Recenzja filmu: "Michael Jackson’s This Is It", reż. Kenny Ortega
Michael Jackson’s This Is It
Jackson radził reżyserowi zachować więcej skromności

Serią 50 koncertów w O2 w Londynie Michael Jackson miał triumfalnie powrócić na scenę. Mało kto wierzył, że będzie to show udane. 50-letni król popu podobno nie był w najwyższej formie. Nowych przebojów też brakowało. Jak było naprawdę, warto się przekonać, oglądając dwugodzinny dokument, a właściwie widowisko filmowe, zmontowane z roboczych materiałów z przygotowań do koncertu, odbytych w czerwcu 2009 r. w STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood. Michael Jackson dowcipkuje, poprawia muzyków, ulepsza dramaturgię spektaklu, zachwyca się bizantyjską scenografią i radzi reżyserowi Kenny’emu Ortedze zachować więcej skromności: zamiast tysięcy zmultiplikowanych tancerzy ma wystąpić tylko kilkunastu. Przede wszystkim jednak naprawdę śpiewa, i to genialnie, cały czas usprawiedliwiając się, że jedynie rozgrzewa gardło.

Czym „This Is It” miałoby być, możemy sobie tylko wyobrazić na podstawie luźnych, odbytych w familijnej atmosferze prób, które zaangażowaniem zespołu i perfekcyjnością wykonania powalają na kolana. „Dar dla fanów”, jak się o filmie wyraża Ortega, ma przekonać nie tylko ich, że artysta był u szczytu formy i że mimo jego odejścia planowany spektakl, energia w niego włożona nie zostały zmarnowane. To piękny hołd złożony wielkiemu MJ oraz jego muzyce, nazwanej w filmie „kościołem rock and rolla”. A przy okazji, jest to również szkic do portretu nadwrażliwego marzyciela, samotnego, niedostosowanego do rzeczywistości artysty, zanurzonego we własnym bajkowym świecie.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj