Recenzja filmu: "Salt", reż. Philip Noyce

Salt
Angelina Jolie jako kobieta do zadań specjalnych. Daniel Olbrychski jako szpieg. Dużo akcji, mniej sensu.
materiały prasowe

Polską premierę amerykańskiego thrillera „Salt” w reż. Phillipa Noyce’a poprzedziła seria elektryzujących informacji. Że u boku Angeliny Jolie zagra w nim Daniel Olbrychski i że będzie mówił po angielsku i rosyjsku. Kolejne doniesienia mówiły o wiszącej nad aktorem groźbie zdubbingowania jego kwestii przez rodowitego Amerykanina. Pojawiły się spekulacje o marginalizacji albo nawet wycięciu roli Olbrychskiego, czego dowodem miało być niezaproszenie aktora na moskiewską premierę filmu.

Tymczasem fakty są następujące: Olbrychski w filmie występuje. Gra kluczową dla zawiązania i rozwoju fabuły rolę rosyjskiego szpiega Orłowa, który nie przyjął do wiadomości zakończenia zimnej wojny oraz oficjalnych przyjacielskich stosunków łączących dawne supermocarstwa i konsekwentnie realizuje plan unicestwienia Stanów Zjednoczonych. Główną część tego planu stanowi Evelyn Salt – grana przez Angelinę Joli superagentka CIA. Orłow zjawia się w biurze CIA w dniu, w którym Salt zamierza świętować drugą rocznicę szczęśliwego małżeństwa i właśnie złożyła podanie o przeniesienie z działu operacyjnego do działu analiz. Oświadcza zaskoczonym agentom, że w USA działa siatka świetnie zakamuflowanych rosyjskich agentów czekających na sygnał do akcji zniszczenia kraju, zaś preludium do Armagedonu stanie się zabójstwo prezydenta Federacji Rosyjskiej, gdy przybędzie na pogrzeb swojego amerykańskiego przyjaciela. Morderczynią ma być nie kto inny, tylko agentka Salt.

I zaczyna się gra, w której co chwila ktoś okazuje się zupełnie kimś innym, niż się początkowo wydawał, podwójni agenci i zagrożenie czają się za każdym rogiem, a ścigana przez wszystkich Angelina Joli chodzi po gzymsach, przeskakuje z jednych pędzących samochodów na inne jeszcze szybciej pędzące, skacze bez spadochronu z helikoptera do jeziora itd. A wszystko to, rzecz jasna, w pełnym makijażu. Innymi słowy – film Noyce’a spełnia wszelkie wymogi gatunku, bez udawania, że jest czymś więcej niż rozrywkowym, trzymającym w napięciu kinem sensacyjnym. Ciekawostką zaś jest sposób pokazania CIA – organizacji słabej i niedołężnej, którą sam Daniel Olbrychski potrafi pokonać dwoma kopniakami. W 2010 r. Ameryki nie uratują służby specjalne. Uratuje ją miłość.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj