Recenzja filmu: "To skomplikowane", reż. Nancy Meyers

To skomplikowane
Postać grana przez Meryl Streep wygląda jak kopia roześmianych idiotek z romansów Grocholi.

Meryl Streep (61 lat, 16 nominacji i 2 Oscary) jest niewątpliwie aktorką wybitną, niestety rola niezależnej, bogatej restauratorki w walentynkowej farsie Nancy Meyers „To skomplikowane” w zachwyt nie wprawia.

Mimo poświęcenia w scenach łóżkowych postać, którą gra: rozwódki z trójką dorastających dzieci wpadającej w sidła swego eksmęża, wydaje się niczym więcej jak tylko kopią roześmianych idiotek z romansów Grocholi. Wprawdzie dowcipkuje się tu na temat zrastających się wagin, co grozi paniom nieuprawiającym seksu, oraz kiepskiej jakości plemników starszych panów, ale ta obyczajowa śmiałość nie prowadzi ani do naruszenia, ani do przełamania schematów romantycznej konwencji, a wręcz przeciwnie. Mimo zaskakująco frywolnych jak na komedię żartów cała reszta, czyli fabuła i aktorstwo, pozostaje tak staroświecka, sztucznie wyretuszowana, że zęby bolą.

Pięknie się starzejąca Streep wdzięczy się i uśmiecha zarówno piekąc z kochankiem nadziewane czekoladą croissanty, jak i przyglądając się w lustrze opadającej powiece, którą zamierza zoperować. Opuchnięty Alec Baldwin w roli tryskającego energią donżuana klepie się po wystającym brzuchu, robi maślane oczy, rozbiera, a i tak wcale nie jest śmieszny.

Chwała Meyers za to, że uświadomiła nastoletnim konsumentom popkultury, że życie erotyczne kobiet nie kończy się po trzydziestce. I że znalazła sposób, by wykorzystać posiwiałych idoli. Szkoda tylko, że zrobiła to w tak infantylny sposób.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj