Recenzja filmu: "Demakijaż"

Demakijaż
Jak wygląda życie emocjonalne trzydziestolatków, gdy traci barwy ochronne?

To pytanie przyświeca młodym autorkom noweli filmowej „Demakijaż”, na którą składają się trzy etiudy. Otwierający zestaw „Non stop kolor” Marii Sadowskiej (absolwentki łódzkiej filmówki) osadzony jest najbliżej realiów. Niespokojna kamera stara się uchwycić chwilę refleksji pędzącej na oślep początkującej piosenkarki, spędzającej beztrosko czas w nocnych klubach, męskich sypialniach, nadużywającej alkoholu i narkotyków. Moment zawahania w „Drodze wewnętrznej” Doroty Lamparskiej (absolwentki szkoły katowickiej) znacznie bardziej przypomina już kafkowską metaforę. Człowiek sukcesu, współwłaściciel dochodowej firmy, w dniu podpisywania lukratywnego kontraktu z zachodnim koncernem nagle boi się wyjść z własnego mieszkania. Stojąc na klatce schodowej zaczyna się zastanawiać, po co to wszystko.

W psychodramie „Pokój szybkich randek” Anny Maliszewskiej (dziennikarki, autorki wielu teledysków) dobrze ułożone życie kochającej się pary z dnia na dzień legnie w gruzach.

Mąż otrzymuje wyrok ośmiu lat więzienia za jazdę w stanie nietrzeźwym i spowodowanie śmiertelnego wypadku. Każda nowela z dobrymi kreacjami aktorskimi, m.in. Anity Janci, Adama Woronowicza i Magdaleny Czerwińskiej, próbuje opisać konsekwencje przyjęcia odpowiedzialności za bezmyślnie prowadzone życie.

W przeciwieństwie do podobnie skonstruowanej, trzyczęściowej „Ody do radości” nie jest to manifest niezadowolenia pokolenia skarżącego się na brak perspektyw. To tylko cichy krzyk o opamiętanie „dorosłych dzieci” wychowanych na reklamie, MTV, kulcie mamony i seksu, smutnych ofiar konsumeryzmu XXI w.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj