Recenzja filmu: "2012", reż. Roland Emmerich

2012
Pochodzący z Niemiec majster od superprodukcji porządnie się napracował, żeby nas postraszyć.

My tu sobie spokojnie żyjemy z dnia na dzień, a tymczasem koniec się zbliża. Tak jak przewidzieli mądrzy Majowie, 21 grudnia 2012 r. planety ustawią się w jednej osi, wzrośnie promieniowanie Słońca, kula ziemska zacznie się topić od wewnątrz, co spowoduje niewyobrażalne spustoszenia. Wprawdzie pozostały jeszcze trzy lata, ale już dziś możemy zobaczyć w kinie, jak to mniej więcej może wyglądać.

Pochodzący z Niemiec majster od superprodukcji Roland Emmerich („Dzień Niepodległości”) porządnie się napracował, żeby nas postraszyć.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną