Recenzja filmu: "Myśliwy", reż. Rafi Pitts
Myśliwy
Bez plakatowych haseł, nakręcony w inteligentnej formie poruszającego dramatu psychologicznego.

Twarzami kina irańskiego są najczęściej dzieci albo kobiety. Twardych, brutalnych opowieści nie toleruje cenzura. „Myśliwy” stanowi cenny wyjątek. To niekonwencjonalna historia o zemście ochroniarza, któremu zabito rodzinę. W trakcie wyborczych zamieszek pomiędzy przeciwnikami reżimu a służbami porządkowymi żona i 6-letnia córka zostają w tajemniczych okolicznościach zastrzelone.

Mężczyzna ma skomplikowaną przeszłość, siedział długo w więzieniu (prawdopodobnie z przyczyn politycznych). Po wyjściu dostał pracę w fabryce samochodów na nocnej zmianie. Właśnie gdy zdołał sobie ułożyć życie osobiste, utracił je. Film dzieli się na dwie części. W pierwszej, w nerwowym godardowskim rytmie poznajemy okoliczności tragedii i desperackiej próby odwetu.

Druga, rozegrana w konwencji thrillera, opisuje dziwną grę pomiędzy ściganym a dwoma tropiącymi go i nienawidzącymi się policjantami. Nie ulega wątpliwości, że nie o wątek sensacyjny tu chodzi, tylko o krytykę totalitarnego systemu, kontrolującego prywatność, wszelkimi metodami tłumiącego jakiekolwiek oznaki niezależności czy buntu.

Reżyser Rafi Pitts, który również zagrał w „Myśliwym” tytułową rolę, jest emigrantem żyjącym od 1981 r. w Paryżu, dlatego mógł sobie pozwolić na szczerość. Jego film to mocny atak na przemoc, korupcję i cynizm złej władzy. Bez plakatowych haseł, nakręcony w inteligentnej formie poruszającego dramatu psychologicznego, w którym wszystko zostaje wyrażone półcieniami, nie wprost.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj