Recenzja filmu: "The Limits of Control", reż. Jim Jarmusch

The Limits of Control
Jim Jarmusch zrealizował najbardziej pretensjonalny film w swojej karierze.

"The Limits of Control” to metafizyczny thriller, w którym stawką jest nie tyle czyjeś życie, co władza nad postrzeganiem świata. Narracja snuje się ospale wedle surrealistycznej zasady: wszystko jest kwestią przeczuć i wyobraźni bezimiennego czarnoskórego mordercy (Isaach De Bankolé). Poruszającego się do wyznaczonego celu wedle enigmatycznych wskazówek, udzielanych mu przez dziwne postaci przypominające lunatyków albo szaleńców. Popijając przez trzy dni kawę, czeka on na zapowiedziane spotkanie z nieznajomym mężczyzną ze skrzypcami, innym razem dostaje klucz do Tildy Swinton w blond peruce, przebranej za kowbojkę, i za sprawą intuicji wie na pewno, jakie drzwi ma nim otworzyć.

Po wykonaniu serii wdechów i relaksacyjnych ćwiczeń tai-chi, gdy nachodzi go ochota, wsiada do pociągu i jedzie do Sewilli (akcja rozgrywa się w Hiszpanii), a tam cudownym zrządzeniem losu, kolejne zahipnotyzowane dziwolągi wręczają mu na karteczce ukrytej w pudełku od zapałek zaszyfrowane instrukcje, co robić dalej, itd. Celem wystrojonego w błyszczące garnitury, poruszającego się niczym w transie gangstera jest zabicie potężnego mafioso (Bill Murray), czyli – jak się wolno domyślać – Boga odpowiedzialnego za fałsz sztucznej rzeczywistości rozbitej na serię subiektywnych odbić, w której bohater nie gubi się tylko dzięki genialnej sile swojej wyobraźni. Brzmi to cokolwiek bełkotliwie, niemniej postmodernistyczny kryminał Jarmuscha wyraźnie orbituje w kierunku hermetycznej magii Lyncha.

Realizm gładko przechodzi w nadrzeczywistość, dialogi, zachowania stają się zrozumiałe wyłącznie na poziomie symbolicznym. Tyle że bez wdzięku i wrażenia obcowania z jakąś tajemnicą, jak w przypadku „Inland Empire”. Na pocieszenie trzeba przyznać uczciwie, że słabsza forma Jarmuscha nie odbiera filmowi całkowicie wartości. Porażki mistrzów też bywają interesujące.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj