Recenzja filmu: "Kocham kino", reż. Gilles Jacob

Kocham kino
Królewska uczta dla kinomanów

Kilka lat temu dyrektor canneńskiego festiwalu Gilles Jacob poprosił 36 reżyserów, którzy zdobywali tam nagrody i stali się ikonami współczesnego kina autorskiego, by każdy z nich w króciutkiej trzyminutowej impresji przedstawił, z czym mu się kojarzy sztuka ruchomych obrazów.

Z okazji 60-lecia festiwalu Jacob ułożył nowelki w pewien ciąg i tak powstało „Kocham kino” – dwugodzinne, bezprecedensowe dzieło, składające się z 34 filmików wyrażających coś więcej niż tylko ulotną radość tworzenia. W zestawie znalazły się historyjki różnorodne gatunkowo, odmienne w nastroju, czasami przypominające gotowe pomysły na fabuły. Charakter pisma ich autorów został zachowany.

Niektóre są rozbrajająco śmieszne (np. Polańskiego i braci Coen), inne szczerze i zaskakująco wzruszające (Zhanga Yimou), jeszcze inne brawurowo autotematyczne (Kitano), poważne (braci Dardenne), błyskotliwie ironiczne (Manoela de Oliveiry).

Trudno uwierzyć, ile wspaniałych, nasyconych różnymi odcieniami emocji, niekiedy bardzo przewrotnych treści da się opowiedzieć w tak krótkiej formie. Królewska uczta dla kinomanów.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj