Recenzja filmu: "The Limits of Control", reż. Jim Jarmusch

The Limits of Control
Jim Jarmusch zrealizował najbardziej pretensjonalny film w swojej karierze.

"The Limits of Control” to metafizyczny thriller, w którym stawką jest nie tyle czyjeś życie, co władza nad postrzeganiem świata. Narracja snuje się ospale wedle surrealistycznej zasady: wszystko jest kwestią przeczuć i wyobraźni bezimiennego czarnoskórego mordercy (Isaach De Bankolé). Poruszającego się do wyznaczonego celu wedle enigmatycznych wskazówek, udzielanych mu przez dziwne postaci przypominające lunatyków albo szaleńców. Popijając przez trzy dni kawę, czeka on na zapowiedziane spotkanie z nieznajomym mężczyzną ze skrzypcami, innym razem dostaje klucz do Tildy Swinton w blond peruce, przebranej za kowbojkę, i za sprawą intuicji wie na pewno, jakie drzwi ma nim otworzyć.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną