Recenzja filmu: "Granice miłości", reż. Guillermo Arriaga

Granice miłości
O konsekwencjach wyborów, na które bohaterowie nie mają większego wpływu.

Meksykański pisarz Guillermo Arriaga odnosił już spore sukcesy w Hollywood, pisząc nietypowe, kameralne scenariusze, m.in. do poetyckiego westernu Tommy’ego Lee Jonesa „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady” oraz trzech dramatów Alejandra Gonzalesa Inarritu („Amores Perros”, „21 gramów”, „Babel”). Teraz z powodzeniem wziął się za reżyserię. Jego debiutancki melodramat „Granice miłości” stylistycznie nie odbiega zbytnio od filmów wcześniej kręconych na podstawie jego tekstów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną