Recenzja filmu: "Zły porucznik", reż. Werner Herzog

Zły porucznik
Film - dziwoląg, który komercyjnie nie rokuje najlepiej, ale zwolenników też powinien mieć.

Kto pamięta „Złego porucznika” Abla Ferrary ze świetną rolą Harveya Keitela, może spokojnie odetchnąć. Film Wernera Herzoga, mimo że identycznie zatytułowany, zwyczajnym remakiem nie jest. Trudno zresztą byłoby powtórzyć sukces pierwowzoru, mechanicznie go kopiując, tylko z inną obsadą. Ponury, bluźnierczy moralitet rozegrany w nowojorskich realiach, ze słynną sceną gwałtu na zakonnicy w kościele, a później próbą moralnego odrodzenia zdeprawowanego gliniarza, stał się dziełem kultowym i przetrwał próbę czasu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną