Recenzja filmu: "Była sobie dziewczyna", reż. Lone Scherfig
Była sobie dziewczyna
Film wzorowany na młodzieńczych przeżyciach znanej dziennikarki „The Sunday Timesa”. Nominacje do Oscara.

Oryginalny tytuł melodramatu zrealizowanego przez Dunkę Lone Scherfig jest stanowczo lepszy od nadanego przez polskiego dystrybutora. Przetłumaczony nonszalancko jako „Była sobie dziewczyna” (w oryginale „An Education”) nie oznacza wcale, że ma on jakikolwiek związek z romantyczną komedią „Był sobie chłopiec”.

Na szczęście to jedyna rzecz, do której można się przyczepić, bo – trudno, niech będzie – „Była sobie dziewczyna” jest filmem poważnym i znakomitym. Scherfig opowiedziała w nim niepozorną, a momentami wręcz banalną historię 16-latki nawiązującej romans z dwukrotnie od niej starszym mężczyzną (Peter Sarsgaard). Ona wyrywa się spod kurateli przesadnie troskliwych rodziców i szybko dojrzewa. Dla niego, tak się przynajmniej wydaje, ich związek znaczy coś więcej niż tylko zabawę. Pod powierzchnią prostej opowiastki o uwiedzeniu kryje się jednak dość złożony obraz tęsknot i przemian lat 60., które z dzisiejszej perspektywy wydają się naiwne, choć wcale nie aż tak, jakby można sądzić.

Odchodzenie od pruderyjnego modelu powojennego wychowania i zachłystywanie się urokami beztroskiego życia, lansowanego przez amerykańskich beatników i paryskich egzystencjalistów, ukazane zostało z ironią pozwalającą przyglądać się wcale nie tak błahym dylematom bohaterki na luzie. Reżyserka kapitalnie uchwyciła ferment ówczesnej rewolucji seksualnej, przekładając to na doświadczenie nieprzeciętnie inteligentnej, zbuntowanej dziewczyny, która nie chce utknąć jak jej biedujący rodzice między pralką i telewizorem, tylko żyć do utraty tchu.

Miłą niespodzianką jest wspaniała rola młodziutkiej aktorki Carey Mulligan (nominowanej do Oscara), z wyczuciem i intensywnością oddającej życiową lekcję nastolatki, wzorowanej na młodzieńczych przeżyciach autentycznej postaci, znanej dziennikarki „The Sunday Timesa”. Chwytający za serce, przewrotny finał sprawia, że film mówi więcej o złudzeniach wieku dorastania niż niejeden współczesny wyciskacz łez.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj