szukaj
Madonna
Rozbieranie Madonny
Niektórzy odmawiali jej talentu, inni wypominali skandale, ale ona wciąż jest na szczycie i pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon światowej popkultury.

Dzień po koncercie na warszawskim Bemowie Madonna będzie obchodzić swoje 51 urodziny. Niezła okazja do sporządzenia bilansu strat i zysków tej niewątpliwie wielkiej kariery estradowej. Madonna nadal jest w czołówce najlepiej zarabiających celebrytów z show-biznesu według magazynu „Forbes”. We wrześniu ukaże się jej nowa płyta.

Amerykańska badaczka kultury E. Ann Kaplan w eseju poświęconym Madonnie pisała o niej, że jest jak cebula – składa się z kolejnych warstw bez środka. Kaplan przytacza na tę okoliczność fragment wywiadu, w którym artystka wyznaje: „nigdy nie dowiesz się, kim naprawdę jestem”. Bo „naprawdę” nie istnieje, istnieją tylko kolejne kostiumy i maski. Przyjrzyjmy się więc kilku z jej najważniejszych wcieleń.

 

Swój pierwszy album wydała 26 lat temu. Wcześniej myślała, że będzie raczej tancerką niż piosenkarką, chodziła nawet do szkoły baletowej, ale na początku lat 80. muzyka rozrywkowa zaczęła wchodzić w coraz ściślejsze alianse z choreografią, więc młoda Madonna Louise Ciccone dostrzegła swoją szansę jako gwiazda disco. Wydana w 1983 r. debiutancka płyta „Madonna” całkiem nieźle mieściła się w tym nurcie i doszła do 8 miejsca na liście „Billboardu”. Zachęcona tym wytwórnia płytowa Sire, wydawca debiutu, zdecydowała się podpisać z Madonną kontrakt na kolejną płytę i już w 1984 r. wyszła „Like A Virgin”, pierwszy wielki bestseller Madonny, który uczynił z niej gwiazdę.

Feministka

Z perspektywy ponad ćwierćwiecza tamte czasy postrzega się dziś jako kolejną, po latach 70., odsłonę kultury dyskotekowej i w tym sensie Madonna jawi się jako następczyni Olivii Newton-John i Johna Travolty z musicalu „Grease”. W wydanej u nas niedawno biograficznej książce Lucy O’Brien „Grzeszna Madonna” czytamy, że u progu muzycznej kariery przyszła gwiazda fascynowała się dwiema całkiem sprzecznymi wobec siebie estetykami: disco i punkiem. W punku ekscytował ją jego flirt z brzydotą i podważanie wszelkich reguł – w końcówce lat 70. była fanką dziewczęcej kapeli anarchopunkowej z Anglii The Slits. Trudno jednak dopatrzyć się śladów tego stylu w którejkolwiek z jej płyt. Pierwsze dwie, wyżej wymienione, sprawiają raczej wrażenie radykalnej antytezy punku, podobnie zresztą jak teledyski. W zachodniej popkulturze rewolta ustępowała na rzecz korzystania z dobrodziejstw konsumpcjonizmu. W polityce nastąpił zwrot konserwatywny, w kulturze popularnej zwyciężała antyrefleksyjna rozrywkowość. Madonna, podobnie jak jej rówieśnik Michael Jackson, wpisała się w tę tendencję znakomicie, czyniąc z koncertu muzyki pop widowisko muzyczno-taneczne, do czego, swoją drogą, zachęcała MTV, pierwsza w historii telewizja muzyczna.

Piosenką-symbolem tamtych czasów może być „Material Girl”, przebój otwierający album „Like A Virgin”. Bohaterką tego utworu jest dziewczyna, która „wie, czego chce”, a chce luksusu. Teledysk do „Material Girl”, który dał Madonnie status gwiazdy MTV, jest stylizowany na fragment filmu „Mężczyźni wolą blondynki”. Chodzi o scenę, w której Marilyn Monroe śpiewa piosenkę „Diamonds Are A Girl’s Best Friends”. Tyle że zamiast słodkiej blondynki uległej wobec mężczyzn, mamy tutaj młodą kobietę eksponującą swoją nad mężczyznami władzę. Krytycy mieli kłopot, bo dziewczyna z dyskoteki zaczęła sprawiać wrażenie feministki.

Skojarzenia występów Madonny z ekspansją femizmu przyszły szybko, niemal na początku jej kariery. Uchodziła za bezczelną, arogancką tupeciarę. Potrafiła odciąć się ostro ze sceny, kiedy ktoś z publiczności jej się naraził, z rozmysłem zrujnowała show Davida Lettermana, używając na wizji ordynarnych przekleństw w odpowiedzi na ironię prowadzącego program. Pod tym względem rzeczywiście zdradzała pewne podobieństwo do muzyków punkrockowych. Jej prowokacyjny styl, obecny nie tylko na scenie, ale i w wywiadach telewizyjnych i prasowych, uważano powszechnie za wywrotowy i podobnie odczytywano teksty piosenek, nie tylko ten do „Material Girl”.

 

Postawa Madonny była solą w oku tak zwanej moralnej większości, ale stała się niezwykle atrakcyjna dla młodych dziewczyn, jej głównej publiki na koncertach w latach 80. Madonna – tak jak Joni Mitchell w epoce dzieci kwiatów – odgrywała rolę wpływowej przywódczyni opinii właśnie w stosunku do tych dziewcząt, najpewniej słabo obeznanych z teoriami feministycznymi, za to słuchających muzyki pop. Dla nich Madonna była niekwestionowanym autorytetem.

Skandalistka

Wspomniana wcześniej E. Ann Kaplan zauważyła coś jeszcze: największą i najwierniejszą publiczność dziewczęcą Madonna miała w krajach katolickich i w katolickiej społeczności Ameryki. To kolejny paradoks: artystka wywodząca się z rodziny katolickiej ostentacyjnie sprzeniewierza się rodzinnej tradycji, przez co zyskuje uznanie wśród katolickich dziewcząt. Nie wiadomo, co miało tu większy wpływ: ideologia feministyczna czy brawura i skłonność do skandalizowania. A może zdolności autopromocyjne?

Madonna zawsze była uważana za mistrzynię kreowania wizerunku, zwłaszcza przy użyciu owego specyficznego narzędzia promocji, jakim jest prowokacja. Konserwatywną opinię publiczną w USA już w latach 80. oburzały jej teledyski, które MTV mogła emitować dopiero po godz. 23.00, kinomani mieli jej za złe, że stylizuje się na Marilyn Monroe, a kiedy na początku ubiegłej dekady zabrakło chwytliwych pomysłów muzycznych, Madonna wydała płytę „Erotica” i równocześnie ukazał się książkowy album „Sex” z jej śmiałymi aktami i rozbudowanym komentarzem o niemal pornograficznym charakterze. Do legendy przeszły jej wypowiedzi w rodzaju: „uwielbiam moją cipkę, ona tworzy integralną całość z moim życiem”.

Lubiła popisywać się bardzo ryzykownymi zachowaniami. Podczas trasy „Blond Ambition” w 1990 r. symulowała na występach scenę masturbacji. Uwielbiała rozmaite dwuznaczności o podtekście erotycznym, a zwłaszcza homoerotycznym. W 2003 r. na gali nagród MTV odbyła długi, głęboki pocałunek z Britney Spears. Była też gorącą fanką kultury gejowskiej i w ogóle kultury queer. Czasem sporo przez to ryzykowała. Kiedy udało jej się zdobyć tytułową rolę w filmie „Evita” Alana Parkera, obrazili się Argentyńczycy, którzy wcielenie się wyuzdanej gwiazdy w postać narodowej heroiny Evity Peron odebrali jako zniewagę. Mimo to piosenka „Don’t Cry For Me Argentina” nawet w obrażonej Argentynie stała się przebojem.

Madonnę oskarżano nie tylko o epatowanie seksem, ale też o obrażanie uczuć religijnych. Ostatnio przy okazji trasy „Confessions Tour 2006”. Chodzi o ten fragment koncertu, kiedy Madonna w koronie cierniowej na głowie, rozpięta na ogromnym połyskującym krzyżu, śpiewa piosenkę „Live To Tell”. W tle pokazują się filmowe obrazy z afrykańskimi dziećmi chorymi na AIDS oraz scena z Jezusem głoszącym Kazanie na Górze.

Przed występem w Rzymie 6 sierpnia Madonna wysłała osobiste zaproszenie na koncert... papieżowi, przekonując przy okazji dziennikarzy, że Benedykt XVI na pewno zrozumie wzniosłe przesłanie piosenki. Jak można się było spodziewać, papież na koncert nie przybył, za to do prokuratury w Düsseldorfie, gdzie odbył się jeden z koncertów trasy, wpłynął wniosek katolickich hierarchów o wszczęcie postępowania w sprawie obrazy uczuć religijnych. Ostatecznie prokuratura odmówiła zajęcia się sprawą.

Nie był to żaden precedens, bo oskarżenia o antyreligijną prowokację padły już w 1987 r. w związku z piosenką „Like A Prayer”. Odczytano ją dość powszechnie jako bluźnierczą rozmowę z Bogiem, w której doznanie mistyczne zostało utożsamione z erotycznym, co dodatkowo podkreślił teledysk, oprotestowany przez Watykan i rozmaite amerykańskie stowarzyszenia obrońców moralności.

 

Mistyczka

W 1996 r. Madonna trafiła do Kaballah Center w Beverly Hills, ośrodka założonego przez Karen i Phillipa Bergów w celu popularyzacji kabały. Jak pisze Lucy O’Brien: „ostrożny eksperyment sprzed wydania płyty »Ray Of Light« przerodził się w pełne zaangażowanie w działalność Centrum i prowadzonych przez nie nauk. (...) Dla Madonny – uwielbiającej potęgę słów, używającej elementów liturgii katolickiej do tworzenia znaczeń na płycie »Like A Prayer« – kabała miała nieodparty urok”. Okazało się, że nie tylko dla niej. W 2006 r. liczba nowo nawróconych kabalistów sięgnęła na całym świecie 3,5 mln i znaleźli się wśród nich Demi Moore, Michael Jackson, Beckhamowie oraz Britney Spears.

Madonna, zanim stała się kabalistką, próbowała rozmaitych ścieżek duchowych: ćwiczyła jogę, medytowała, interesowała się ruchem New Age, na przemian odwracała się i wracała do katolicyzmu, a swoją córkę nazwała Lourdes, podobno na cześć swojej nieżyjącej matki, która wierzyła w moc uzdrowieńczą sanktuarium maryjnego w Lourdes.

Kabałą przejęła się jednak tak bardzo, że zaczęła jej nauczać swoich tancerzy i chórzystów, a w pewnym momencie zaczęła nawet pisać (z dość marnym efektem) książki dla dzieci, osnute na przypowieściach chasydzkich mędrców.

Lucy O’Brien napisała o nich: „Kabalistyczna tematyka książeczek oraz promowanie duchowości dla dzieci niesie ze sobą jeszcze inny ukryty przekaz, mówiący o wycofaniu się, o nostalgii za stabilizacją, tradycjami i wartościami rodzinnymi. Przekaz ten znalazł wyraz w kolejnym wcieleniu Madonny: pani domu”.

Mateczka

Lourdes, córka Madonny, urodziła się w 1997 r. Piosenkarka zbliżała się wtedy do czterdziestki i nie miała ochoty, by wciąż postrzegano ją jako bohaterkę albumu „Sex” i innych erotycznych ekscesów. W świat poszły informacje o wielkiej metamorfozie. Na zdjęciach z tamtego czasu widzimy Madonnę z niemowlęciem przy piersi – spokojną, szczęśliwą matkę. Rewersem tego obrazka jest natchniona refleksyjność wyzwolona przez Centrum Kabały. Prowokacyjna, skandalizująca dziewica-dziwka z „Like A Virgin” i rozerotyzowana kobieta-wamp z trasy „Blond Ambition” i „Erotiki” odeszły w przeszłość. Teraz Madonna wysłała opinii publicznej czytelny sygnał, że należy ją traktować z szacunkiem jako osobę duchowo dojrzałą.

Całe to wyciszenie stanowiło doskonałą oprawę do wydanej w 1998 r. płyty „Ray Of Light”, niewątpliwie najlepszej w całym dorobku artystki. Album wyprodukowany z dużym udziałem Williama Orbita, jednego z najsłynniejszych twórców muzyki klubowej i elektronicznej, przyniósł Madonnie aż cztery nagrody Grammy. Duch frywolnej dyskoteki gdzieś uleciał, a w jego miejsce przyszedł głęboki, niekiedy mroczny klimat egzystencjalnej refleksji. Teledysk z piosenką „Frozen” nie schodził z MTV.

 

Nawet sceptyczni dotychczas krytycy docenili to dzieło, a Madonna tryumfowała: została wreszcie zauważona jako artystka par excellence, która nie potrzebuje już żadnych prowokacji i skandali. Parę lat później, po nagraniu kolejnej płyty „Music”, Madonna rodzi swoje drugie dziecko, synka Rocco, i wraz z mężem Guyem Ritchie, Brytyjczykiem z arystokratycznymi koneksjami, osiedla się w wiejskiej posiadłości na Wyspach.

W 2005 r. Madonna, na prośbę Boba Geldofa, występuje w wielkim charytatywnym koncercie Live 8, zorganizowanym na rzecz pomocy dla najuboższych krajów świata. Rok później artystka odwiedza Afrykę i w Malawi adoptuje afrykańskiego chłopca Davida. Potem przygarnia 13-miesięczną dziewczynkę Mercy, również z Malawi. Tak oto dochodzi do kolejnej osobliwości: amerykańskie celebrytki jak Mia Farrow, Angelina Jolie czy Madonna właśnie zaczynają funkcjonować w zbiorowej wyobraźni w roli troskliwych opiekunek licznych adoptowanych dzieci o różnych kolorach skóry. Nie należy wyśmiewać tego odruchu serca, choć trzeba też powiedzieć, że zdjęcia z wielobarwną gromadką mają również niebagatelne walory estetyczne.

***

Kiedy polski rzecznik praw obywatelskich wyraził obawy co do sensowności organizowania koncertu Madonny w Warszawie akurat w święto maryjne i rocznicę cudu nad Wisłą, a nieznany dotychczas działacz katolicko-narodowy zapowiedział wielką akcję protestacyjno-modlitewną, można było odnieść wrażenie, że cofamy się o co najmniej kilka lat, kiedy Madonna jeszcze uchodziła za prowokatorkę. Nic z tego, nowy show nikogo nie obrazi. Madonna skończy 51 lat i nie może już udawać z tą samą co dawniej dezynwolturą wiecznego kameleona, który w jednej chwili zamienia erotyczną perwersję w matczyną troskę i mistyczne uniesienie, a za chwilę znów staje się diwą estrady.

Oczywiście na pewno coś wymyśli, abyśmy mogli pamiętać jej starą sentencję, do której nawet napisała kiedyś piosenkę: „nikt mnie nie zna”.

 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj