Recenzja filmu: "Poważny człowiek", reż. Joel i Ethan Coen

Poważny człowiek
Należę do widzów, którzy wolą gorszy film Coenów od lepszych filmów innych reżyserów...

O nowym filmie braci Joela i Ethana Coenów amerykańska krytyka pisała, że jest „na serio śmieszny”, co można by odnieść również do ich poprzednich produkcji, choć w „Poważnym człowieku” powagi jest istotnie nieco więcej.

Już prolog zaskakuje. Mamy bowiem zrealizowaną w manierze teatralnej scenę rozgrywającą się w nieokreślonej przeszłości w polskim sztetlu. Jak to się ma do właściwej akcji, która toczy się na amerykańskim środkowym Zachodzie w 1967 r.? Sami reżyserzy wyjaśniają, że nijak, ale nie musimy im wierzyć. W każdym razie po wyjściu z seansu radzę przypomnieć sobie początek. Tytułowym poważnym człowiekiem jest w filmie Larry Gopnik, profesor fizyki, który rysując na tablicy skomplikowane wzory, wpada wręcz w stany euforyczne, jakby właśnie wyjaśniał studentom całą złożoność świata. W którym czuje się pewnie, na co są liczne dowody: ma dom, żonę, dwoje dzieci i szansę na pełny etat na uczelni. Ale nie przyszliśmy na film obyczajowy, tylko na czarną komedię genialnych braci, więc nie zaskoczy nas to, co wkrótce nastąpi.

Pewnego dnia Larry spostrzega, iż w jego życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, i to seryjnie. Sąsiad o niezbyt sympatycznie brzmiącym dla Żyda nazwisku Brandt przekracza kosiarką granicę dzielącą trawniki, co można uznać za napaść bez wypowiedzenia wojny. Student Azjata najpierw chce mu dać łapówkę za zaliczenie, a potem go oskarża. Wreszcie żona stwierdza, że ma kochanka, który jest „naprawdę poważnym człowiekiem”, i żąda rozwodu. Kiedy nieszczęścia zaczynają się sumować, biedny Larry udaje się po pomoc do rabinów, którzy mają na pocieszenie formułki w rodzaju „szef nie zawsze ma rację, ale zawsze jest szefem” (Oczywiście chodzi o szefa wszystkich szefów). A kiedy zaczyna się wydawać, że powrót do normalności i powagi jest jeszcze możliwy, to wtedy..., no powiedzmy, że happy endu raczej nie będzie.

Czy bracia robili lepsze rzeczy? Niewątpliwie. Ale ja należę do widzów, którzy wolą gorszy film Coenów od lepszych filmów innych reżyserów.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj