Recenzja filmu: "Fish Tank", reż. Andrea Arnold
Fish Tank
Mocna, świetnie skonstruowana opowieść o samotności, wykorzystaniu i utracie złudzeń

Filmów o wchodzeniu w dorosłe życie – stanowiących coś w rodzaju gatunku rządzącego się osobnymi prawidłami – powstało już bardzo wiele. Czasami jednak pojawiają się tytuły, które mimo znajomej tematyki i niemiłosiernie wyeksploatowanych motywów brzmią głosem czystym, wydają się odkrywcze, poruszają. To właśnie przypadek nagrodzonego Jury Prize na festiwalu w Cannes brytyjskiego dramatu „Fish Tank” 49-letniej Andrei Arnold (autorki znakomitego thrillera „Red Road”).

Jest to smutna, przeraźliwie prawdziwa historia o 15-letniej dziewczynie z londyńskich przedmieść (Katie Jarvis), wychowywanej z młodszą siostrą bez ojca przez atrakcyjną seksualnie, wiecznie balującą i sprowadzającą facetów do domu niedojrzałą psychicznie matkę (Kierston Wareing). Dość typowy punkt wyjścia nie służy do bombardowania widza szokującymi obrazkami z życia marginesu społecznego.

To mocna, świetnie skonstruowana opowieść o samotności, wykorzystaniu i utracie złudzeń przez wrażliwą, spragnioną ciepła i opieki nastolatkę, której wydaje się, że mimo wiszącego nad nią skierowania do szkoły specjalnej, nienawiści rówieśników oraz cynizmu dorosłych uda się spełnić dziecięce marzenie – zostać hiphopową tancerką. Arnold pokazuje jej kruchy, naiwny jeszcze świat bez dydaktycznego zadęcia, z perspektywy nastolatki pragnącej zrobić w życiu coś niepodważalnie dobrego.

Relacja bohaterki z nowym mężczyzną matki (kolejna po „Głodzie” niesamowita rola Michaela Fassbendera) wydaje się zrazu niewinna, by w finale przybrać formę niemalże antycznej tragedii.

Wyczucie reżyserki, znajomość meandrów ludzkiej psychiki są w tym filmie nadzwyczajne!

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj