Recenzja filmu: "Skrzydlate świnie", reż. Anna Kazejak

Kibice i zdrajcy
To nie jest film o agresywnych kibolach.
materiały prasowe

Mimo że kobiety grywają z mężczyznami w piłkę nożną i można je spotkać wśród tańczących na trybunach szalikowców, nieczęsto się zdarza, że realizują filmy o futbolu. Opisując w „Skrzydlatych świniach” środowisko ultrasów i hoolsów, czyli zwalczających się piłkarskich fanów z Wielkopolski, Anna Kazejak potraktowała je jako barwną metaforę.

To nie jest film o agresywnych kibolach, urządzających burdy na ulicach i demolujących stadiony, ani pogłębiony socjologiczną obserwacją paradokumentalny portret młodzieżowych subkultur budzących przerażenie okolicznych mieszkańców. To w sumie dość staroświecki melodramat, któremu patronuje niemodne dziś kino moralnego niepokoju. Racje układają się wedle ideologicznego podziału: przyjaźń, spontaniczność, idealizm kontra praca, odpowiedzialność, rodzina. Po jednej stronie mamy naiwnych i wiernych kibiców Czarnych Grodzisk, których drużyna spada do niższej ligi. Po drugiej zdrajców, którzy przechodzą do konkurencyjnego bogatego klubu SkyTech, bo zaczyna do nich docierać, że dorosłość nie polega na stawianiu po przegranym meczu kolejek piwa, tylko na zarabianiu pieniędzy i wychowaniu dzieci. Jak pogodzić grupową i rodzinną lojalność z życiowym obowiązkiem; pasję i wolność z nudną pracą w korporacji, biedę z miłością?

Kazejak gra znaczonymi kartami, ale robi to bardzo sprawnie. Jej film, jeśli odpuścimy sobie kwestię sportowej wiarygodności, sprawdza się na poziomie psychologicznym, inscenizacyjnym i na szczęście aktorskim. Serialowi aktorzy (Paweł Małaszyński, Olga Bołądź) otrzymali ciekawe, odbiegające od ich cukierkowego wizerunku role. Weterani (Anna Romantowska, Cezary Pazura) też mają co grać. W sumie bezbolesne, schematyczne, chwilami zabawne i wzruszające widowisko.

Skrzydlate świnie, reż. Anna Kazejak, prod. Polska, 100 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj