Recenzja filmu: "Wszystko, co kocham", reż. Jacek Borcuch

Wszystko, co kocham
Skromny, dojrzały i emocjonalnie obezwładniający film

Za Jackiem Borcuchem ciągnie się fama artysty nastroju, który wszedł do polskiego kina tylnymi drzwiami. Był aktorem, ważną postacią offu. Później bez reżyserskiego dyplomu nakręcił półamatorskie „Tulipany”.

Melodramat „Wszystko, co kocham” zwłaszcza starszym widzom też pewnie kojarzyć się będzie z anachroniczną formą i wieczną niedojrzałością, ale to rzecz zupełnie innego kalibru. O braku profesjonalizmu nie może być mowy. Skromny, dojrzały, emocjonalnie obezwładniający film 39-letniego Borcucha przypomina nieco spóźniony nostalgiczno-melancholijny manifest o buncie i dojrzewaniu w realiach nadmorskiego prowincjonalnego miasteczka tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną