szukaj
Recenzja filmu: "Las", reż. Piotr Dumała
Las
Reżyserski debiut fabularny znanego twórcy animacji Piotra Dumały
Polityka

Reżyserski debiut fabularny z udziałem aktorów znanego twórcy animacji Piotra Dumały do najłatwiejszych nie należy. „Las” jest przykładem filmowego minimalizmu. Długie, trwające po kilka minut czarno-białe ujęcia przypominają sen albo ożywione mitologiczne obrazy.

W całkowicie ahistorycznej przestrzeni prymitywnie urządzonego domu-pustelni i bajkowego leśnego pejzażu oglądamy dziwną, nie do końca zrozumiałą grę miłości i nienawiści, podległości i dominacji, życia i śmierci prowadzoną przez dwóch znakomitych aktorów: Stanisława Brudnego i Mariusza Bonaszewskiego. Rozdzielona na dwie części opowieść przedstawia jakby awers i rewers tej samej historii. W jednej syn opiekuje się umierającym ojcem. W drugiej z ręki mściwego, okrutnego ojca syn ginie.

Złączeni więzami krwi, ale także czymś w rodzaju fatum, bohaterowie prawie w ogóle nie odzywają się do siebie. Stąd być może wrażenie obcości, złamania wszelkich gatunkowych norm spotęgowane niepokojącymi, pulsującymi tajemnicą zdjęciami Adama Sikory. W tak surowej, eksperymentalnej stylistyce dotąd nie opowiadano w polskim kinie. Jeśli jednak porównać „Las” do symboliczno-poetyckich dramatów, kręconych w podobnej manierze przez autorów z Ameryki Południowej czy Azji, nie wydaje się to osiągnięciem zupełnie odosobnionym.

Wpisując się w tę wyrafinowaną estetykę, drażniąc i idąc pod prąd, Dumała pokazał klasę. Kontemplując jego dzieło, bo chyba w ten sposób należy mówić o odbiorze, można w nim odnaleźć biblijne impresje, kontynuacje poszukiwań Tarkowskiego, ale i odbicie całkiem realnych lęków reżysera – pogrążonego w bólu świadka odchodzenia swego ojca.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj