Recenzja filmu: "Wichry Kołymy", reż. Marleena Gorris

Miłość w łagrze
Wiernie i bez silenia się na jakieś narracyjne wolty oddaje zmagania udręczonej kobiety, której odebrano nadzieję na powrót do żywych.
materiały prasowe

Eugenia Ginzburg była komunistką, wykładała literaturę na uniwersytecie w Kazaniu, miała kochającego męża, równie oddanego radzieckiej władzy co ona, oraz dwójkę małych dzieci. Jak wielu idealistów padła ofiarą stalinowskich czystek. W latach 30. ubiegłego wieku po pokazowym procesie i więziennych torturach została zesłana nad Kołymę, gdzie z 10-letnim wyrokiem przesiedziała w sumie 18 lat.

Realistyczny dramat Holenderki Marleeny Gorris „Wichry Kołymy” wiernie i bez silenia się na jakieś narracyjne wolty oddaje zmagania udręczonej, osamotnionej kobiety, której odebrano nadzieję na powrót do żywych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną