Recenzja filmu: "Paranormal Activity", reż. Oren Peli

Paranormal Activity
Nie ma krwi, nie ma efektów specjalnych, a coś wbija w fotel

Początek filmu „Paranormal Activity” wydaje się banalny. Piękny dom z basenem, niewielkim ogródkiem i sportowym autem na podjeździe. W domu młodzi zakochani Katie (Katie Featherston) i Micah (Micah Sloat). Obserwujemy ich życie jak w wideoblogu, których tysiące w Internecie – bohaterowie myją zęby, czytają, jedzą. Nic się nie dzieje, ale tylko do czasu.

Nocą Katie słyszy bowiem dziwny dźwięk, jakby stukot, szept... Micah kupuje kamerę i włącza ją w ich sypialni, a każdego ranka ogląda film z minionej nocy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną