), a także profesjonalni dziennikarze nie kryli zachwytu. Wystąpienie Kutimana nazywa się „gwoździem do trumny praw autorskich". Osoby, z których materiałów skorzystał, o niczym nie wiedziały. Ale gdy się dowiedziały, nie zaprotestowały, gdyż artysta - bo tak trzeba w tym wypadku mówić - nie zamierza czerpać profitów z publikacji, a jeśli już, planuje oddać je twórcom przerobionych oryginałów. Wcześniej bez wiedzy i zgody modyfikowano także jego internetowe produkcje. Nie miał zastrzeżeń.

Jednak nie wszyscy działają w równie bezinteresowny sposób. Mechanizmy funkcjonowania YouTuba są przewidywalne. Także dla pracowników marketingu. Nie chodzi tylko o zamieszczanie reklam, ale także o zatrudnianie do reklam gwiazd YouTuba. Firma Sanyo zatrudniła do promocji nowego rodzaju kamery kilku sławnych youtubowych twórców, by w swoich filmikach, albo do ich produkcji, używali nowych kamer, najlepiej zachwalając ich dopasowanie do realizowania tego typu produkcji.

Ale Sanyo nie było pierwsze. Firma Dr Pepper skorzystała w reklamie z usług Tay Zondaya, autora wielkiego youtubowego hitu „Chocolate Rain".

YouTube może stać się platformą każdego typu działalności. Także patriotycznej. Tu przodują hiperaktywni narodowcy chińscy. Mają sprzymierzeńców także w innych częściach świata. Ponad rok temu do sieci trafiły filmiki, na których pewien Amerykanin, pod pseudonimem Czerwony Cudzoziemiec, patetycznie, uciekając się do łez, jak na narodowca przystało, bez koszuli, z portretem Mao w tle wykonywał chińskie pieśni patriotyczne. Początkowo Chińczycy, podejrzewali szyderstwo i przyjęli go negatywnie. Jednak wkrótce nasz bohater przekonał ich do szczerości swych przekonań i działań. Obecnie liczba pozytywnych komentarzy bije na głowę te negatywne. Od roku nie ma go w sieci. Fani pytają kiedy wróci. Drżą, czy aby na pewno Czerwony Cudzoziemiec spodobał się oficjalnym władzom.

Na YouTubie można znaleźć wszystko, albo prawie wszystko, najwyżej odpowiednio zakamuflowane, jak na przykład tajny kod kibiców skrzykujących się na ustawki, czy smaczki dla pedofilów...

Można też, będąc podupadłym papparazo, zamieszczać filmy złożone ze zdjęć z „przyłapanymi na gorącym uczynku" gwiazdami, a następnie żądać odszkodowań od osób, które w dobrej wierze wkleiły go na swoje blogi, czy strony internetowe, licząc na naiwność i nieznajomość prawa.

Medium jest praktycznie nie do opanowania. Działa szybko, skutecznie i niepostrzeżenie. Dżungla. Uzależnia. Jest poza kontrolą. Powyżej zostało zarysowanych jedynie kilka przykładów, w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Sensowniej jest zapytać, czego tam nie ma, a nie, co tam jest.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj