Recenzja filmu: "Tokijska opowieść", reż. Yasujiro Ozu
Wirtuoz kina
Jego skromne, intymne filmy porównywano do poezji haiku, powściągliwą poetykę wielokrotnie naśladowano (Bresson, Rohmer)
Tokijska opowieść - kadr z filmu
materiały prasowe

Tokijska opowieść - kadr z filmu

Zanim w okolicy świąt Bożego Narodzenia wytrawni kinomani znajdą pod choinką wydanie DVD dzieł wybranych legendarnego Japończyka Yasujiro Ozu, w kinach zostanie przypomniane jego najwybitniejsze dokonanie: „Tokijska opowieść” z 1953 r. Film nieodmiennie wymieniany w ścisłej czołówce arcydzieł wszech czasów, czasami nawet przed „Obywatelem Kane’em”. Jeśli przyjrzeć mu się od strony fabularnej, żadnych rewelacji tu nie ma, wręcz przeciwnie. Ponaddwugodzinny psychologiczny dramat rozgrywa się w niespiesznym, wręcz usypiającym tempie. Uwaga reżysera skupiona jest na uważnej obserwacji codziennych zachowań dobiegającej sędziwych lat pary nestorów i ich dorosłych już dzieci. Starzy ludzie być może po raz ostatni odwiedzają najbliższych. Pochłonięci obowiązkami zawodowymi, wtopieni w wielkomiejski rytm, udający zatroskanych i wrażliwych krewni robią wszystko, by się ich pozbyć. Jedynie synowa, której mąż zginął na wojnie, okazuje im serce.

Ani na moment nie wydaje się, że akcja zmierza do jakiejś kulminacji, za to – jak słusznie pisali krytycy – zwyczajne rozmowy zdają się zawierać ogromny ładunek emocjonalny, a także filozoficzny. Ozu nie potępia młodych, choć traktuje ich podchody z należnym dystansem. Tematem opowieści nie czyni konfliktu pokoleń, niewdzięczności dzieci ani zawiedzionej miłości tych, którzy poświęcili się ich wychowaniu. Tylko samo w sobie życie; rozczarowujące, samotne, nieuchronnie chylące się ku klęsce (śmierci) przemijanie. Ozu miał wówczas 50 lat. Był w pełni sił twórczych. Zmarł na raka 10 lat później.

Zrównoważenie, melancholia, charakterystyczna prostota jego stylu (statyczne ujęcia, żadnych jazd, kamera na wysokości oczu człowieka siedzącego na macie) zjednała mu opinię jednego z najoryginalniejszych stylistów japońskiego kina. Jego skromne, intymne filmy porównywano do poezji haiku, powściągliwą poetykę wielokrotnie naśladowano (Bresson, Rohmer), sama zaś „Tokijska opowieść” posłużyła wiele razy innym za subtelne źródło inspiracji (ostatnio Doris Dorrie przy „Hanami-kwiecie wiśni”). Małe wielkie kino.

Tokijska opowieść, reż. Yasujiro Ozu, prod. Japonia, 139 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj