szukaj
Recenzja filmu: "Wenecja", reż. Jan Jakub Kolski
Wenecja
Kolski miał przy tym filmie niestety pecha

Nagrodzony za zdjęcia na festiwalu w Gdyni nowy film Jana Jakuba Kolskiego „Wenecja” stanowi przede wszystkim popis talentu Artura Reinharta. Oparta na motywach opowiadania Włodzimierza Odojewskiego historia dojrzewania 11-letniego chłopca, przeżywającego w wiejskiej posiadłości nad Sanem koszmar okupacji, zaskakuje malarskim, zmysłowym pięknem niemal każdej sceny. Reinhart w nastrojowych, przepełnionych gorzkim liryzmem ujęciach znalazł właściwy ton dla poetyckiej, impresyjnej opowieści o zderzeniu dziecięcej wrażliwości ze zbrodniami i nielojalnością świata dorosłych.

Gdyby nie wyjątkowa praca operatora, rozwijający się w niespiesznym tempie dramat Kolskiego ugrzązłby zapewne w banalnych powtórzeniach utworów o podobnej tematyce.

Na uwagę zasługuje też dobra gra młodziutkiego Marcina Walewskiego, który w wypełnionej nutą czechowowskiej melancholii „Wenecji” potrafił przekazać skrajne emocje małoletniego bohatera zdobywającego niezbyt krzepiące życiowe doświadczenia. Kolski miał przy tym filmie niestety pecha. Podłożona muzyka, znakomicie współgrająca z klimatem zdjęć, okazała się plagiatem. Na ekrany „Wenecja” wejdzie ze zmienioną ścieżką dźwiękową.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj