Recenzja filmu: "Człowiek, który gapił się na kozy", reż. Grant Heslov

Człowiek, który gapił się na kozy
Cała masa żenujących dialogów, które mają wielką szansę przejść do kanonu kina jako wzór grafomanii i blagi.
materiały prasowe

Amerykańska komedia satyryczna „Człowiek, który gapił się na kozy” Granta Heslova wygląda dokładnie tak, jakby nakręcił ją niemający pojęcia o dramaturgii początkujący reżyser, dla którego niedoścignionym ideałem jest, powiedzmy, nasza „Operacja Dunaj”.

Szczytem poczucia humoru jest tu scena spożywania dodanego do jajecznicy LSD przez nieświadomych żartu żołnierzy, którzy potem zrelaksowani uśmiechają się do siebie i wykrzykują pacyfistyczne hasła.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną