Recenzja filmu: "Amerykanin", reż. Anton Corbijn

Ostatnia misja killera
Clooney spisuje się znakomicie, dawno nie widziałem go tak skupionego, wiarygodnego w każdym geście.
materiały prasowe

W kinie akcji trudno znaleźć bardziej wyświechtany wzór: twardziel, płatny morderca, co żyje w piekle, nie zna miłości i tłumi w sobie romantyczne uczucia, spotyka śliczną jak malowanie panienkę lekkich obyczajów, oczywiście o równie złotym sercu. Co z tego romansu upadłych aniołów wyniknie, mówić nie trzeba, wystarczy obejrzeć jakiś zgrany klasyczny western albo kino gangsterskie sprzed pół wieku. A jednak holenderski fotograf i uzdolniony reżyser Anton Corbijn („Control”) wycisnął z tego banału elegancką przypowieść, która poetyckim tchnieniem zadziwia, niby-oczywistymi schematami mocno nawet zaciekawia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną